Kategoria: Warto wiedzieć

Polskę można poznawać także pod wodą

  • (fot. FIRSTonline, Pixabay)
  • (fot. joakant, Pixabay)
  • diver-108881
  • fot. Adam Kozakiewicz
  • fot. Archiwum KDP
  • fot. Michał Procajło 2
  • fot. Michał Procajło(1)

Jedną z bardzo atrakcyjnych i ciekawych form turystyki jest znane mniejszej grupie mieszkańców naszego kraju nurkowanie. Ta forma spędzania wolnego czasu staje się z roku na rok coraz bardziej popularna, można by rzec nawet modna.

Nadal wiele osób ulega stereotypowemu myśleniu, że jest to sport dla wybrańców. Nic bardziej błędnego. Naturalnie trzeba przejść odpowiednie szkolenie, aby robić to bezpiecznie i poznać sprzęt do tego celu przeznaczony. Kursy nurkowania prowadzone przez doświadczonych instruktorów wywodzących się z Komisji Działalności Podwodnej ZG PTTK są dostosowane do szerokiego spektrum osób. Można zacząć bardzo wcześnie, bo już w wieku ośmiu lat wasze dziecko rozpocznie tą przygodę uzyskując Brązowy stopień Płetwonurka Młodzieżowego, stąd ta forma rekreacji może być również rodzinna, włączając najmłodszych jej członków.

Walory uprawiania tej formy turystyki są olbrzymie, bo nie tylko umożliwiają poznanie przyrody znajdującej się pod wodą, zaspokajając naszą ciekawość, ale i zapewnią nam odpoczynek psychiczny, kiedy na kilkadziesiąt minut oderwiemy się od „świata zewnętrznego”. Nurkowanie jest godne polecenia osobom zapracowanym w naszym przyspieszającym świecie.

Wielość zbiorników wodnych w Polsce, jakimi obdarzyła nas natura sprawia, że możemy zanurkować w dowolnym regionie naszego kraju, a ponieważ nurkuje się nie więcej niż dwa razy dziennie, stąd część czasu poświęcimy na zwiedzanie okolicznych zabytków, co z pewnością zadowoli nienurkującą część rodziny. Mamy do dyspozycji jeziora, kamieniołomy oraz Bałtyk i w pobliżu każdego z tych miejsc znajdziemy coś interesującego krajoznawczo.

Wykaz baz i szkół nurkowania można znaleźć na stronie Komisji Działalności Podwodnej ZG PTTK, www.cmas.pl. Jest tam również lista certyfikowanych instruktorów nurkowania oraz system szkolenia.

Tu należy dodać, że KDP jest członkiem Światowej Konfederacji Działalności Podwodnej CMAS, stąd nasze międzynarodowe certyfikaty wyszkolenia KDP/CMAS są dokumentem uznawanym w bazach i klubach nurkowych na całym świecie.

Jak wieloraką aktywność można prowadzić pod wodą przekonacie się poznając system szkolenia, bo to nie tylko film czy fotografia. Każdy znajdzie coś dla siebie.

 

Tekst:       Krzysztof Dominiak

Kolejna edycja Konkursu na najlepszą pracę licencjacką/inżynierską lub magisterską

  • 241622460_4688192751217517_4640489461117711872_n

Serdecznie zapraszamy do udziału w kolejnej edycji Konkursu na najlepszą pracę licencjacką/inżynierską lub magisterską z zakresu krajoznawstwa.

Celem Konkursu jest wyróżnienie oryginalnych i wartościowych prac dyplomowych poruszających zagadnienia krajoznawcze oraz propagowanie twórczego poznawania Polski, jej dziejów, kultury i środowiska przyrodniczego.

Organizatorem Konkursu jest Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze, a obsługę Konkursu w imieniu organizatora zapewnia Komisja Krajoznawcza Zarządu Głównego PTTK.

W bieżącej edycji ocenie będą podlegać prace dyplomowe obronione w latach 2020‒2021.

Termin zgłoszenia prac do udziału w Konkursie ➡do dnia 30 września 2021 r.

Przed przystąpieniem do Konkursu zapoznaj się z Regulaminem Konkursu na stronie: http://kkraj.pttk.pl/konkurs/, gdzie znajdziesz zasady, zakres i warunki uczestnictwa w Konkursie

Po górach o każdej porze roku

  • dimage2 (1)(1)
  • dIMG_5279(1)
  • dIMG-20190818-WA0059 (1)(1)
  • dScreenshot_20210413-231132_Photos (1)(1)
  • dScreenshot_20210413-235804_Photos(1)
  • dIMG_5279(1) — kopia
  • dimage2 (1)(1) — kopia
  • d20170627_211630(1)
  • d20170512_120010(1)

…Aby bezpiecznie wędrować po górach o każdej porze roku, trzeba mieć w sobie dużo pokory… – rozmowa Dominiki Szymborskiej z Gosią Ziontecką, podróżniczką, pasjonatką gór, miłośniczką przyrody, ultramaratonów górskich, wspinaczki górskiej i sportowej

 

Dominika Szymborska: Jak zaczęła się Twoja przygoda z górami?

Gosia Ziontecka: Jako dziecko, w każde wakacje, wyjeżdżałam nad morze. Góry były mi obce. W roku 2004 pojechałam na majówkę do mojego taty mieszkającego w Kościelisku. Poszliśmy na wycieczkę do Doliny Jarząbczej, Szlakiem Papieskim. Kwitły krokusy, wystawiały swoje fioletowe główki z zalegającego jeszcze śniegu. I to był ten moment… Zachwyciłam się. I wsiąkłam bez pamięci.

Dominika Szymborska: Kiedy pojechałaś kolejny raz?

Gosia Ziontecka: Rok później. Też w maju. Stopniowo moje wyjazdy stawały się coraz częstsze. Dwa, trzy, cztery razy w roku. W końcu zaczęłam jeździć co miesiąc.

D.S.: Jak znajdowałaś czas         na wyjazdy?

G.Z.: Nie zabierało mi to wiele czasu. Zdarzało się, że wyjeżdżałam tylko na jeden dzień, żeby tylko zaczerpnąć powietrza powyżej 2000 m n.p.m. (śmiech) Zazwyczaj jeździłam pociągiem w nocy z piątku na sobotę. Miałam wówczas na wyprawy całą sobotę i całą niedzielę. Nocowałam w schronisku, wieczorem wracałam kuszetką do Warszawy. Nigdy nie zapomnę sytuacji, kiedy zbiegałam z Czerwonych Wierchów, z Ciemniaka (2096 m n.p.m.), była już 18.00, pociąg miał odjechać o 20.00. Nagle ktoś zawołał:

– Hej dziewczyno! Dokąd się tak spieszysz?

– Na pociąg! – odkrzyknęłam z uśmiechem i pobiegłam dalej. (śmiech) Trochę surrealistycznie mogła zabrzmieć ta odpowiedź na takiej wysokości.

D.S.: Jeździłaś sama?

G.Z.: Tak. Moi znajomi mieli inne pasje. Poza tym ja wręcz uwielbiałam te samotne wędrówki. Mogłam iść w swoim tempie, rozmyślać, delektować się pięknem natury. Były takie momenty, kiedy dosłownie czułam obecność Boga. Myślałam sobie – to jest zbyt zachwycające, by stworzyła to tak po prostu natura. Często góry były dla mnie ucieczką od problemów, które w sensie przenośnym i dosłownym zostawiałam za sobą. Im dalej, im wyżej przestawały mieć tak wielkie znaczenie, jakie nadawałam im na nizinach. Poza tym podczas samotnych wędrówek jest większa szansa na spotkanie żyjących tam zwierząt. Prawie na każdej wyprawie spotykałam stada kozic. Czasem pozwalały podejść do siebie na wyciągnięcie ręki, czasem przez kilka godzin wędrowały razem ze mną. Spotykałam też lisy, najczęściej zimą. Latem uwielbiałam przyglądać się świstakom. Czasem jeden z nich stał na tylnych łapkach, wydając ten głośny, charakterystyczny świst. Czasem były ich całe gromadki bawiące się między skałami. Przykucałam wtedy, prawie wstrzymując oddech, zamierałam, aby móc dłużej je poobserwować.

D.S.: Wyjeżdżałaś tylko latem?

G.Z.: Na początku tak. Bałam się wędrować zimą, nie miałam doświadczenia ani wiedzy. Ale zima coraz bardziej mnie kusiła. Zapisałam się na tygodniowy kurs zimowej turystyki wysokogórskiej w Tatrach Zachodnich, na którym uczyłam się chodzić w rakach, hamować upadki i samoasekurować się czekanem, a także asekuracji lotnej z liną, podstaw przetrwania czy budowania jamy śnieżnej na wypadek konieczności spędzenia nocy na szlaku. Zrobiłam też kurs lawinowy, czytałam dużo książek, poradników górskich, biografii naszych polskich himalaistów. Z zimą nie ma żartów! Aby bezpiecznie wędrować po górach o każdej porze roku, trzeba mieć w sobie dużo pokory. Umieć odpuszczać. Nie upierać się, by za wszelką cenę zrealizować cel. Umiejętność oceny sytuacji i podjęcie w krytycznym momencie odpowiedniej decyzji może uratować życie.

D.S.: Jak dalej rozwijała się Twoja górska przygoda?

G.Z.: Po kilku latach, kiedy moje wędrówki stały się bardziej ekstremalne, pojawiła się potrzeba nabycia nowych umiejętności. W ciągu dwóch lat zrobiłam kurs wspinaczki skalnej na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, zaraz po nim letni kurs taternicki, w kolejnym roku zimowy. To otworzyło przede mną nowe możliwości spędzania czasu w Tatrach. Zaczęłam się wspinać. Po stronie polskiej i słowackiej, latem i zimą. W terenie mikstowym i na lodospadach. Zachwyciłam się na nowo! Wspinanie i bliski kontakt ze skałą dostarczały mi zupełnie nowych doznań. Pokochałam to. W każdym momencie mogę odtworzyć sobie zapach rozgrzanego granitu, jego strukturę, kępki traw, porosty lub kwiatki wyrastające z gołej, surowej skały, gdzieś na 2000 m n.p.m. I motyle! To niesamowite, że zawsze, kiedy się wspinam, leci przy mnie motyl. Zawsze. Nazwałam go swoim Aniołem Stróżem. Czuję, że mnie chroni. Dzięki niemu czuję się bezpieczniej.

D.S.: Opisujesz to wszystko z takim zachwytem!

G.Z.: Tego nie można opisać inaczej. Takich emocji, uniesień i zachwytów nie przeżywałam w żadnym innym miejscu. Dla mnie samotne wędrówki, sam akt wspinania połączony z przepięknymi, urokliwymi widokami szczytów, dolin, stawów, na które patrzyłam z góry, powodują niemal ekstazę, metafizyczne doznania. Najbardziej lubię, kiedy wieje wiatr, rozwiewając chmury. Zatrzymuję się wówczas, obserwując, niemalże jak w teatrze, jak biała kurtyna z chmur, zasłaniająca wszystko, powoli rozchyla się, a oczom widza ukazują się wyłaniające z mgły skalne wierzchołki i ogromna przestrzeń. Po chwili znowu wszystko spowija mgła, widoczność ogranicza się do kilka metrów, by po chwili spektakl rozpoczął się nowo.

D.S.: Niezwykłe doznania. Zastanawiam się jednak, jak to możliwe, że nie znudziło Cię jeszcze chodzenie wciąż tymi samymi szlakami, oglądanie tych samych widoków?

G.Z.: Znudziło? (śmiech) Tatry są dla mnie jak narkotyk. Doznaję ekstazy za każdym razem, kiedy tam jestem. Kocham tam wszystko. Wiesz, że ten sam szlak za każdym razem jest inny? W zależności od pory roku, od pogody, pory dnia, układu chmur na niebie, które wpływają na kolory, które widzisz, od strony, którą dany szlak pokonujesz, od słońca, który oświetla góry o każdej porze dnia i roku inaczej…

D.S.: Przekonałaś mnie. Nie patrzyłam na to nigdy w ten sposób. Aby móc skupić się na tych wszystkich szczegółach, zauważać je, potrzebna jest cisza, brak ludzi. Czy nie przeszkadza Ci zatem, że zawsze jest tam tak dużo turystów?

G.Z.: Nie. (śmiech). Wiem, jak omijać godziny szczytu. Wychodzę zazwyczaj przed świtem, kiedy większość turystów jeszcze słodko śpi. Gdy oni ruszają na szlaki, ja jestem już wysoko. Spotykam ludzi tylko w drodze powrotnej. Czasem, kiedy jeżdżę w góry w tygodniu, nie spotykam nikogo. Omijam też dni świąteczne, majówki itp.

D.S.: Wiem, że masz trójkę dzieci. Czy one również dzielą Twoją pasję?

G.Z.: Starsza dwójka była ze mną górach tylko kilkanaście razy. Nauczyłam ich jeździć na nartach, zabierałam na piesze wędrówki. Jednak nie było ich wiele. To był trudny dla mnie czas. Nie miałam niestety możliwości wyjazdów na tyle częstych, by zaszczepić w nich pasję gór. Chociaż… Teraz, kiedy są już dorośli, jeżdżą w góry ze swoimi partnerami. Jednak nie zwariowali na ich punkcie tak bardzo jak ja. (śmiech) Natomiast co do mojej najmłodszej córki, obecnie już dwunastolatki, ją zabierałam w góry od najmłodszych lat. Nigdy nie zapomnę, kiedy jako trzylatka pokonywała samodzielnie, sięgające jej czasem po pachwiny stopnie na Ścieżce nad Reglami. Jako czterolatka weszła na własnych nóżkach do Doliny Pięciu Stawów. W kolejnym roku weszła na przełęcz Karb i Kasprowy Wierch, zimą, od strony Kuźnic. Dwa lata temu zrobiła ze mną Koronę Gór Polski na jednej wyprawie – 28 szczytów w 25 dni. W samochodzie miałyśmy zapas żywności, wody, ubrań, a nawet namiot, kuchenkę, jedzenie liofilizowane. Spałyśmy w namiocie, schroniskach, w domu parafialnym. Fantastyczna przygoda. Oliwia zrobiła to ze śpiewem na ustach i czasem – gdy ja marzyłam już tylko o tym, aby przybrać pozycję poziomą – mówiła: „Mamo, zróbmy dziś trzeci szczyt, będzie mniej na jutro”. (śmiech) Zabierałam ją też na kilkudniowe wyprawy rowerowe wzdłuż wybrzeża Morza Bałtyckiego, spałyśmy w namiocie, rano go zwijałyśmy i jechałyśmy dalej. Nauczyłam ją wspinaczki, dziś chodzi regularnie na sekcję wspinaczkową.

D.S.: To naprawdę niezwykłe… Słyszałam, że biegasz po górach?

G.Z.: Po trekkingu i wspinaniu przyszedł czas na kolejną aktywność – bieganie po górach. Postawiłam sobie cel i zarazem wyzwanie: Czy niebiegająca nigdy kobieta po czterdziestce może przebiec ultramaraton górski? Na cel wyznaczyłam sobie Tatra Fest 61km, 4130 m pod górę. Po dwóch latach intensywnych treningów przebiegłam Tatra Fest z wynikiem 13 godzin – 2 godziny przed limitem! Jednak nie był to, jak planowałam, mój pierwszy ultramaraton. Pół roku wcześniej dostaliśmy z moim partnerem propozycję wzięcia udziału w Biegu Rzeźnika w parach (nieoczekiwanie dostaliśmy pakiet). Nie zgodziłam się, przecież to było 84 km po górach, a ja do tej pory przebiegłam tylko półmaraton w mieście! Treningi miałam rozpisane z uwzględnieniem startu w Tatrach w sierpniu. Poza tym, jakim cudem my, żółtodzioby biegowe, mamy pobiec w dwóch ultra w dwumiesięcznym odstępie czasu?? Ostatecznie podjęliśmy jednak wyzwanie. I udało się! 16 godzin biegu po pięknych Bieszczadach. Dobiegliśmy zmęczeni, obolali, ale szczęśliwi. Jak się ponownie okazało, chcieć to móc!

D.S.: Co byś poradziła czytelnikom?

G.Z.: …że najważniejsza w życiu, poza rodziną, jest pasja. To coś, co zawsze działa, zawsze nas pocieszy w trudnych chwilach, wzmocni, rozwinie, doda życiu smaku i radości. I jak udowodniłam sobie samej – nie ma, że nie mogę, nie ma, że już nie w tym wieku, nie ma, że za trudno… itd. Macie marzenia? Jest coś, co powoduje, że pojawia się błysk w waszych oczach i motyle w brzuchu? Nie rezygnujcie! Wchodźcie w to! Bierzcie życie za rogi! Co macie do stracenia? Najwyżej się nie uda.

A jak się uda…. będziecie najszczęśliwsi na świecie!

Cerkiew Mądrości Bożej

  • IMG_3434(1)
  • IMG_3435(2)
  • IMG_3435(1)

 

Warszawa była od początku miastem wielu narodów i wielu kultur. Od średniowiecza przyjeżdżali tu kupcy z wielu stron świata, m.in. żydowscy, ormiańscy, serbscy czy greccy.  Po powstaniu listopadowym zaczęli masowo napływać Rosjanie, głównie carscy urzędnicy i wojskowi. Budowano cerkwie, jak również zamieniono na nie kościoły. W krajobrazie miasta zaistniały prawosławne kopuły zwane „cebulkami” i rosyjskie napisy. W mieście powstał też duży garnizon wojsk rosyjskich z oddziałami złożonymi z muzułmanów z Kaukazu i Azji Środkowej.

 

W 1912 roku konsekrowano sobór na placu Saskim. Komitet budowlany rozpoczął pracę już w 1893 roku, a patronat nad budową objął sam car Aleksander II. Powstała olbrzymia świątynia mogąca pomieścić 2,5 tys. osób. Architekturą nawiązywała do XII-wiecznych cerkwi północnej Rosji, a stojąca obok dzwonnica do najwyższej wieży moskiewskiego Kremla. W 1915 roku Rosjanie zniknęli z Warszawy, wkroczyli natomiast Prusacy. Rozpoczęło się zacieranie rosyjskich śladów. Po zajęciu Warszawy Niemcy urządzili w świątyni na placu Saskim kościół garnizonowy. Umieścili nowy ołtarz i organy, których wcześniej nie było. 25 lutego 1916 roku odprawiono tu pierwszą rzymskokatolicką mszę świętą, a tydzień później pierwsze nabożeństwo ewangelickie. Do końca okupacji niemieckiej modlili się tu żołnierze pruscy obu tych wyznań.

 

Sobór na placu Saskim rozebrano w latach 1920-1926. Pomimo użycia materiałów wybuchowych, trwało to długo. W 1918 roku w Warszawie żyło 320 tys. Żydów, co stanowiło 42,2% ogółu mieszkańców. W ostatnich latach na ulicach stolicy niemal masowo pojawili się Wietnamczycy i Hindusi.

 

Aktualnie w Warszawie mieszka ok. 20-30 tys. prawosławnych (istnieją na ten temat różne dane), z czego w południowej części miasta ok. 5 tys. Mają oni daleko do cerkwi na Woli, Pradze i katedralnej cerkwi polowej na Ochocie, niezbędna zatem stała się budowa nowej świątyni. Powstała ona w dzielnicy Ursynów, przy ul. Puławskiej 568, przy granicy miasta z terenami wsi Mysiadło, w gminie Lesznowola. Prawosławna cerkiew znajduje się ok. 25 km od centrum Warszawy.

 

Cerkiew Mądrości Bożej jest pierwszą cerkwią zbudowaną w Warszawie od ponad 100 lat. Poprzednią był wspomniany sobór na placu Saskim. Budowla przypomina meczet, gdyż wzorowana jest na legendarnej świątyni Hagia Sophia w Konstantynopolu, czyli dzisiejszym Stambule. Po zdobyciu tego miasta przez Turków w świecie islamu powstało wiele meczetów wzorowanych na tej świątyni. Cerkiew na Ursynowie jest jednak dużo mniejsza od swojego olbrzymiego, bizantyjskiego pierwowzoru. Jej wysokość ograniczyła bowiem bliskość lotniska na Okęciu.

 

Hagia Sophia, czyli świątynia Mądrości Bożej powstała w Konstantynopolu prawie 1500 lat temu, dokładnie w latach 532-537. Przez ponad tysiąc lat – aż do budowy bazyliki św. Piotra w Watykanie – była największą świątynią chrześcijańską świata. Po zdobyciu Konstantynopola przez Turków stała się meczetem. Od 1934 roku do lipca 2020 roku pełniła funkcje muzealne, a obecnie jest ponownie miejscem modlitwy muzułmanów. W latach 1987-1994 wzniesiono cerkiew Mądrości Bożej w Białymstoku, kolejna powstała w Warszawie. Projektantem świątyni na Ursynowie był warszawski architekt Andrzej Markowski, który wcześniej odwiedził Stambuł, aby na miejscu zapoznać się z pierwowzorem projektowanej budowli. Obejrzał też cerkwie w Grecji oraz nowe, „wylewane w betonie” w Czarnogórze. Nie doczekał jednak zakończenia prac na Ursynowie – zmarł w kwietniu 2019 roku. Kierownictwo budowy warszawskiej Haghia Sophia objął Michał Tymoszewicz.

 

Wielki budynek świątyni widoczny jest z daleka. Ma 36,9 m długości, 30 m szerokości, wysokość (łącznie z centralną kopułą) wynosi 21,6 m. Jego powierzchnia to 1300 m2. Centralna kopuła o średnicy 16,2 m pokryta jest lśniącą w słońcu, miedzianą blachą i otoczona jest czterema mniejszymi. Zgodnie z tradycją prawosławną wejście główne znajduje się po stronie zachodniej, dwa boczne – od północnej i południowej, a od wschodniej zaś, w absydzie, znajduje się ołtarz główny. Ściany zewnętrzne pokryte są płytkami z jasnego piaskowca. Integralną częścią cerkwi stanowi dzwonnica o wysokości 16 m. Sawa, metropolita warszawski i całej Polski, zwierzchnik polskiego Kościoła prawosławnego w dniu 2 lutego 2020 roku dokonał poświęcenia ośmiu dzwonów. Wszystkie (największy o wadze 1200 kg) zostały odlane w słynnej śląskiej ludwisarni braci Felczyńskich, której właściciel, Zbigniew Felczyński, przyjechał na uroczystość. Wygrawerowano na nich imiona fundatorów.

 

W dzwonach cerkwi prawosławnych poruszają się tylko serca, a nie całe kielichy. Ich dźwięk ma bardzo duże znaczenie, są one bowiem jedynym instrumentem, jaki można wykorzystywać w liturgii, oczywiście poza ludzkim głosem. Poświęcenie dzwonów zbiegło się z odsłonięciem polichromii na centralnej kopule – fresku Pantokratora (Wszechwładcy) w otoczeniu aniołów. Z okazji uroczystości metropolita Sawa podarował parafii obraz przedstawiający ofiarowanie Chrystusowi miniatury warszawskiej cerkwi Hagia Sophia. Ofiarowują św. Sawa Serbski i metropolita Sawa.

 

Prace budowlane rozpoczęto 5 grudnia 2015 roku. Kamień węgielny pod budowę świątyni poświęcił ówczesny patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I. Jego wizyta była wielkim zaszczytem dla polskiej Cerkwi prawosławnej.

 

Cerkwie na całym świecie są autokefaliczne, czyli nie podlegają żadnej władzy administracyjnej (w przeciwieństwie np. do Kościoła katolickiego, gdzie taką władzę stanowi papież). Ich duchowym przywódcą jest patriarcha Konstantynopola. Budowa świątyni na Ursynowie stanowi wotum wdzięczności Bogu, w 90. rocznicę uzyskania autokefalii przez polską Cerkiew prawosławną. Wcześniej należała ona do Cerkwi rosyjskiej. W uroczystości poświęcenia i wmurowania kamienia węgielnego wzięli udział biskupi i inni duchowni prawosławni z Polski i Grecji. Obecni byli również przedstawiciele Kancelarii Prezydenta, Rady Ministrów, władz samorządowych Warszawy i dzielnicy Ursynów oraz przedstawiciele Korpusu Dyplomatycznego. Kościół rzymskokatolicki reprezentował kardynał Kazimierz Nycz.

 

W przeciwieństwie do wspomnianego na początku soboru na placu Saskim budowa cerkwi na Ursynowie trwała dość krótko. Po niespełna trzech latach pierwszą liturgię świętą, 19 maja 2018 roku, sprawował metropolita Sawa w asyście arcybiskupa Telmessosa Hioba, przedstawiciela patriarchy Konstantynopola oraz metropolity wołokołamskiego Hilariona reprezentującego patriarchę moskiewskiego. W świętej liturgii wzięli też udział wszyscy biskupi Cerkwi prawosławnej w Polsce i wielu duchownych niższej rangi. Uczestniczył również rzymskokatolicki biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej Michał Janocha oraz ambasadorzy Białorusi, Serbii i Ukrainy. Cerkiew była wypełniona po brzegi nie tylko prawosławnymi mieszkańcami stolicy, ale i pielgrzymami z całej Polski i zagranicy. Przybyli również przedstawiciele innych Kościołów zrzeszonych w Polskiej Radzie Ekumenicznej.

 

Po zakończeniu liturgii metropolita Sawa i hierarchowie poświęcili czteroramienny krzyż, wewnątrz którego umieszczony został akt erekcyjny świątyni. Na oczach zgromadzonych przed budynkiem, przy śpiewie czterech chórów cerkiewnych, krzyż umieszczono na centralnej kopule cerkwi. We wrześniu 2018 roku cerkiew na Ursynowie odwiedził patriarcha Aleksandrii i całej Afryki Teodor II. W czasie budowy świątyni nabożeństwa, począwszy od 1 stycznia 2016 roku, odbywały się (przez ponad cztery lata )w prowizorycznej drewnianej kaplicy obok cerkwi.

 

20 września 2020 roku metropolita Sawa, w asyście pozostałych hierarchów Polskiego Kościoła Prawosławnego oraz licznie zgromadzonego duchowieństwa, po raz drugi w historii ursynowskiej cerkwi sprawował świętą liturgię i dokonał tzw. małego poświęcenia świątyni. Obecni byli również przedstawiciele duchowieństwa Kościoła rzymskokatolickiego na czele z biskupem Tadeuszem Pikusem, Korpusu Dyplomatycznego oraz władz samorządowych Warszawy. Poza prawosławnymi mieszkańcami stolicy przybyli także wierni z Białegostoku, Bielska Podlaskiego, Siemiatycz, Hajnówki i Białowieży. Na pamiątkę tego historycznego wydarzenia metropolita podarował cerkwi komplet naczyń liturgicznych.

 

Od tego dnia (20 września 2020 roku), mimo nadal trwających prac wykończeniowych, nabożeństwa odprawiane są już w głównym budynku w soboty i niedziele. Świątynia służy wiernym, ale jej wyposażenie i pełny wystrój potrwa jeszcze wiele lat. Wnętrze nawiązujące do tradycji bizantyjskich będzie w całości pokryte freskami i mozaikami. Autorem projektu i wykonawcą fresków jest pochodzący z Ukrainy prof. Wołodymir Teliczko, autor m. in. polichromii w największej polskiej świątyni prawosławnej – cerkwi Świętego Ducha w Białymstoku.

 

Cerkiew na Ursynowie posiada dwa ołtarze: główny poświęcony Narodzeniu Przenajświętszej Bogurodzicy (polichromia przedstawia wizerunki Bogurodzicy, Ewangelistów oraz wybranych świętych) i boczny poświęcony św. Pantelejmonowi Wielkiemu, męczennikowi i uzdrowicielowi z przełomu III i IV wieku. Jest on patronem lekarzy (miał wykształcenie medyczne), prawosławnych żołnierzy i marynarzy. Wierni modlą się do niego o zdrowie fizyczne i duchowe. Na ikonach święty przedstawiany jest jako młody mężczyzna. W prawej dłoni trzyma pędzel do namaszczania chorych, w lewej szkatułkę z medykamentami. 5 grudnia 2020 roku, dokładnie 5 lat od wmurowania kamienia węgielnego pod budowę świątyni, była sprawowana pierwsza święta liturgia w ołtarzu Świętego Pantelejmona.

 

Tekst Maria i Przemyslaw   Pilich

Wyprawa do rezerwatu wodnego „Rzeka Drwęca”

  • 240733017_4181794411857813_8289660109792886576_n
  • 240737526_4181792035191384_3034039066150206246_n
  • 240737848_4181790508524870_5922706198590400032_n
  • 240730129_4181772391860015_5874245684033657833_n
  • 240660705_4181793961857858_7794095920270633250_n
  • 240661184_4181792201858034_3909638670764765180_n
  • 240664054_4181773948526526_6495516835500411872_n
  • 240667517_4181791288524792_3998412183423445541_n
  • 240709111_4181793248524596_2076665657717585935_n
  • 240719041_4181794548524466_247411701126206909_n
  • 240653422_4181789751858279_7371012684155031749_n
  • 240730127_4181773385193249_5427417282463936003_n
  • 240650009_4181790218524899_568899749036187302_n
  • 240649985_4181771968526724_7678414159038189671_n
  • 240645876_4181771771860077_606721329720453788_n
  • 240735165_4181790648524856_3799433556889854404_n
  • 239878129_4181775455193042_7103709785695739657_n

Piętnastym spływem zorganizowanym w tym roku przez Oddział PTTK w Żarnowie, była impreza wodna na Drwęcy, będąca największym prawobrzeżnym dopływem Wisły w województwie kujawsko – pomorskim. W roku 1961 utworzono rezerwat przyrody „Rzeka Drwęca” w celu zachowania i ochrony środowiska wodnego i ryb, głównie pstrąga, łososia, troci i certy. Ponadto ochroną objęto tereny ciągnące się pasmami szerokości 5 metrów wzdłuż brzegów rzeki i jej dopływów. Nasza wyprawa na Drwęcę odbyła się we wtorek i środę 24 i 25 sierpnia br. Bazą noclegową był zamek w Golubiu – Dobrzyniu, jeden z najciekawszych obiektów architektury w Polsce, znany min. z Międzynarodowych Turniejów Rycerskich. Początkowo Golub i Dobrzyń były dwoma miastami leżącymi na przeciwległych brzegach rzeki.

Dawno temu rzeka nie tylko oddzielała od siebie dwa miasta, ale stanowiła również granicę pomiędzy Polską i państwem krzyżackim. W latach 1815 -1918 rzeka oddzielała zabór pruski od  rosyjskiego. Połączenie obu miast w jeden organizm nastąpiło w 1951 r.

Wracając do opisu naszej imprezy należy wspomnieć, że pierwszego dnia przepłynęliśmy 23 km, z Pustej Dąbrówki do Golubia -Dobrzynia , a w drugim z Golubia – Dobrzynia do Elgiszewa 18 km. W imprezie wzięło udział 15 osób, głównie członków PTTK Żarnów. Przez dwa dni towarzyszyła nam całkiem dobra pogoda, często wyglądało zza chmur słońce. W ramach programu krajoznawczego zwiedziliśmy z przewodnikiem wnętrza zamkowe w Golubiu – Dobrzyniu i część najważniejszych zabytków architektury miasta. Była też okazja aby wręczyć legitymację członkowską Krzysztofowi Cieśliczko z Piotrkowa Trybunalskiego, który zdobył również „popularną” turystyczną odznakę kajakową.

Włodzimierz Szafiński

29 Ogólnopolski Przegląd Książki Krajoznawczej i Turystycznej

Ogólnopolski Przegląd Książki Krajoznawczej i Turystycznej jest imprezą cykliczną, promującą książki krajoznawcze i turystyczne przekazujące wiedzę o bogactwie i dorobku kulturowo-historycznym naszego kraju. Konkurs organizowany jest przez Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze, Samorząd Województwa Wielkopolskiego oraz Grupę MTP, a rozstrzygany przez jury wg 6 określonych regulaminem kategorii. Biuro przeglądu znajduje się w Centralnej Bibliotece PTTK w Warszawie.…
Read more

Dwie imprezy piesze żarnowskich turystów

  • DSCN0220
  • 178669643_497897241655912_8501245604664367187_n
  • 178205625_282869813558641_512975184871975006_n
  • 177314294_163922572310391_1219413396835763901_n
  • 177483913_843154366554993_5169959772210906525_n
  • 178134095_486462002701950_3549296723643942500_n
  • DSCN0241
  • DSCN0232
  • 178372414_480912383254536_980828646135595692_n
  • 1(5)

W sobotę 24 kwietnia br. członkowie i sympatycy PTTK Żarnów uczestniczyli w dwóch imprezach pieszych: wycieczce z Klewa do Siedlowa organizowanej przez O/PTTK w Żarnowie oraz Piekielnym Maratonie 50 km przygotowanym przez Stowarzyszenie Inter Active.

Na starcie pierwszej wycieczki, obok Szkoły Podstawowej w Klewie, stawiło się 22 osoby wśród których były też dzieci wędrujące z matkami. Najmłodszą turystką była się 4,5 letnia Zosia Chałubek ze Skórkowic. Czterem osobom: Ewelinie Chałubek, Natalii Dziubie, Annie Chałubek i Beacie Kowalskiej , wręczone zostały zdobyte uprzednio srebrne Turystyczno – Krajoznawcze Odznaki Gminy Żarnów. Popularną odznakę turystyki pieszej otrzymał Hubert Szulc. Celem tej „małej” imprezy pieszej było promowanie walorów krajoznawczych Ziemi Żarnowskiej i dalsza popularyzacja odznaki regionalnej oraz odznak turystyki pieszej, aktywne spędzanie wolnego czasu i wzmacnianie sił odpornościowych organizmu w czasie pandemii. Na trasie wędrówki można było wyróżnić trzy ciekawe obiekty krajoznawcze: pomnik upamiętniający bitwę 25 pp AK pod Diablą Górą wzniesiony w Klewie – Borkach, Obszar Natura 2000 „Dolina Czarnej” oraz pomnik przyrody „Dąb Siedlowski”. Większość przejścia pieszego wiodła czerwonym „Piekielnym Szlakiem”  przez Ławki, Młynek do Siedlowa. Na szczęście uniknęliśmy w czasie przejścia, zapowiadanych wcześniej opadów atmosferycznych, co wpłynęło na pozytywna ocenę wyprawy.

Druga impreza z udziałem sześciu członków PTTK Żarnów, to Piekielny Maraton na 50 km ze startem  i metą w Miedzierzy w gminie Smyków (woj. świętokrzyskie). Trzeba podkreślić, że ten maraton zalicza się w konkursie na „Superpiechura Świętokrzyskiego”, do którego pretendują min. kol. Magdalena Szołowska i Joanna Świątek, czołowe „piechurki” z naszego O/PTTK. Spośród ok. 300 uczestników, którzy ukończyli imprezę wymienić trzeba również pozostałą czwórkę naszych członków: Alicję i Mirosława Grabskich, Cezarego Króla i Wojciecha Ścibiorka. Z uwagi na warunki epidemiczne impreza miała charakter indywidualnego przejścia, nie było oficjalnego rozpoczęcia ani zakończenia w Miedzierzy. Trasa maratonu wyznaczona została turystycznymi szlakami znakowanymi, czerwonym, żółtym i niebieskim i wiodła przez Krasną, Wąsosz, Izabelów, Sielpię do Miedzierzy. Maratończycy po dojściu na metę otrzymywali dyplom i pamiątkowy medal.

Gratulujemy!

Włodzimierz Szafiński

 

 

 

 

Porozumienie o współpracy POT i PTTK

W dniu 31 marca 2021 roku zostało zawarte porozumienie o współpracy Polskiej Organizacji Turystycznej i Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego na rzecz rozwoju i promocji polskiej turystyki. W ramach porozumienia będą m.in. podejmowane działania edukacyjne oraz popularyzujące turystykę krajową. Porozumienie zostało podpisane przez Prezesa POT Rafała Szlachtę, a ze strony PTTK przez Prezesa ZG PTTK Jerzego Kapłona i Sekretarza Generalnego ZG PTTK Adama Jędrasa.
Read more

59. Rajd Szlakiem Powstania Styczniowego 1863 r.

  • 1 (1)
  • 1 (1)
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12

27 lutego 2020r. odbył się w Dobrej „prawie już jubileuszowy” 59 Rajd Szlakiem Powstania Styczniowego 1863 r., zorganizowany przez Komisję Krajoznawczą i Ochrony Przyrody  Oddziału Łódzkiego PTTK im. Jana Czeraszkiewicza we współpracy z Łódzkim Klubem Turystów Kolarzy im. H. Gintera oraz Parkiem Krajobrazowym Wzniesień Łódzkich (Oddziałem Terenowym Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Łódzkiego). Rajd został zorganizowany w dwóch formach na dwóch oddzielnych trasach: pieszej i rowerowej.

Piesza wędrówka rozpoczęła się na stacji PKP w Strykowie i miała ok 27 km długości. Na początku uczestnicy rajdu zwiedzili Stryków, gdzie najpierw zobaczyli Ratusz oraz stojący przed nim najstarszy w Polsce pomnik książki, na którym widnieje m.in. nazwisko powstańca styczniowego 1983 r. Mateusza Szymańskiego. Następnie przeszli koło Kościoła parafialnego św. Marcina, wzdłuż zalewu strykowskiego, z brzegów którego podziwiali Zespół Starokatolickiego Kościoła Mariawitów, w kierunku  m. Sosnowiec-Pieńki. Droga prowadziła wzdłuż rzeki Moszczenicy i zalewu cesarka do pomnika Gloria Victis. Tam uczczono pamięć bohaterki powstania styczniowego Marii Piotrowiczowej, która zginęła w tamtym miejscu 24 lutego 1863r. w trakcie bitwy pod Dobrą. Dalej grupa rajdowa udała się na cmentarz parafialny św. Jana Chrzciciela i św. Doroty w Dobrej, gdzie na kwaterze powstańców styczniowych oddano hołd bohaterom powstania i bitwy pod Dobra, zapalając znicze i składając kwiaty pod ich pomnikiem.

Kolejny etap rajdu poprowadzony został przez przewodników z Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich. Najpierw grupa podziwiała park podworski w Klęku, gdzie rosną okazałe pomniki przyrody, po czym udała się w kierunku Lasu Łagiewnickiego. Na początku trasa przebiegała trawersem przez wzniesienia znajdujące się w lesie, następnie czerwonym szlakiem pieszym wszyscy dotarli do kapliczek Św. Rocha i Św. Antoniego. Po krótkiej przerwie uczestnicy rajdu poszli dalej idąc obok rezerwatu przyrody Las Łagiewnicki w kierunku jezior rzeki Bzury w Arturówku.

Rajd zakończył się w Parku Julianowskim im. Adama Mickiewicza pod pomnikiem przyrody zw. „Dębem Kosynier”. To w tym miejscu, wieczorem, 31 stycznia 1863r. zebrali się łódzcy ochotnicy i sformowali pierwszy oddział, który miał wyruszyć do powstania styczniowego.

Zapraszamy wszystkich turystów chętnych poznawać historię powstania styczniowego   i przyrodę wzniesień łódzkich na przyszłoroczny, Jubileuszowy 60. Rajd Szlakiem Powstania Styczniowego 1863r. w Dobrej.

Tekst: Marcin Reczycki

Foto: Ireneusz Cybulski

Wycieczka piesza „Przez Diablą Górę”

 

20 lutego odbyła się wycieczka piesza, zorganizowana przez Oddział PTTK w Żarnowie. Głównym celem imprezy była promocja Turystyczno-Krajoznawczej Odznaki Gminy Żarnów, która funkcjonuje od 1 stycznia 2021 r.

Przy pomniku Polski Walczącej na szczycie Diablej Góry

Wycieczka miała charakter indywidualny,  uczestnicy spotkali się  na parkingu przy kościele św. Łukasza w Skórkowicach. Chętni do udziału w wydarzeniu turyści przybyli  z Łodzi, Końskich, Piotrkowa Trybunalskiego, Opoczna, Przedborza, Białaczowa i oczywiście Żarnowa. Sporą grupę stanowili też członkowie Stowarzyszenia „Skórkowice i okolice” i Koła Gospodyń Wiejskich w Skórkowicach. Po oficjalnym rozpoczęciu i przypomnieniu zasad regulaminowych, była okazja do wręczenia uprzednio zdobytych odznak. Członkini  Koła Terenowego PTTK w Żarnowie, Blanka Jakubowska otrzymała brązową odznakę turystyki pieszej , natomiast pięciolatka Julia Szołowska z Białaczowa odznakę  „Siedmiomilowe buty” w stopniu złotym. Dla wszystkich turystów biorących udział w wycieczce przygotowano pamiątkowe plakietki upamiętniające imprezę.

Zwiedzanie Skórkowic rozpoczęło się od kościoła św. Łukasza, następnie turyści przeszli na teren cmentarza parafialnego, aby zobaczyć kapliczkę słupową i kwaterę żołnierzy z I wojny światowej oraz Izbę Regionalną w miejscowej bibliotece. Historię miejscowości zaprezentował wójt gminy Żarnów dr Krzysztof Nawrocki  podkreślając, że liczy  ona co najmniej  700 lat, bowiem pierwsza wzmianka pisana pochodzi z 1313 r.  Kościół św. Łukasza i cmentarz w Skórkowicach, przedstawiali kolejno: Hubert Szulc, Przemysław i Barbara Ciszewscy.

W Izbie Regionalnej w Klewie

Po zwiedzeniu trzech w/w obiektów krajoznawczych, turyści udali się w stronę Poręby, idąc następnie do rezerwatu przyrody „Diabla Góra”. Prowadzący  wycieczkowiczów  Przemysław Ciszewski i Hubert Szulc, zatrzymywali się  przy pomnikach poświęconych walkom partyzantów z Niemcami w okresie II wojny światowej, zapoznając bliżej turystów z historią tamtych dni. Dłuższy odpoczynek z posiłkiem turystycznym i zwiedzaniem Izby Regionalnej w domu Barbary i Przemysława Ciszewskich zaplanowany był w Klewie.

Tutaj wręczone zostały srebrne Turystyczno- Krajoznawcze Odznaki Gminy Żarnów osobom, które spełniły wymogi regulaminowe. Byli to: Urszula Jędrasik z Żarnowa, Mirosława Firmowska z Łodzi, Wojciech Pasek i Ada Dębowska z Końskich oraz Hubert Szulc, Maksymilian i Maja Szulcowie ze Skórkowic.

Julia Szołowska z odznaką "Siedmiomilowe buty"

Łącznie w tym roku przyznano osiem odznak,  z czego siedem po opisywanej sobotniej wycieczce. 

Część turystów powędrowała dodatkowo do pomnika w Klewie – Borkach upamiętniającego bitwę 25 pp AK pod Diablą Górą.  Końcowym punktem wędrówki pieszej, był parking przy kościele w Skórkowicach, z którego turyści rozpoczęli imprezę. Podsumowując należy dodać, iż w zamierzeniach żarnowskiego oddziału PTTK, są  planowane dalsze wycieczki umożliwiające zdobywanie odznak regionalnych.

Pomnik w Klewie - Borkach upamiętniający bitwę 25 pp AK

 

Włodzimierz Szafiński