Kategoria: Turysta poleca

Czterodniowa tatrzańska wyrypa, na której wszystko było na opak

  • 20211015_053748(1)
  • 20211015_080728(1)
  • 20211015_080728
  • 20211015_081211
  • 20211015_081216
  • 20211015_084441(1)
  • 20211015_101432
  • 20211016_105517
  • 20211016_115916
  • 20211016_155119
  • 20211016_155402(1)
  • 20211016_155402
  • 20211016_155702(1)
  • 20211016_155702
  • AIREVITAL_V1
  • 20211017_123942
  • 20211017_130111
  • IMG-20211018-WA0003
  • IMG-20211018-WA0005
  • IMG-20211018-WA0021
  • IMG-20211018-WA0022
  • IMG-20211018-WA0023
  • IMG-20211018-WA0030
  • IMG-20211018-WA0053
  • IMG-20211018-WA0064
  • IMG-20211018-WA0066
  • IMG-20211018-WA0075
  • IMG-20211018-WA0076
  • IMG-20211018-WA0082

 

 

 

Plan: Grań Tatr Zachodnich 42 km, suma podejść od Wyżniej Huciańskiej Przełęczy 9150 m…

 

Nie każdą wyprawę planujemy. Czasem po prostu jedziemy w góry i idziemy, gdzie nogi poniosą.  Jednak w okresie jesienno-zimowym nie ma miejsca na wielką spontaniczność. Ważne jest bezpieczeństwo, zaplanowanie trasy tak, aby nie zaskoczyła noc, wystarczyło jedzenia i picia oraz dodatkowej ciepłej warstwy odzieży na wypadek załamania się pogody lub przymusowego noclegu w górach.

Planowaliśmy wyjechać w środę po pracy, przenocować gdzieś w Zakopanem. O piątej rano w czwartek byliśmy już umówieni z naszym zaprzyjaźnionym kierowcą na przewiezienie nas do Huty – słowackiej miejscowości położonej 50 km od Zakopanego, gdzie rozpoczynał się nasz szlak. Pierwszą noc mieliśmy spędzić w okolicy Banówki. Kolejnego dnia zamierzaliśmy pokonać słowacką Orlą Perć, czyli Hrubą Kopę, Trzy Kopy i Rohacze. Na trzeci dzień planowaliśmy przejść Wołowiec, Łopatę, Kończysty Wierch, Starorobociański Wierch, Błyszcz, Bystrą do Czerwonych Wierchów, natomiast w niedzielę przez Kopę Kondracką, Goryczkowe Czuby, Kasprowy Wierch dojść do Przełęczy Liliowe, która kończy Grań Tatr Zachodnich (GTZ).

To tyle z planów. Rzeczywistość okazała się zgoła odmienna…

Pakowanie zakończyliśmy w środę późnym wieczorem. Postanowiliśmy noc przespać w domu i wyjechać o czwartej rano. Ostatecznie wyruszyliśmy dopiero o ósmej. Do Zakopanego dojechaliśmy przed czternastą, więc było za późno, aby ruszać w góry. Wynajęliśmy nocleg w Zakopanem i… poszliśmy na Krupówki. Tak zakończył się pierwszy dzień naszej wyprawy. Kolejnego dnia, w piątek o piątej rano wreszcie stanęliśmy na początku szlaku prowadzącego na Grań Tatr Zachodnich. Noc z wolna ustępowała światłu dnia. Powyżej górnej granicy lasu naszym oczom ukazały się tak odmienne od wszechobecnego w Tatrach granitu, wapienne Skały Rzędowe. Mają one charakter dolomitowego miasteczka skalnego. Tworzą labirynt skał, iglic i turniczek. Ich jasny kolor pięknie kontrastuje z gęsto porastającą ten obszar soczyście zieloną kosówką i błękitem nieba. Pogoda była dla nas łaskawa. Prognozy wskazywały na całkowite zachmurzenie. Tymczasem, kiedy wyszliśmy powyżej 1500 m n.p.m., znaleźliśmy się ponad chmurami. I tak zostało do końca naszej wyprawy.

Pomimo pięknej pogody warunki były bardzo trudne. Im wyżej, tym więcej było śniegu. Na zachodnich wystawach zaczęły pojawiać się oblodzenia. Po południu chmury przelewające się przez wierzchołki gór zasnuły całe niebo i zaczął wiać silny wiatr. Temperatura odczuwalna spadła znacznie poniżej zera. Powoli ogarniało nas zmęczenie. Mieliśmy za sobą ponad dziesięć godzin marszu po górach z ciężkimi, 20-kilogramowymi plecakami. Silny, porywisty i wychładzający wiatr skutecznie utrudniał trekking. Około piątej po południu byliśmy już wyczerpani. Nie mieliśmy siły iść dalej. Znaleźliśmy w miarę zaciszne i bezpieczne miejsce na przełęczy. Marcin rozstawiał namiot, ja w tym czasie gotowałam wodę do zalania liofili. Najważniejsze w takiej sytuacji jest, aby jak najszybciej się rozgrzać, zjeść coś gorącego i wskoczyć do śpiworów. Mój towarzysz przed wyjazdem namawiał mnie, abym wzięła długie zimowe buty. Ja jednak uparłam się, żeby iść w lekkich przed kostkę, ze stuptutami. To był poważny błąd. Buty nie miały goreteksu, a śnieg był mokry. Przemokły na wylot. Wiedziałam, że nie ma szans, aby wyschły do rana. Jednak z zaistniałym faktem można było sobie poradzić, wystarczyło założyć suche skarpetki, wsunąć stopy w torebki foliowe, na to kolejna para skarpetek, nawet mokra, i stopy były zabezpieczone. Pojawił się jednak kolejny problem. Całą noc bardzo wiało. Sypał śnieg z deszczem. Wiedzieliśmy, że oznacza to duże oblodzenie szczególnie na skalnych, eksponowanych odcinkach. Do tego rano okazało się, że widoczność nie przekracza kilku metrów. Byliśmy na grani, powyżej 2000 m n.p.m., w miejscu, z którego dojście do jakiejkolwiek cywilizacji zajęłoby nam wiele godzin, pod warunkiem, że nie pogubilibyśmy się w tej mgle. Mieliśmy zapas jedzenia, ciepłe ubrania i puchowe śpiwory, o wodę nie musieliśmy się martwić. Wokół było dużo śniegu, który mogliśmy topić. Podjęliśmy decyzję, że przeczekamy, aż widoczność się poprawi. Rozpaliłam gaz, aby zagotować wodę na śniadanie i… okazało się, że…się kończy. Mieliśmy na ten wyjazd kupić nowy. Ostatecznie zabraliśmy już używany. Większość naszych zapasów żywnościowych to były liofilizaty, do których potrzebowaliśmy gorącej wody. Bez gazu nie mogliśmy tu zostać. Zdecydowaliśmy ruszyć dalej, powoli, ostrożnie i pierwszym możliwym szlakiem zejść w doliny. W tych warunkach do najbliższego zejścia mieliśmy jakieś cztery, pięć godzin marszu. Nie było wyjścia. Zaczęliśmy składać obozowisko i wtedy... chmury zaczęły się rozwiewać, schodzić w dół, by ostatecznie grubą białą pierzyną pokryć doliny. My pozostaliśmy ponad nimi. Nad nami pojawiło się błękitne niebo. Świeciło słońce. Staliśmy oniemiali tą zachwycającą, niezwykle piękną scenerią. Dla takich chwil warto żyć!

Trzeba było ruszać dalej, aby jak najszybciej dojść do wspomnianej przełęczy. Nie wiedzieliśmy, jak długo pogoda się utrzyma. Słońce dodawało energii i otuchy. Weszliśmy na Salatyn, następnie przez Spaloną Kopę i Pachoł doszliśmy do Banikowej Przełęczy, z której szlak prowadził do Doliny Rohackiej.  Pogoda wciąż była idealna, a widoki niezwykłe. Kusiło nas, aby pójść dalej granią. Rozsądek jednak tym razem zwyciężył. Zeszliśmy pięknym szlakiem prowadzącym przez Stawy Rohackie. Późnym popołudniem doszliśmy do schroniska. Tu ogrzaliśmy się, najedliśmy i zaczęliśmy planować kolejny, ostatni dzień naszej wyprawy. Rozważaliśmy zejście do Zuberca i powrót do Zakopanego busem. Byliśmy zmęczeni. Ciężkie plecaki, nieprzespana noc i trudne warunki dnia wczorajszego dawały o sobie znać. Zwyciężyła jednak chęć spędzenia jeszcze jednego dnia w górach,  zwłaszcza że zapowiadał się kolejny piękny dzień. Mieliśmy nadzieję przenocować w schronisku. Niestety, choć były wolne miejsca, z powodu ograniczeń covidowych nie zostaliśmy przyjęci na noc. Trochę przerażała nas wizja kolejnej nocy na zewnątrz. W nocy temperatura spadała znacznie poniżej zera, a ponieważ byliśmy w dolinie, istniało prawdopodobieństwo wizyty niedźwiedzia, który o tej porze roku dużo żeruje, gromadząc zapasy tłuszczu przed zimą. Personel schroniska nie dał się przekonać do udostępnienia nam choćby kawałka podłogi do spania. Wyszliśmy zatem szukać miejsca na nocleg. Dolina spowita była absolutną ciemnością. Wyobraźnia nie przestawała podsuwać nam obrazów obwąchującego nas w czasie snu niedźwiedzia. Nagle ujrzeliśmy drewnianą szopę. Nie posiadaliśmy się z radości, kiedy okazało się, że drzwi były otwarte. Weszliśmy. Była pusta. Rozłożyliśmy śpiwory i otuleni ciepłym puchem, błyskawicznie zasnęliśmy. Wczesnym rankiem ruszyliśmy w dalszą drogę. Szlak zaprowadził nas na Rakoń. Dalej poszliśmy w kierunku Grzesia, bardzo urokliwą, łagodną, porośniętą kosodrzewiną granią z przepiękną panoramą na Tatry polskie i słowackie. Zeszliśmy do Doliny Chochołowskiej, a następnie busem pojechaliśmy do Zakopanego, gdzie czekał nasz samochód. Do Warszawy dojechaliśmy już po północy.

Mieliśmy dużo szczęścia. Pomimo sporego doświadczenia i wielu lat spędzonych
w górach popełniliśmy kilka kardynalnych błędów, które mogły kosztować nas zdrowie,
a nawet życie. Z górami nie ma żartów, a rutyna czasem gubi. Wyciągnęliśmy dużo wniosków z tej wyprawy. To kolejna lekcja pokory, którą dały nam góry. Niech nasza przygoda będzie dla Was przestrogą. Góry są niezwykle piękne, potrafią zachwycić, zapierając dech. Dają dystans do życia, spraw codziennych, problemów, które zostawiamy w dolinach. Jednak zawsze pamiętajmy przede wszystkim o bezpieczeństwie, o dokładnym zaplanowaniu każdego szczegółu, a w razie potrzeby – o zmianie planów wycieczki lub nawet zawróceniu tuż spod szczytu. Nasze zdrowie i życie są najważniejsze, a góry poczekają…

Przeszliśmy 35 km Granią Tatr Zachodnich. Przewyższenia wyniosły łącznie 5632 m. Nie udało się nam zrealizować całego planu, ale zdołaliśmy wrócić wrócić bezpiecznie do domu. Na ten szlak jeszcze wrócimy. Będziemy próbować pokonać go do skutku.

Autor: Gosia Ziontecka

Zdjęcia: Gosia Ziontecka

Baza Ewidency jna Szlaków Turystycznych, czyli BEST

  • 6. art_foto1_MLP_wejsciowa — kopia
  • 5. art_foto2_PK_POI — kopia (2)
  • 4. art_foto3_BEST(1) — kopia
  • 3. art_foto4_apka_mapa — kopia
  • 2. art_foto5_apka_szlak — kopia
  • 1. art_foto6_apka_glowna_GbG(1)

 

 

 

Powstaje nowoczesny system informatyczny, który będzie pierwszym w historii PTTK ogólnopolskim uniwersalnym narzędziem zarządzania szlakami, dostępnym dla wszystkich zarządców szlaków. Dostarczając w postaci cyfrowej aktualne i pełne dane o szlakach baza zwiększy także bezpieczeństwo i komfort wędrówek, odpowiadając na oczekiwania współczesnego turysty.

Centralny Ośrodek Turystyki Górskiej Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego ponad dziesięć lat temu otworzył nowy, cyfrowy rozdział w dziejach polskich szlaków turystycznych, których historia rozpoczęła się jeszcze przed I wojną światową.

COTG PTTK współpracuje z oddziałami PTTK, które sprawują nadzór nad siecią górskich i nizinnych szlaków turystycznych, starając się pozyskiwać środki finansowe na te działania oraz wspierając oddziały w promocji sieci szlaków, głównie ponadregionalnych, oraz tworzeniu zasad ich ewidencji. Znaczącym segmentem tych działań są wysiłki zmierzające do uregulowania zasad funkcjonowania sieci szlaków turystycznych w przestrzeni prawnej. 

Sieć znakowanych szlaków turystycznych PTTK i innych gestorów w Polsce liczy około 90 tys. km,
w tym około 11 tys. km szlaków górskich. Jest to więc bardzo rozległa sieć, a sposób gromadzenia danych o szlakach i infrastrukturze szlakowej, ich utrzymanie i archiwizacja nie zmieniły się znacząco przez prawie sto lat – wszystkie informacje były rejestrowane w formie papierowej, dane były rozproszone i nieustandaryzowane, brakowało również jakiejkolwiek współczesnej, cyfrowej formy zarówno zarządzania szlakami, jak i ich udostępniania turystom.

 

Rozpoczęcie digitalizacji szlaków

W 2008 roku COTG PTTK, dostrzegając potrzebę i okazję do rozpoczęcia modernizacji, uwspółcześnienia systemu udostępniania i zarządzania szlakami, pozyskał środki z Unii Europejskiej
w ramach projektu Szlaki turystyczne w Małopolsce - integracja różnorodnych szlaków i innych atrakcji turystycznych w spójny kompleksowy produkt regionalny o wartości 713 927,84 zł
i przeprowadził w Małopolsce pierwszą cyfrową inwentaryzację szlaków. Za pomocą coraz powszechniejszych odbiorników GPS zdigitalizowano sieć szlaków o długości ponad 6 tys. km. Czynność ta, polegająca na przebyciu szlaku i zarejestrowaniu jego przebiegu za pomocą odbiornika GPS, była i jest pierwszym krokiem w procesie tworzenia cyfrowych narzędzi dla turystów i znakarzy. Z kolei program Rozwój produktu regionalnego turystyki aktywnej „Szlaki Mazowsza” – dzięki rozbudowie i promocji zintegrowanej sieci całorocznych szlaków turystycznych o wartości 491 429,18 zł, zrealizowany w latach 2014–2015 na Mazowszu, umożliwił zdigitalizowanie w zasobach COTG 6200 km szlaków. W obu tych programach głównym zadaniem było stworzenie platformy szlakowej promującej szlaki turystyczne regionów wraz z aplikacją na urządzenia mobilne wspierającą turystę w terenie. 

Podobny projekt „Góry bez granic – integracja sieci szlaków w transgraniczny produkt turystyczny”, zakończony 31 sierpnia 2021 roku, a zrealizowany ze środków programu UE Interreg PL-SK na pograniczu polsko-słowackim, wzbogacił platformę szlakową o nowe funkcje i podkłady mapowe, a także umożliwił dostosowanie bazy szlaków do potrzeb międzynarodowego projektu.

 

Powstanie geoportalu i portalu krajoznawczego

Na bazie pozyskanych danych, wykorzystując środki unijne, COTG rozpoczął w 2012 roku budowę cyfrowej platformy szlakowej. Przy współudziale doktora Mateusza Trolla z Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu Jagiellońskiego, fimy GIS-Online oraz przy użyciu technologii GIS powstał pierwszy szlakowy geoportal, a także zintegrowany z nim portal krajoznawczy, pod nazwą Szlaki Małopolski. Zadaniem geoportalu było udostępnianie turystom w Internecie, w sposób interaktywny, sieci szlaków turystycznych oraz powiązanych z nimi atrakcji turystyczno-krajoznawczych. W geoportalu wykorzystano uprzednio pozyskane wcześniej ślady GPS szlaków, których linie przebiegu poddano bardzo dokładnej korekcie. Odbiornik GPS rejestruje pokonywaną trasę z dokładnością od kilkudziesięciu do kilku metrów, w zależności od ukształtowania terenu, a ściślej, od tego, ile satelitów systemu GPS w danym momencie odbiornik „widzi” nad horyzontem. Przy użyciu narzędzi informatycznych GIS, dokładnych map oraz numerycznego modelu odwzorowania terenu, w trakcie korekty osiągnięto dokładność śladu rzędu dwóch metrów. Jest to kluczowe dla dokładnego odwzorowania przebiegu szlaku w terenie, a więc prawidłowego odczytu śladu przez GPS użytkownika. W taki sam sposób korekcji poddawane  są wszystkie digitalizowane szlaki.

 

Pierwsza aplikacja mobilna

W 2014 roku COTG, dzięki wykorzystaniu funduszy europejskich, rozpoczął digitalizację szlaków województwa mazowieckiego, a także stworzył już pełną platformę szlakową Szlaki Mazowsza, opartą na sprawdzonym wzorze z Małopolski, wzbogaconą o bardzo istotny nowy komponent. Dzięki rozwojowi  smartfonów, z których większość była już wyposażona w odbiornik GPS, większą moc obliczeniową oraz ekran pozwalający korzystać z cyfrowej mapy, można było wprowadzić nową jakość w turystyce – aplikację mobilną. Stanowiła ona istotne uzupełnienie platformy szlakowej, dając turystom możliwość skorzystania w terenie z wszystkich zawartych na niej informacji, do tej pory dostępnych tylko w komputerze. Ze względu na znaczenie dla bezpieczeństwa turystów aplikacja mobilna jest kluczowym elementem platformy szlakowej. Przy jej pomocy turysta zawsze zdoła odszukać szlak, nawet w nocy lub przy bardzo ograniczonej widoczności. W aplikacji także znajdzie pełne informacje o wszystkich szlakach i atrakcjach krajoznawczych regionu, może skorzystać z różnorodnych map, odczytać wysokość n.p.m. lub azymut dla dowolnego punktu, a także nawigować lub zmierzyć odległość do niego. Aplikacja także posiada, ważną dla systemu szlakowego, opcję zgłaszania przez turystów nieprawidłowego lub niezgodnego z mapą (w aplikacji) oznakowania szlaku – chętnie wykorzystywaną przez użytkowników. Aplikacja jest dostępna na obydwa najpopularniejsze systemy operacyjne smartfonów – Android i iOS. Jest systematycznie rozwijana i doskonalona, również z uwzględnieniem uwag i życzeń używających jej turystów. Dodano m.in. możliwości pobrania map do użytku offline, nagrywania własnej trasy, zapisywania jej i udostępniania, można także wykorzystać aplikację do podążania wgranym do niej śladem w formacie .gpx lub trasą uprzednio zaplanowaną na mapie www - w komputerowej części platformy szlakowej.

 

Nowoczesna strona mapowa

2017 rok przyniósł kolejną modyfikację platformy szlakowej – geoportal został zastąpiony nowoczesną, szybką, łatwą i przyjemną w obsłudze stroną mapową. Pozwala ona na bardzo wygodne przeglądanie unikatowego zestawu map (OSM, Compass, ortofoto, topograficzna), planowanie trasy po szlakach, z możliwością eksportu do aplikacji, wczytanie własnego śladu .gpx, a także wygodną wizualizację i lokalizację większości atrakcji krajoznawczych regionu. Niedługo strona mapowa uzyska nową, długo oczekiwaną funkcjonalność – rysowanie i eksport dowolnie narysowanej trasy, zostaną również dodane nowe rodzaje map.

 

Nowoczesne narzędzie cyfrowe do zarządzania szlakami

Dotychczasowy system ewidencji szlaków PTTK oraz infrastruktury szlakowej polega na rejestracji na papierowych kartach, wg ustalonego przez PTTK wzorca, historii prac na szlakach oraz ewidencji zamontowanych na nich urządzeń. Każdy administrujący szlakami oddział PTTK powinien prowadzić taką kartotekę, karty archiwizować, a dane statystyczne przekazywać do Zarządu Głównego PTTK. Metoda ta sprawdzała się przez dziesiątki lat, jednak tradycja to jedno, a postęp drugie. W dobie powszechnej dostępności do Internetu oraz programów komputerowych, dających znacznie większe możliwości dokumentacji, organizacji i udostępniania danych o szlakach, wykorzystanie nowoczesnych narzędzi cyfrowych  jest zarówno naturalnym krokiem w rozwoju, jak i koniecznością, chcąc kontynuować szlakowe tradycje PTTK, jednocześnie sprostać oczekiwaniom współczesnego turysty. Wraz z kolejnymi krokami cyfrowej ewolucji szlaków COTG PTTK zyskało wystarczająco dużo danych cyfrowych oraz kompetencje w posługiwaniu się nimi, aby móc wykorzystać te zasoby do utworzenia nowoczesnego narzędzia do zarządzania danymi o szlakach. System ten otrzymał nazwę Baza Ewidencyjna Szlaków Turystycznych, w skrócie BEST, i jest pierwszym w historii PTTK ogólnopolskim, uniwersalnym narzędziem informatycznym do zarządzania szlakami, dostępnym dla każdego gestora szlaku. Jednocześnie system ten pozwala na integrację danych o szlakach, ich archiwizację, ułatwia przepływ danych między jednostkami terenowymi i koordynującymi, a także pozwala na udostępnianie turystom możliwie najbardziej aktualnych informacji o szlakach. 

Główne cele BEST to :utworzenie centralnego, spójnego, nowoczesnego systemu zarządzania szlakami; uporządkowanie, standaryzacja  i wizualizacja zasobów danych o szlakach; uproszczenie i przyspieszenie planowania, zapotrzebowania i rozliczania prac i materiałów; umożliwienie korzystania z zasobu danych o szlakach przez aplikacje internetowe PTTK dla turystów. BEST połączy wszystkie znakujące oddziały PTTK, a także gestorów wszelkich innych szlaków z jednostkami koordynującymi, nadzorującymi lub finansującymi znakowanie. Połączy także z turystami – dzięki udostępnianiu im przez Internet możliwie najbardziej aktualnych informacji o przebiegach i stanie szlaków. Obecnie umożliwiające to platformy szlakowe dostępne są w trzech regionach: Małopolsce, Mazowszu i Bieszczadach/Beskidzie Niskim. Jeszcze w 2021 r. dołączy do nich platforma szlakowa woj. świętokrzyskiego. Objęcie zasięgiem całego kraju jest priorytetowym celem PTTK, jednak jego realizacja zależy przede wszystkim od woli regionalnych samorządów lub władz państwa.

Gestorzy szlaków otrzymali dostęp do BEST przez stronę www. Każdy z nich posiada konto jednostki oraz indywidualne konta jej członków. Wykorzystując je, gestor otrzymuje  możliwość wyłącznej edycji szlaków i infrastruktury szlakowej, którymi zarządza. Poprzez łatwy w obsłudze, intuicyjny i konfigurowalny interfejs użytkownik otrzymał dostęp do narzędzia pozwalającego na sporządzanie cyfrowej dokumentacji szlaku i infrastruktury szlakowej, przeglądanie i edycję istniejących szlaków, a także planowanie i dodawanie nowych. Głównym sposobem pracy z wirtualnymi szlakami jest praca na mapie, przy użyciu wygodnego interfejsu graficznego, przedstawiającego szlaki na mapach. Zakres dostępnych danych kartograficznych stworzy nową jakość w obrazowaniu szlaków – osoba przeglądająca lub planująca szlak może skorzystać z bardzo dokładnych map topograficznych, lotniczych, rzeźby terenu, Open Street Mapy, a także otwierających wiele nowych możliwości nakładek: granic administracyjnych, mapy katastralnej czy mapy Lasów Państwowych. Na mapie pokazane będą również stanowiska zawierające infrastrukturę szlakową, z możliwością podglądu i edycji ich zawartości (np. obrazów wszystkich tabliczek drogowskazowych w danym stanowisku wraz z informacją o rodzaju nośnika). Baza w przejrzysty sposób pokaże stan zasobów jednostki wraz ze statystykami. Karta szlaku stanie się cyfrowym odpowiednikiem dotychczasowej dokumentacji – zawierać będzie wszystkie dane o szlaku, historię prowadzonych na nim prac znakarskich, a także dane o wszelkiej infrastrukturze szlakowej z nim powiązanej. Ujednolicone zostanie nazewnictwo i symbolizacja tabliczek szlakowych, których projekty graficzne będą automatycznie generowane w postaci pliku graficznego gotowego do druku, zgodnie z treścią określoną przez znakarza. W przyszłości przewidywane jest opracowanie algorytmu obliczającego czas przejścia.

 

Ostatnim z planowanych obecnie etapów rozwoju Bazy będzie stworzenie modułu pozwalającego na uproszczenie i przyspieszenie planowania, zapotrzebowania i rozliczania prac znakarskich. Automatyczne generowanie raportów, zestawień i rozliczeń znacząco ułatwi tę niezbyt lubianą przez znakarzy część pracy, konieczną jednak do wnioskowania o fundusze i rozliczania się z wykonanych prac.

 

Aktualizacja cyfrowych danych w BEST, odzwierciedlająca zmiany przebiegu szlaków w terenie, dokonywana przez ich gestorów samodzielnie, umożliwi bardzo szybkie uwidocznienie tych zmian  na turystycznych platformach szlakowych. Wprowadzony zostanie również system alertów – powiadomień o istotnych wydarzeniach na szlaku: utrudnieniach, zamknięciach, zagrożeniach, itp. Dzięki temu turyści otrzymają aktualne i istotne informacje o szlakach, przyczyniające się do poprawy ich bezpieczeństwa i komfortu wędrówek.

 

Baza Szlaków Turystycznych jest tworzona dla znakarzy i przy ich współudziale. Mamy nadzieję, że już niebawem stanie się dla nich wszystkich powszechnym, wygodnym i niezastąpionym narzędziem w pracy znakarskiej, której efekty dają motywację do aktywności, bezpieczeństwo i radość milionom turystów na szlakach.

 

Autor:  Tomasz Gołąbek

 

Kolejowa przygoda – wyniki konkursu plastycznego

Wyniki Ogólnopolskiego Konkursu Plastycznego dla Dzieci i Młodzieży KOLEJOWA PRZYGODA   W dniu 27 października 2021 r. w siedzibie Zarządu Głównego PTTK w Warszawie przy ulicy Senatorskiej 11 odbyło się posiedzenie komisji konkursowej Ogólnopolskiego Konkursu Plastycznego dla Dzieci i Młodzieży „Kolejowa przygoda”. Konkurs przeprowadzony został w dwóch kategoriach wiekowych: I. dla uczniów klas I‒IV szkoły podstawowej, II. dla…
Read more

Tatry i Zakopane w ilustracji Walerego Eljasza-Radzikowskiego  

  • Kuty okładka jpg

 

Nareszcie książka na miarę zasług Walerego Eljasza-Radzikowskiego w dziedzinie popularyzacji Tatr i Zakopanego. Dotychczas nie istniała publikacja ukazująca w tak szerokim zakresie dokonania artysty. Większość poświęconych mu prac miała charakter przyczynkarski. A przecież Walery Eljasz-Radzikowski to wybitny krajoznawca i autor sześciu wydań najpopularniejszego w jego czasach przewodnika oraz płodny grafik i malarz oraz – o czym często zapominano – fotograf. Można powiedzieć, iż egzystował na marginesie zainteresowań tatrologicznych.

 

Autor niniejszej książki, Radosław Kuty, po raz pierwszy podjął udaną próbę całościowego opracowania dokonań Eljasza w zakresie jego twórczości ikonograficznej. Kilkuletnie, żmudne, dociekliwe poszukiwania i badania zasobów wszelkich źródeł, a przede wszystkim archiwów muzealnych i kolekcji prywatnych przyniosły imponujący skutek ilościowy
i jakościowy. Przeważającą część prac plastycznych i fotograficznych Eljasza czytelnik ma okazję obejrzeć po raz pierwszy.

Dobór i układ ilustracji pozwala prześledzić proces twórczy artysty od szkicu, impresji akwarelowej zawartej w sztambuchach, do w pełni rozwiniętego malarstwa olejnego, akwaforty czy drzeworytu.

Szczególnie bogaty dział fotografii i dział drzeworytów czasopiśmienniczych w realistyczny sposób dokumentuje wizerunek Tatr i turystyki ówczesnej epoki, to jest drugiej połowy XIX wieku.

Książka świetnie napisana i zilustrowana w pełni zadowoli zarówno początkujących amatorów poznania działalności Walerego Eljasza – Radzikowskiego i poprzez niego poznania historii tatrzańskiej turystyki, jak i zaawansowanych znawców tematu, umożliwiając im pogłębienie analityczne.

Przejrzysta konstrukcja książki łączy w sobie wszystkie cechy historycznej pracy naukowej z wymogami przystępności popularnonaukowej. Bogata bibliografia, liczne i szczegółowe przypisy dopełniają encyklopedycznego charakteru tej książki. Autor sprawnie wyręcza czytelnika z konieczności wyszukiwania dodatkowych informacji rozszerzających.

Wszystkim zainteresowanym twórczością Walerego Eljasza-Radzikowskiego oraz szeroko pojętym tematem sztuki i turystyki tatrzańskiej gorąco polecam książkę autorstwa Radosława Kutego.

Andrzej Petrykowski

 

Radosław  Kuty (1979), historyk, doktorant   w  Instytucie  Historii Uniwersytetu  im. Jana  Kochanowskiego  w  Kielcach, autor  publikacji  naukowych  dotyczących  Tatr  i  Zakopanego  oraz  historii  ziemiaństwa  polskiego. Zainteresowania  badawcze: prasa  polska 1864-1939  ze  szczególnym  uwzględnieniem  tematyki  tatrzańskiej  i  zakopiańskiej, ikonografia  i  fotografia  tego okresu. Przygotowuje  prace: Obraz  Tatr  i  Zakopanego  na  łamach  prasy  warszawskiej  1860-1914 (rozprawa  doktorska)  oraz  Tatry  i  Zakopane  w  reklamie. Od  okresu  autonomii  galicyjskiej  do  1939 roku.

 

O książce

Ponad 500 stronicowy album w formacie A4 z twardą oprawą, łącznie 589 ilustracji (35 w części wstępnej, 362 w dziale ikonografii i 192 w dziale fotografii), ukazujący m.in.  malarstwo olejne, akwarelę, akwafortę, prace z tzw. raptularzy tatrzańskich, pocztówkę, ilustrację prasową i fotografię o szeroko rozumianej tematyce tatrzańskiej i zakopiańskiej; ponad 100 stronicowy tekst omawiający życie i   twórczość Walerego Eljasza z szerokim wykorzystaniem źródeł historycznych

 

Chcesz kupić?... www.antykwariat-filar.pl  Wydawnictwo, Księgarnia, Antykwariat Górski "Filar" Henryk Rączka, ul. Alabastrowa 98, 25-753 Kielce.

 

Książka o wielokulturowej i orientalnej Warszawie

  • okladka_nowa_RGB (3)(10)

 

Książka o wielokulturowej i orientalnej Warszawie

We wrześniu 2021 r. ukazała się bogato ilustrowana (ponad 300 fotografii kolorowych oraz zdjęcia archiwalne)  książka Marii i Przemysława Pilichów „Warszawa wielu kultur” (Wydawnictwo ARKADY). Autorzy, wieloletni działacze  PTTK, znani są czytelnikom „Turysty” m. in. z zamieszczonego w numerze 2 artykułu o najnowszej, olbrzymiej cerkwi Mądrości Bożej w dzielnicy Ursynów przy ul. Puławskiej 568, na samej granicy Warszawy z terenami wsi Mysiadło.

Warszawa była od początku miastem wielu narodów i wielu kultur. Od średniowiecza przyjeżdżali tu kupcy z wielu stron świata, m.in. żydowscy, ormiańscy, serbscy i greccy. Po Powstaniu Listopadowym do Warszawy zaczęli masowo napływać Rosjanie. W 1918 r. żyło w Warszawie 320 tys. Żydów, co stanowiło 42,2 % ogółu mieszkańców. Przykładem wielokulturowości stolicy może

być zespół sześciu cmentarzy na Powązkach. Spoczywają na nich wierni trzech wielkich religii: chrześcijaństwa, islamu i judaizmu, w tym trzech wyznań chrześcijańskich: rzymscy katolicy, luteranie i kalwini oraz oczywiście niewierzący.

Już w ostatnich latach na ulicach stolicy nieomal masowo pojawili się Ukraińcy. Jest ich podobno 200 tysięcy. W siedmiu świątyniach Warszawy (kościołach i cerkwiach) odprawiane są dla nich nabożeństwa w języku ukraińskim. Kolejne miejsca co do liczby mieszkańców zajmują Białorusini, Wietnamczycy, Rosjanie i Hindusi.

Te wszystkie narody pozostawiły i pozostawiają pamiątki swoich kultur w naszym mieście. Omawiana książka jest jakby zaproszeniem, aby zobaczyć te pamiątki. Autorzy w ciekawy sposób opisują m.in. muzeum ikon na Ochocie, cmentarze  ewangelickie , cmentarz prawosławny, ale też tatarski i cmentarz Karaimów. Spośród wielu omówionych świątyń różnych wyznań mało znane są kościoły mormonów, mariawitów, dwa meczety ,świątynia hinduska i kościół (cerkiew) Bazylianów. Niektóre ze świątyń są zaskoczeniem nawet dla mieszkańców stolicy np. najstarsza cerkiew prawosławna Warszawy, z 1818 r, zwana Kaplicą Grecką przy ul. Podwale 5. Wiele narodowości i osób upamiętnionych zostało w nazwach warszawskich ulic i  skwerów jak np. Dobry Maharadża.

 

 

Po górach o każdej porze roku

  • dimage2 (1)(1)
  • dIMG_5279(1)
  • dIMG-20190818-WA0059 (1)(1)
  • dScreenshot_20210413-231132_Photos (1)(1)
  • dScreenshot_20210413-235804_Photos(1)
  • dIMG_5279(1) — kopia
  • dimage2 (1)(1) — kopia
  • d20170627_211630(1)
  • d20170512_120010(1)

…Aby bezpiecznie wędrować po górach o każdej porze roku, trzeba mieć w sobie dużo pokory… – rozmowa Dominiki Szymborskiej z Gosią Ziontecką, podróżniczką, pasjonatką gór, miłośniczką przyrody, ultramaratonów górskich, wspinaczki górskiej i sportowej

 

Dominika Szymborska: Jak zaczęła się Twoja przygoda z górami?

Gosia Ziontecka: Jako dziecko, w każde wakacje, wyjeżdżałam nad morze. Góry były mi obce. W roku 2004 pojechałam na majówkę do mojego taty mieszkającego w Kościelisku. Poszliśmy na wycieczkę do Doliny Jarząbczej, Szlakiem Papieskim. Kwitły krokusy, wystawiały swoje fioletowe główki z zalegającego jeszcze śniegu. I to był ten moment… Zachwyciłam się. I wsiąkłam bez pamięci.

Dominika Szymborska: Kiedy pojechałaś kolejny raz?

Gosia Ziontecka: Rok później. Też w maju. Stopniowo moje wyjazdy stawały się coraz częstsze. Dwa, trzy, cztery razy w roku. W końcu zaczęłam jeździć co miesiąc.

D.S.: Jak znajdowałaś czas         na wyjazdy?

G.Z.: Nie zabierało mi to wiele czasu. Zdarzało się, że wyjeżdżałam tylko na jeden dzień, żeby tylko zaczerpnąć powietrza powyżej 2000 m n.p.m. (śmiech) Zazwyczaj jeździłam pociągiem w nocy z piątku na sobotę. Miałam wówczas na wyprawy całą sobotę i całą niedzielę. Nocowałam w schronisku, wieczorem wracałam kuszetką do Warszawy. Nigdy nie zapomnę sytuacji, kiedy zbiegałam z Czerwonych Wierchów, z Ciemniaka (2096 m n.p.m.), była już 18.00, pociąg miał odjechać o 20.00. Nagle ktoś zawołał:

– Hej dziewczyno! Dokąd się tak spieszysz?

– Na pociąg! – odkrzyknęłam z uśmiechem i pobiegłam dalej. (śmiech) Trochę surrealistycznie mogła zabrzmieć ta odpowiedź na takiej wysokości.

D.S.: Jeździłaś sama?

G.Z.: Tak. Moi znajomi mieli inne pasje. Poza tym ja wręcz uwielbiałam te samotne wędrówki. Mogłam iść w swoim tempie, rozmyślać, delektować się pięknem natury. Były takie momenty, kiedy dosłownie czułam obecność Boga. Myślałam sobie – to jest zbyt zachwycające, by stworzyła to tak po prostu natura. Często góry były dla mnie ucieczką od problemów, które w sensie przenośnym i dosłownym zostawiałam za sobą. Im dalej, im wyżej przestawały mieć tak wielkie znaczenie, jakie nadawałam im na nizinach. Poza tym podczas samotnych wędrówek jest większa szansa na spotkanie żyjących tam zwierząt. Prawie na każdej wyprawie spotykałam stada kozic. Czasem pozwalały podejść do siebie na wyciągnięcie ręki, czasem przez kilka godzin wędrowały razem ze mną. Spotykałam też lisy, najczęściej zimą. Latem uwielbiałam przyglądać się świstakom. Czasem jeden z nich stał na tylnych łapkach, wydając ten głośny, charakterystyczny świst. Czasem były ich całe gromadki bawiące się między skałami. Przykucałam wtedy, prawie wstrzymując oddech, zamierałam, aby móc dłużej je poobserwować.

D.S.: Wyjeżdżałaś tylko latem?

G.Z.: Na początku tak. Bałam się wędrować zimą, nie miałam doświadczenia ani wiedzy. Ale zima coraz bardziej mnie kusiła. Zapisałam się na tygodniowy kurs zimowej turystyki wysokogórskiej w Tatrach Zachodnich, na którym uczyłam się chodzić w rakach, hamować upadki i samoasekurować się czekanem, a także asekuracji lotnej z liną, podstaw przetrwania czy budowania jamy śnieżnej na wypadek konieczności spędzenia nocy na szlaku. Zrobiłam też kurs lawinowy, czytałam dużo książek, poradników górskich, biografii naszych polskich himalaistów. Z zimą nie ma żartów! Aby bezpiecznie wędrować po górach o każdej porze roku, trzeba mieć w sobie dużo pokory. Umieć odpuszczać. Nie upierać się, by za wszelką cenę zrealizować cel. Umiejętność oceny sytuacji i podjęcie w krytycznym momencie odpowiedniej decyzji może uratować życie.

D.S.: Jak dalej rozwijała się Twoja górska przygoda?

G.Z.: Po kilku latach, kiedy moje wędrówki stały się bardziej ekstremalne, pojawiła się potrzeba nabycia nowych umiejętności. W ciągu dwóch lat zrobiłam kurs wspinaczki skalnej na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, zaraz po nim letni kurs taternicki, w kolejnym roku zimowy. To otworzyło przede mną nowe możliwości spędzania czasu w Tatrach. Zaczęłam się wspinać. Po stronie polskiej i słowackiej, latem i zimą. W terenie mikstowym i na lodospadach. Zachwyciłam się na nowo! Wspinanie i bliski kontakt ze skałą dostarczały mi zupełnie nowych doznań. Pokochałam to. W każdym momencie mogę odtworzyć sobie zapach rozgrzanego granitu, jego strukturę, kępki traw, porosty lub kwiatki wyrastające z gołej, surowej skały, gdzieś na 2000 m n.p.m. I motyle! To niesamowite, że zawsze, kiedy się wspinam, leci przy mnie motyl. Zawsze. Nazwałam go swoim Aniołem Stróżem. Czuję, że mnie chroni. Dzięki niemu czuję się bezpieczniej.

D.S.: Opisujesz to wszystko z takim zachwytem!

G.Z.: Tego nie można opisać inaczej. Takich emocji, uniesień i zachwytów nie przeżywałam w żadnym innym miejscu. Dla mnie samotne wędrówki, sam akt wspinania połączony z przepięknymi, urokliwymi widokami szczytów, dolin, stawów, na które patrzyłam z góry, powodują niemal ekstazę, metafizyczne doznania. Najbardziej lubię, kiedy wieje wiatr, rozwiewając chmury. Zatrzymuję się wówczas, obserwując, niemalże jak w teatrze, jak biała kurtyna z chmur, zasłaniająca wszystko, powoli rozchyla się, a oczom widza ukazują się wyłaniające z mgły skalne wierzchołki i ogromna przestrzeń. Po chwili znowu wszystko spowija mgła, widoczność ogranicza się do kilka metrów, by po chwili spektakl rozpoczął się nowo.

D.S.: Niezwykłe doznania. Zastanawiam się jednak, jak to możliwe, że nie znudziło Cię jeszcze chodzenie wciąż tymi samymi szlakami, oglądanie tych samych widoków?

G.Z.: Znudziło? (śmiech) Tatry są dla mnie jak narkotyk. Doznaję ekstazy za każdym razem, kiedy tam jestem. Kocham tam wszystko. Wiesz, że ten sam szlak za każdym razem jest inny? W zależności od pory roku, od pogody, pory dnia, układu chmur na niebie, które wpływają na kolory, które widzisz, od strony, którą dany szlak pokonujesz, od słońca, który oświetla góry o każdej porze dnia i roku inaczej…

D.S.: Przekonałaś mnie. Nie patrzyłam na to nigdy w ten sposób. Aby móc skupić się na tych wszystkich szczegółach, zauważać je, potrzebna jest cisza, brak ludzi. Czy nie przeszkadza Ci zatem, że zawsze jest tam tak dużo turystów?

G.Z.: Nie. (śmiech). Wiem, jak omijać godziny szczytu. Wychodzę zazwyczaj przed świtem, kiedy większość turystów jeszcze słodko śpi. Gdy oni ruszają na szlaki, ja jestem już wysoko. Spotykam ludzi tylko w drodze powrotnej. Czasem, kiedy jeżdżę w góry w tygodniu, nie spotykam nikogo. Omijam też dni świąteczne, majówki itp.

D.S.: Wiem, że masz trójkę dzieci. Czy one również dzielą Twoją pasję?

G.Z.: Starsza dwójka była ze mną górach tylko kilkanaście razy. Nauczyłam ich jeździć na nartach, zabierałam na piesze wędrówki. Jednak nie było ich wiele. To był trudny dla mnie czas. Nie miałam niestety możliwości wyjazdów na tyle częstych, by zaszczepić w nich pasję gór. Chociaż… Teraz, kiedy są już dorośli, jeżdżą w góry ze swoimi partnerami. Jednak nie zwariowali na ich punkcie tak bardzo jak ja. (śmiech) Natomiast co do mojej najmłodszej córki, obecnie już dwunastolatki, ją zabierałam w góry od najmłodszych lat. Nigdy nie zapomnę, kiedy jako trzylatka pokonywała samodzielnie, sięgające jej czasem po pachwiny stopnie na Ścieżce nad Reglami. Jako czterolatka weszła na własnych nóżkach do Doliny Pięciu Stawów. W kolejnym roku weszła na przełęcz Karb i Kasprowy Wierch, zimą, od strony Kuźnic. Dwa lata temu zrobiła ze mną Koronę Gór Polski na jednej wyprawie – 28 szczytów w 25 dni. W samochodzie miałyśmy zapas żywności, wody, ubrań, a nawet namiot, kuchenkę, jedzenie liofilizowane. Spałyśmy w namiocie, schroniskach, w domu parafialnym. Fantastyczna przygoda. Oliwia zrobiła to ze śpiewem na ustach i czasem – gdy ja marzyłam już tylko o tym, aby przybrać pozycję poziomą – mówiła: „Mamo, zróbmy dziś trzeci szczyt, będzie mniej na jutro”. (śmiech) Zabierałam ją też na kilkudniowe wyprawy rowerowe wzdłuż wybrzeża Morza Bałtyckiego, spałyśmy w namiocie, rano go zwijałyśmy i jechałyśmy dalej. Nauczyłam ją wspinaczki, dziś chodzi regularnie na sekcję wspinaczkową.

D.S.: To naprawdę niezwykłe… Słyszałam, że biegasz po górach?

G.Z.: Po trekkingu i wspinaniu przyszedł czas na kolejną aktywność – bieganie po górach. Postawiłam sobie cel i zarazem wyzwanie: Czy niebiegająca nigdy kobieta po czterdziestce może przebiec ultramaraton górski? Na cel wyznaczyłam sobie Tatra Fest 61km, 4130 m pod górę. Po dwóch latach intensywnych treningów przebiegłam Tatra Fest z wynikiem 13 godzin – 2 godziny przed limitem! Jednak nie był to, jak planowałam, mój pierwszy ultramaraton. Pół roku wcześniej dostaliśmy z moim partnerem propozycję wzięcia udziału w Biegu Rzeźnika w parach (nieoczekiwanie dostaliśmy pakiet). Nie zgodziłam się, przecież to było 84 km po górach, a ja do tej pory przebiegłam tylko półmaraton w mieście! Treningi miałam rozpisane z uwzględnieniem startu w Tatrach w sierpniu. Poza tym, jakim cudem my, żółtodzioby biegowe, mamy pobiec w dwóch ultra w dwumiesięcznym odstępie czasu?? Ostatecznie podjęliśmy jednak wyzwanie. I udało się! 16 godzin biegu po pięknych Bieszczadach. Dobiegliśmy zmęczeni, obolali, ale szczęśliwi. Jak się ponownie okazało, chcieć to móc!

D.S.: Co byś poradziła czytelnikom?

G.Z.: …że najważniejsza w życiu, poza rodziną, jest pasja. To coś, co zawsze działa, zawsze nas pocieszy w trudnych chwilach, wzmocni, rozwinie, doda życiu smaku i radości. I jak udowodniłam sobie samej – nie ma, że nie mogę, nie ma, że już nie w tym wieku, nie ma, że za trudno… itd. Macie marzenia? Jest coś, co powoduje, że pojawia się błysk w waszych oczach i motyle w brzuchu? Nie rezygnujcie! Wchodźcie w to! Bierzcie życie za rogi! Co macie do stracenia? Najwyżej się nie uda.

A jak się uda…. będziecie najszczęśliwsi na świecie!

Święty Onufry z Beskidu Makowskiego

  • Figura św. Onufrego(2)
  • Kapliczka św. Onufrego(1)
  • Międzynarodowa Trasa Pielgrzymkowa – Szlak Maryjny (1)(1)
  • Święty Onufry(1)

Kapliczki, krzyże i figury przydrożne to nieodłączny element krajobrazu kulturowego ziemi beskidzkiej. W gminie Stryszów położonej na pograniczu Beskidu Makowskiego, Beskidu Małego i Pogórza Wielickiego znajduje się ponad siedemdziesiąt kapliczek.

 

Rozsiane są przy drogach, stoją na bezdrożach, na skraju lasu, w środku pól lub na beskidzkim szlaku. Większość z nich pochodzi z XVIII i XIX wieku. Każda ma swoją historię. Figura św. Onufrego stoi tuż przy zachodnim wierzchołku góry Chełm, wzniesienia o wysokości 603 m n.p.m. Można tutaj dotrzeć szlakiem czerwonym z Palczy lub Zembrzyc oraz szlakiem niebieskim ze Stryszowa. To ładny, cichy i prawie całkowicie zalesiony teren obejmujący północną część Beskidu Makowskiego. Szlak wiedzie przez pięknym, bukowym lasem. Jeszcze kilkanaście lat temu na próżno było tu szukać wędrowca, bowiem docierali tu tylko nieliczni koneserzy mniej znanych beskidzkich szlaków. Święty Onufry stał zatem samotnie i z rzadka zerkał na przechodzących obok turystów. Dziś miejsce to tętni życiem… Dlaczego? Otóż przez Pasmo Chełmu przebiega coraz bardziej popularny Mały Szlak Beskidzki łączący Beskid Mały, Makowski i Wyspowy, w skrócie nazywany MSB. Liczy on 137 km, rozpoczyna się w Bielsku-Białej (w dzielnicy Straconki), a kończy na Luboniu Wielkim w Beskidzie Wyspowym.

 

Wróćmy jednak do Onufrego… Figura datowana jest na rok 1681, choć niektórzy podają datę 1564. Nie wiemy, skąd taka rozbieżność – pewne jest jednak, że kapliczka ma ponad trzysta lat. Kult świętego Onufrego, rozpowszechniony w tej części Beskidu Makowskiego już w XVII wieku, był związany z założeniem pobliskiej Kalwarii Zebrzydowskiej i prężnie rozwijającym się tu ruchem pielgrzymkowym.

 

Miejscowa legenda mówi, że święty wędrował po okolicy w przebraniu „nędznego dziada”. Czasem ktoś dał mu coś do jedzenia, czasem wpuścił do chałupy, aby zmarznięty wędrowiec mógł ogrzać się przy ogniu. Któregoś dnia we wsi urodziło się dziecko. Nikt nie chciał zostać jego chrzestnym, albowiem rodzina była uboga, a życie noworodka zapowiadało się nader skromnie. Rodzice wpadli więc na pomysł, aby dziecko do chrztu trzymał ów wędrowny dziad. Przyjęli więc świętego pod dach, a gdy to uczynili, bieda zniknęła z ich domu.

 

Kim był naprawdę święty Onufry? Żył w IV wieku, a miejscem jego działalności były tereny dzisiejszego Egiptu. Nazywa się go „wielkim pustelnikiem”, bowiem na pustyni spędził aż sześćdziesiąt lat. Jest patronem pielgrzymów, wędrowców i tkaczy. W ikonografii przedstawiany jest zazwyczaj jako starzec z długimi, białymi włosami i brodą sięgającą do ziemi – bez ubrania, a jedynym jego okryciem są nieobcinane od lat włosy. Jego figury stawiane były od wieków przy ważnych szlakach pątniczych wiodących przez Europę.

 

Przez Pasmo Chełmu w Beskidzie Makowskim biegnie również Międzynarodowa Trasa Pielgrzymkowa – Szlak Maryjny o ponadregionalnym znaczeniu. To ciekawa, choć wciąż mało znana na naszym terenie, droga pielgrzymek. Szlak łączy słynne ośrodki kultu maryjnego w Europie, prowadząc z Częstochowy do bazyliki w Mariazell (Austria). Powstał na bazie już istniejących szlaków pieszych lub rowerowych. W 2006 roku rozpoczęto prace nad oznakowaniem polskiego odcinka Szlaku Maryjnego wiodącego z Częstochowy do Zakopanego o długości 323 km. Wędrując Pasmem Chełmu, zobaczymy tabliczki informujące nas, że do pobliskiego sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej zostało jeszcze 12 km. Szlak prowadzi dalej, na południe, w kierunku Makowa Podhalańskiego, Jordanowa, Ludźmierza i Zakopanego.

 

Jaką tajemnicę skrywa beskidzki Onufry? Niegdyś figurę św. Onufrego spod Chełmu można było swobodnie obracać dookoła, dzięki zamocowanemu w podstawie rzeźby żelaznemu bolcowi. Wędrowcy wierzyli, że ustawienie figury świętego twarzą do kierunku drogi zapewni pomyślność w podróży i uchroni przed niebezpieczeństwem.

 

Na terenie gminy Stryszów stoi jeszcze jedna figura świętego Onufrego, co jest ewenementem w skali kraju. Drugi Onufry znajduje się przy wiejskiej drodze w Stroniu – przycupnął pod lipą, niedaleko Strońskiej Góry. Na kamiennej podstawie widnieje data 1769. Kapliczka upamiętnia czasy konfederacji barskiej i bitwę stoczoną na tym terenie z wojskami rosyjskimi, podczas której do niewoli trafił Maurycy Beniowski, późniejszy król Madagaskaru.

 

I na koniec ciekawostka. O tym, jak ważny jest św. Onufry dla ziemi stryszowskiej, świadczy fakt, że w 2004 roku postać tego świętego znalazła się w herbie Stryszowa.

 

Tekst i zdjęcia Agnieszka Cygan

Na Głównym Szlaku Świętokrzyskim i nie tylko…

  • view-2833901_1920
  • kimg174990.jpg

Wchodząc po raz kolejny na Główny Szlak Świętokrzyski im. Edmunda Massalskiego, celem weryfikacji przed wznowieniem przewodnika dla Wydawnictwa "Compass", w głowach autorów zaświtał pewien pomysł. Do nowej formuły trzeba było przekonać wydawcę, co kosztowało trochę wysiłku. Trudne, nie tylko dla wydawców jest złamanie formuły przyjętej dla serii. Nasze argumenty – przedłużenie wycieczki najkrótszym z głównych szlaków, (niespełna 100 km) o ponad 120 km, zobaczenie fragmentów Gór Świętokrzyskich, którymi rzadko wędrują turyści, poznanie ciekawych zabytków architektury i przyrody itd. W sumie, po pokonaniu całości poznaje się większość ciekawych szlaków Gór Świętokrzyskich.

 

Udało się! Przewodnik otrzymał nowy tytuł. „”. Owa dwa zamki to olbrzymi, w swoich czasach największy w Europie, zamek w Ujeździe i zamek w Chęcinach. Wyprawę skończyliśmy na peronie stacji Wierna Rzeka. Ilu z nas pamięta, że z ziemią świętokrzyską związane są nazwiska wielu pisarzy: m.in. Żeromskiego, Sienkiewicza, Niziurskiego. Ta wyprawa to spotkania z historią naszego kraju. w wielu wymiarach.  Pokonanie GSŚ i plusa pokazało jak wiele zmieniło się w okresie czterech lat dzielących wydania. Niestety, coraz więcej asfaltu, znikające pola, na których jak grzyby po deszczu wyrastają domy. Powoli znikają piękne widoki, szlaki są coraz częściej spychane na drogi. Nowoczesność i komercja dosięgają turystów. Czas się spieszyć by w pamięci, nie tylko kart, pozostały piękne panoramy, szum lasów i piękne, jesienne kolory buków.

Osobom pierwszy raz wybierającym się w ten rejon, zalecamy zarezerwowanie sobie dwóch dni na zwiedzanie Kielc. Ilość atrakcji zaskoczy niejednego (patrz wykaz wybranych atrakcji). Pokonywanie GSŚ zaczynamy w Kuźniakach, gdzie spotkaniu z nim towarzyszą pozostałości wielkiego pieca.  a potem prawie 100 km wędrówki, w trakcie której poznamy liczne obiekty przyrodnicze, m.in. dawne kamieniołomy na Ciosowej i Grodowej, Diabelski Kamień, Łysicę, gołoborza. Atrakcji architektonicznych też nie zabraknie: ruiny pieca hutniczego w Kuźniakach, klasztor i kościół w Świętej Katarzynie no i oczywiście „gwóźdź” programu zespół klasztorny na Świętym Krzyżu. Końcówka to wędrówka pięknym Pasmem Jeleniowskim. I tu niespodzianka… Na końcu pięknej lipowej alei, tuż przy drodze wojewódzkiej, znajduje się kamień z tablicą i znakiem końca szlaku, taki sam jaki widzieliście w Kuźniakach. Podobnie jak tam, wprowadza on wędrujących w błąd. Tam znak początku szlaku znajduje się na drogowskazie przy przystanku autobusowym, tu należy skręcić w lewo i dojść też do przystanku autobusów jadących w kierunku Kielc. Znak końca szlaku znajduje się za przystankiem, na drzewie na wprost drogi do Modliborzyc. Tam też widnieje znak początku czerwonego szlaku nizinnego, który poprowadzi nas do Ujazdu. To początek Plusa. Po dotarciu i zwiedzeniu zamku w Ujeździe, z trasy roztaczają się rozległe widoki na pokonane przez nas pasma, Wyżynę Sandomierską i mało znane i rzadko odwiedzane pasma Wygiełzowskie i Iwaniskie. Po dojściu do Iwanisk schodzimy ze znakowanych szlaków. Początkowo idziemy drogą, by w pewnym momencie skręcić w las i wejść na nieoznakowany odcinek wędrówki. Tu należy wykazać się dobrą orientacją i tzw. nosem. Staraliśmy się go opisać najdokładniej jak to było możliwe, ale…  dużo zależy od pory roku i pogody. Bujna roślinność potrafi znacznie utrudnić jego przejście, jednak tym większa jest satysfakcja z pokonania. Po przejściu Pasma Iwaniskiego docieramy do Łagowa. A dalej już łatwizna - niebieskim do Chęcin. Po drodze granióweczka na Zamczysku, spotkanie z partyzantami Barabasza, wspinaczka na Sikorze, Otrocz, Telegraf, Pierścienicę, Partol, Jaskinia Piekło i docieramy do Chęcin. Tu czeka na nas żółty szlak, którym przez Grzywy Korzeckowskie i Grząby Bolmińskie dotrzemy do stacji Wierna Rzeka, gdzie zakończymy naszą wędrówkę by powrócić za rok na pozostałe szlaki świętokrzyskie. Jeszcze ich trochę pozostało a na każdym znajdziemy coś ciekawego. Opisy szlaków uzupełniliśmy o dodatkowe informacje dotyczące ciekawych miejsc leżących również w pobliży szlaków, krótkie charakterystyki pasm, legendy.

Na zakończenie kilka uwag, które nasunęły się nam w czasie pisania przewodnika. Osoby odpowiedzialne za stan szlaków i ich przebieg czeka w najbliższym czasie sporo pracy. Konieczne wydaje się przełożenie fragmentu biegnącego drogą Kielce – Zagnańsk. Duże natężenie ruchu i brak poboczy stanowią realnie duże zagrożenie dla pieszych. Czas najwyższy załatwić dodanie do oficjalnego wykazu punktów GOT odcinka Sosnowica - Dąbrówka (odcinek na głównym szlaku, którego brak w wykazie i to od lat!!!!). Podobnie odcinek drogowy w Masłowie, co zapewne będzie trudne. Osobiście wchodziłem na Klonówkę ścieżką od drogi do Mąchocic Kapitulnych. Czas pomyśleć o jakimś nowym wariancie zejścia do przełomu Lubrzanki. Obecny, szczególnie po opadach, jest niebezpieczny. Co z fragmentem w Trzciance? Wydaje się, że zamknięcie fragmentu prowadzącego od drogi przez pole do Trzcianki to tylko kwestia czasu. Może warto uprzedzić i skorygować – drogą w lewo do nieodległego skrzyżowania i w prawo do Trzcianki. Czas pomyśleć o jakiejś kładce nad Słupianką. Po większych opadach JEST problem z jej pokonaniem. Końcówka w Paśmie Jeleniowskim. Myślę, że warto zastanowić się, o ile to wykonalne formalnie, nad poprowadzeniem szlaku z Truskolaski na wschód do drogi Michałów – Gołoszyce. Schodziłem i było dużo fajniej, niż obecnym szlakiem.

Otwartą sprawą pozostaje przebieg trasy przez Pasmo Iwaniskie. To, podobnie jak Wygiełzowskie praktycznie turystycznie nieznane pasma, a szkoda. Czas pomyśleć… działacze do dzieła!

Szlak niebieski. Tu ze względu na nazwijmy to problemy urbanizacyjne, będzie chyba sporo problemów. Mnie szczególnie utkwił w pamięci odcinek Zalasna droga wojewódzka. Nie dość, że duża łąka bez możliwości oznakowania to jeszcze wylane... fekalia. Reakcja odpowiedniego organu nadzoru na zgłoszenie … "tak wiemy, ale co możemy zrobić, często to robią". Hmmm.

Jest, nad czym myśleć. No i brak w punktacji GOT odcinka Daleszyce - Sikorza…

I na koniec marzenie: wydłużenie żółtego z Grząbów Bolmińskich przez Milechowską na Miedziankę. Może kiedyś… Chyba nie dożyję… Zapraszamy na świętokrzyskie szlaki. Spieszmy się, tak szybko tracą na urodzie…

Może czas zacząć dyskusję nad zmianami na pozostałych szlakach głównych? Na pierwszy ogień: niech wreszcie Główny Szlak Sudecki przebiega przez Śnieżkę. Nie sądzę by wpłynęło to znacząco na wzrost liczby turystów na nią wchodzących. Od dziesiątek lat nie rozumiem omijania królowej Sudetów. O zmianę blach zdobywców głównych szlaków górskich nie śmiem prosić. Dla mnie obecne to wyjątkowo nieudane projekty.

Marek Wołoszyński

 

Moja Ojczyzna w Dolinie Kamiennej

„Moja Ojczyzna w Dolinie Kamiennej” - pod takim hasłem, w 1997 roku, z okazji obchodów 400 - lecia założenia Ostrowca Świętokrzyskiego, Oddział Świętokrzyski PTTK im. Stanisława Jeżewskiego  po raz pierwszy zorganizował konkurs krajoznawczy dla dzieci i młodzieży szkolnej, który w następnych latach stał się etapem oddziałowym Ogólnopolskiego Młodzieżowego Konkursu Krajoznawczego „Poznajemy Ojcowiznę” organizowanego przez Zarząd…
Read more

Pamiętają o swoich poprzednikach…

Na terenie obecnego województwa świętokrzyskiego zorganizowany ruch krajoznawczy rozwija się od marca 1908 roku, kiedy powołano oddział prowincjonalny Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego w Kielcach. Przed wybuchem I wojny światowej powstały kolejne oddziały: w Sandomierzu, Jędrzejowie, Pińczowie, Suchedniowie i Ostrowcu. Od tamtych lat w oddziałach PTK, a po 1950 r. Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego pracowało społecznie wielu wybitnych…
Read more