Kategoria: Warto wiedzieć

Pomnik Tadeusza Kościuszki w Poznaniu

 

 

Tadeusz Kościuszko zaliczany jest do największych i najbardziej znanych polskich bohaterów narodowych. Jako symbol nieugiętej obrony naszej niepodległości pod koniec XVIII wieku czczony był przez kolejne pokolenia, informacje o nim przekazywano
w rodzinach, a po odrodzeniu Państwa Polskiego w 1918 roku stał się postacią stale obecną w podręcznikach szkolnych czy rocznicowych akademiach.

 

W okresie zaborów nie było można oficjalnie czcić pamięci Naczelnika. Przełom nastąpił w 1917 roku – w setną rocznicę śmierci Kościuszki. Ziemie zaboru rosyjskiego znajdowały się wówczas pod okupacją niemiecką i tamtejsze władze nie sprzeciwiały się upamiętnieniu postaci polskiego bohatera narodowego, który walczył z Rosjanami. Polacy wykorzystali tę rocznicę jako pretekst do zorganizowania patriotycznych obchodów niepodległościowych. W naszym regionie pojawiły się wtedy pomniki i tablice m.in.
w Koninie, Kole, Słupcy, Zagórowie i Borysławicach.

W samym Poznaniu nie było sposobności, aby wówczas upamiętnić postać naszego bohatera narodowego. Wystawiono jedynie przedstawienie biograficzne w Teatrze Polskim,
a w mieście pojawiły się okolicznościowe dekoracje. Sprzyjające warunki do postawienia pomnika nastały dopiero po I wojnie światowej. Zamysł upamiętnienia Naczelnika zrealizowano w związku z Powszechną Wystawą Krajową (PWK). Projekt pomnika zamówiono u warszawskiej rzeźbiarki Zofii Trzcińskiej-Kamińskiej (1890–1977). Na otwarcie PWK nie zdołano przygotować metalowego odlewu, więc w 1929 roku odsłonięto jedynie gipsowy model. Ze względu na wystawę na miejsce ustawienia pomnika wybrano skrzyżowanie obecnych ulic Bukowskiej i Roosevelta – w pobliżu ówczesnego głównego wejścia na tereny wystawowe. Wykonana z nietrwałego materiału rzeźba nie przetrzymała zimy i rozpadła się. Powstał więc nowy model, z którego odlano w brązie 12-metrową figurę. Odsłonięto ją 27 grudnia 1930 roku podczas obchodów 12. rocznicy wybuchu powstania wielkopolskiego. Był to drugi w Polsce (po Krakowie) pełnopostaciowy pomnik Tadeusza Kościuszki.

Po wkroczeniu w 1939 roku hitlerowców do Polski polskie pomniki, w tym również ten, zostały zniszczone. Na jego odtworzenie trzeba było poczekać. Asumpt do realizacji dała zbliżająca się 150. rocznica śmierci naczelnika. Władze administracyjne Poznania podjęły stosowne działania. Pomogła w tym sędziwa autorka pomnika – Zofia Trzcińska-Kamińska. Współpracowali z nią rzeźbiarze: Kazimierz Bieńkowski i Jan Maria Jakób. Problemem do rozwiązania było wybranie nowej lokalizacji, gdyż w miejscu poprzedniego ustawienia figury znalazły się tory tramwajowe. Zdecydowano, iż pomnik zajmie miejsce na rozwidleniu ulic Bukowskiej i Grunwaldzkiej – 350 metrów dalej, choć w miejscu mniej eksponowanym.

Uroczystość odsłonięcia odtworzonego pomnika miała miejsce 30 września 1967 roku. Wysoki żelbetowy cokół obłożony jest płytami z szarego granitu strzegomskiego. Na nim stoi pełnoplastyczna rzeźba Kościuszki, przedstawionego zgodnie z tradycją w chłopskiej sukmanie, obiema rękami przyciskającego do piersi szablę spoczywającą w pochwie. Na przedniej stronie cokołu umieszczono napis: Tadeuszowi Kościuszce Poznań oraz informację
o zburzeniu i odtworzeniu pomnika. U dołu z trzech stron cokół otaczają kamienne wypukłorzeźby wykonane w stylu z okresu międzywojennego. Z przodu widzimy młodą wieśniaczkę w stroju wczesnosłowiańskim na tle orła, trzymającą w jednej ręce hełm i gałązkę dębu, a w drugiej sztandar z herbem Poznania. Sceny po bokach wyobrażają symboliczne postacie uzbrojonych dawnych wojowników, z których jeden chwyta za miecz, a drugi wzywa do boju, dmąc w róg.

Poznański pomnik Naczelnika, po 87 latach od pierwszego odsłonięcia i pół wieku po odtworzeniu, wrósł w krajobraz miasta. Podczas uroczystości i obchodów składane są pod nim wieńce i kwiaty, a na co dzień jest dowodem pamięci Poznania o jednym z naszych najważniejszych bohaterów narodowych.

 

Tekst i zdjecie: Paweł Anders

 

Filmy, piosenki i… fikcja literacka promują turystykę, Jan Paweł Piotrowski

  • Ojciec Mateusz z nieodłącznym rowerem (fot. Baldmedia, Wikipedia)
  • Ulica Piotrowska w Łodzi (fot. Rakoon)

Niektóre miejscowości dzięki filmom i serialom telewizyjnym cieszą się rosnącym zainteresowaniem turystów. Ma to niewątpliwie dobre strony, jednak może prowadzić do pewnych zagrożeń, z których nie wszyscy zdają sobie sprawę. Dlaczego? Oto gospodarze i przedstawiciele miejscowych sfer gospodarczych usiłują bezkrytycznie dostosowywać się do życzeń gości, przyczyniając się do zmiany wyglądu miejscowości, kształtując ich wygląd na „obraz i podobieństwo” metropolii. W małych miasteczkach królują nazwy restauracji, pensjonatów w języku angielskim, nie uwzględnia miejscowa specyfika. Nadmiar przyjezdnych odstrasza niekiedy niektórych turystów, oczekujących spokoju i ciszy. 

Są też i dobre przykłady. Choćby Sandomierz, który od czasów, gdy zagościł tam ojciec Mateusz, cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Czy jednak nie zmieni swojego wyglądu, choćby w związku z nadmierną rozbudową bazy noclegowej i gastronomicznej? Pamiętam czasy, gdy takie obiekty można było tu policzyć na palcach, a organizatorzy turystyki musieli ograniczać się do proponowania parogodzinnych pobytów. Czy w tak krótkim czasie naprawdę można poznać to urocze miasto? Całe szczęście, że przewodnicy tutejszego Oddziału PTTK zawsze stawali na wysokości zadania, swoją głęboką wiedzą i przypominając tradycje miasta, które było kolebką polskiego ruchu regionalnego, często niedocenianego (a nawet niszczonego)  przez władze PRL.

Są miasta, które kiedyś nie były kojarzone z turystyką. Mądra moda na poznawanie obiektów postindustrialnych (oraz ich przystosowanie do obsługi gości) spowodowała. że np. do Łodzi czy Żyrardowa przybywa coraz więcej turystów. Co tydzień z ekranu telewizyjnego pozdrawia nas komisarz Alex, wędrujący wraz ze swymi opiekunami po Łodzi. Choć serial „Archiwista” dość krótko propagował Żyrardów, to jednak gościnni gospodarze tutejszego Muzeum Lniarstwa cieszą się z wrastającej frekwencji w tym naprawdę wyjątkowym mieście.

Dobrze, gdy gospodarze – tworząc ofertę turystyczną – nawiązują to miejsc, które znane są z seriali. Gdy jesteśmy w urokliwych miasteczkach Podlasia, na przykład w Tykocinie czy Supraślu, czujemy się tak, jakbyśmy znaleźli się „U Pana Boga w Ogródku” i wędrując malowniczymi uliczkami liczymy na spotkanie z popularnymi i lubianymi aktorami... 

Już dawno w podsudeckim miasteczku Lubomierz utworzono muzeum, które nawiązując do filmu Sami swoi”, z jednej strony przyczynia się do pobudzania uśmiechu tak potrzebnego na turystycznych szlakach, z drugiej zaś w przystępny sposób popularyzuje dzieje pierwszych osadników na Ziemiach Zachodnich.

Pacanów byłby z pewnością prawie zupełnie nieznany, gdyby Kornel Makuszyński nie wymyślił postaci Koziołka Matołka. Dawniej mieszkańcy zabytkowego Wąchocka podobno krzywili się, gdy mówiło się o dowcipach rzekomego tutejszego sołtysa. W obu przypadkach warto było pojąć, że sytuacje spowodowały zainteresowanie przyjezdnych i wzrost dochodów przedstawicieli różnych zawodów, także i tych, którzy tylko współuczestniczą w obsłudze ruchu turystycznego. Można też wspomnieć o piosenkach, które przyczyniły się do promocji wielu miejsc. To choćby postać Beaty z „Albatrosa” Janusza Laskowskiego czy piosenki „Augustowskie Noce”, do której nawiązują nazwy lokali gastronomicznych Augustowa,  których właściciele pamiętają o Marii Koterbskiej. Trudno się dziwić, wszak w tym mieście już przed drugą wojną światową dzięki nakręcanym tu filmom spopularyzowano to urocze miasto. Wrocławskie niebieskie tramwaje, o których śpiewała kiedyś wyżej wspomniana rodowita mieszkanka Bielska - Białej zachowały swój niebieski kolor, który przywrócono po latach stalinowskich, gdy wszystko „musiało być równo” i gdy w całej Polsce pomalowano te pojazdy na jeden, czerwony kolor.

Maria Koterbska czy też Hanka Bielicka zawsze propagowały swoje małe ojczyzny. Pani Hanka jest uwielbiana w Łomży (i nie tylko). Ma tu swoją ławeczkę i uroczy muzealny salonik. Gospodarze miasta wraz z oddziałem PTTK propagują to miasto nad Narwią, które może poszczycić się piękną gotycką katedrą i wielką kolekcją bursztynów w tutejszym muzeum. 

Warto, wędrując po kraju, odwiedzać miejscowości popularyzowane przez filmy, piosenki i postacie literackie. Warto, aby społeczności lokalne wykorzystywały taką szansę. 

 

Jan Paweł Piotrowski

Gorzowski grobowiec megalityczny

  • OLYMPUS DIGITAL CAMERA
  • Willa

Jeśli któregokolwiek z gorzowian zapytamy, jaki zabytek architektury w ich mieście jest najstarszy, odpowie bez wahania: katedra. Przyjmując, że grobowce też są architekturą, nie jest to prawdą. Mamy bowiem w Gorzowie grobowiec z epoki kultury amfor kulistych, liczący sobie blisko 4500 lat. Nietrudno go odszukać, bo stoi zrekonstruowany w parku Muzeum Lubuskiego przy ulicy Warszawskiej. Tworzą go łupane płyty kamienne, których ciężar dochodzi nawet do trzech ton. Na nich wspierały się pierwotnie dębowe bale przysypane ziemią. Wewnątrz grobowca pochowano szczątki 17 ludzi, najprawdopodobniej pochodzących z jednego rodu. Zmarłych wyposażono na drogę w zaświaty w siekierki, dłuta kamienne, toporki, ozdoby bursztynowe, kły odyńca i niewielki pucharek – być może wypełniony alkoholem. Dziwne, że wśród przedmiotów, które odkryto wewnątrz, brakowało charakterystycznych dla tego okresu garnków z symbolami Dobra i Słońca, czyli swastyki.   Kiedy 90 lat temu archeolog i historyk niemiecki Fritz Buchholz odkrył megalit w Lasku Złotego Potoku, czyli dzisiejszym Parku Czechówek, była to nie lada sensacja. Zrekonstruowany zabytek pierwotnie postawiono koło dzisiejszej restauracji „Agata”, gdzie stał do 1960 roku. Wtedy to, w związku z budową postoju taksówek, przeniesiono go do parku krajobrazowego obok willi landsberskiego przemysłowca Gustawa Schroedera – obecnie siedziby Muzeum Lubuskiego.

Tekst i zdjęcia: Zbigniew Rudziński

Znam Gdyński Modernizm

Odznaka krajoznawcza PTTK „Znam gdyński modernizm”

 

W 2021 roku bogata oferta odznak krajoznawczych PTTK rozszerzyła się o kolejną, tym razem dedykowaną dziedzictwu modernistycznemu Gdyni

 

Idea, która przyświecała pomysłodawcy odznaki – kol. Jarosławowi Kaczmarczykowi z Oddziału PTTK Marynarki Wojennej w Gdyni, to propagowanie dziedzictwa modernistycznej architektury Gdyni, powstałej w pierwszej połowie XX wieku oraz zachęcanie do jej systematycznego poznawania. Regionalna odznaka krajoznawcza PTTK pn. „Znam gdyński modernizm” (w stopniu I i II) została zaprojektowana przez Tomasza Akackiego. 

Warunkiem zdobycia odznaki zarówno I, jak i II stopnia jest odbycie w dowolnej formie wycieczek krajoznawczych, obejmujących zwiedzanie obiektów wymienionych w regulaminie odznaki. Budynki te są cennymi przykładami architektury modernistycznej (powstałymi na różnych etapach budowy miasta) zlokalizowanymi w śródmieściu Gdyni, a w przypadku odznaki II stopnia również w innych dzielnicach miasta. Są to kamienice, np. budynek mieszkalny Funduszu Emerytalnego Banku Gospodarstwa Krajowego wzniesiony w latach 1935–1939 z przestronnymi mieszkaniami i dużymi loggiami, nowoczesnymi windami, garażem w piwnicy, pralnią, a nawet schronem przeciwlotniczym. Innym przykładem tego typu obiektów jest kamienica Juliusza i Heleny Hundsdorffów wybudowana w latach 1932–1935 z charakterystycznym zaokrąglonym narożnikiem. 

Odkrywając architekturę modernistyczną Gdyni, można też poznać bliżej obiekty biurowe, jak chociażby dawny biurowiec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, a obecnie Urząd Miasta Gdyni. Jest to jeden z ikonicznych budynków modernistycznych w Gdyni, który poprzez swoją opływową bryłę przywołuje skojarzenia z liniowcem pasażerskim. Są też obiekty użyteczności publicznej, na przykład budynek z 1936 roku obecnie mieszczący Sąd Rejonowy, czy wzniesiony w 1939 roku Dom Żeglarza Polskiego, który miał być częścią niezrealizowanego projektu Forum Morskiego. Dziś mieści on Wydział Nawigacyjny Uniwersytetu Morskiego w Gdyni i tym samym bezpośrednio nawiązuje do swojej pierwotnej funkcji. Poznając architekturę modernistyczną Gdyni, należy koniecznie zobaczyć obiekty portowe, jak choćby Dworzec Morski zaprojektowany do obsługi pasażerskiej floty transatlantyckiej, a obecnie mieszczący Muzeum Emigracji prezentujące historię polskiej emigracji, czy pochodzący z 1937 roku budynek dzisiejszego Zarządu Morskiego Portu Gdynia. 

Podejmując trud zdobycia odznaki, warto też odwiedzić obiekty handlowe, w tym ikoniczny zespół Miejskich Hali Targowych zaprojektowany przez Jerzego Müllera i Stefana Reychmana. Fascynuje on swoją konstrukcją nośną składającą się z żelbetowych łuków. Kanon gdyńskich obiektów modernistycznych zachęca, szczególnie osoby zainteresowane zdobyciem odznaki II stopnia, do poznania kolejnych budynków, może mniej znanych, ale równie ciekawych, w tym sakralnych, znajdujących się w innych dzielnicach Gdyni.

Przygody i satysfakcji ze zdobywania odznak może doświadczyć każdy, kto ukończył osiem lat, a więc jest to opcja idealna zarówno dla krajoznawców indywidualnych, jak również całych rodzin. Czas na realizację tego wyzwania jest nieograniczony z zastrzeżeniem, że w jednym roku kalendarzowym można zdobyć tylko jeden stopień odznaki oraz że należy zachować kolejność ich zdobywania. Cały proces należy udokumentować poprzez prowadzenie zapisów (pieczątka, zdjęcie na tle obiektu, podpis przewodnika) w specjalnie przygotowanej książeczce „Regionalna Odznaka Krajoznawcza – Znam Gdyński Modernizm” o bardzo atrakcyjnej szacie graficznej. 

Szczegółowe informacje o odznace można znaleźć na stronie www.pttk-omwgdynia.pl

Zapraszamy do spacerów i zdobywania odznaki!

 

 Joanna Leman

Sprawny na szlaku

 

Odznaka Turystyczna PTTK Sprawny na Szlaku"

 

Na wniosek Rady ds. Turystyki Osób Niepełnosprawnych Zarządu Głównego PTTK Prezydium Zarządu Głównego PTTK uchwałą nr 142/XIX/2021 z dnia 22 marca 2021 r. ustanowiło Odznakę Turystyczną PTTK „Sprawny na Szlaku”. Odznaka ma cztery stopnie: brązowy, srebrny, złoty i „Za wytrwałość”, a jej wzory określa załącznik do regulaminu. Może ją zdobywać każda osoba, także niebędąca członkiem PTTK, posiadająca orzeczenie o niepełnosprawności (w tym osoby z przyznaną grupą inwalidzką) oraz osoby przezwyciężające utrudnienia związane z wiekiem. Można ją zdobywać od 6. roku życia. Weryfikacja odznaki następuje na podstawie książeczki wycieczek prowadzonej przez osobę zdobywającą w dowolnej formie (również elektronicznej).

Prezes ZG PTTK wśród najbardziej wpływowych osób w polskiej turystyce

Prezes ZG PTTK wśród najbardziej wpływowych osób w polskiej turystyce Pod koniec grudnia 2021 roku ukazał się kolejny numer magazynu „Wasza Turystyka”, a w nim – szósta edycja Listy 100 najbardziej wpływowych osób w polskiej turystyce 2021.Są wśród nich hotelarze, przedstawiciele biur podróży, turystycznych izb gospodarczych, działacze samorządów turystycznych, regionalnych i lokalnych organizacji turystycznych, urzędnicy…
Read more

Spacer dookoła Afryki

  • 272277683_4697472923639624_1801249404004210048_n(1)
  • 269515017_4953877418004376_6406329562055448061_n

 

Afryka to nie tylko kontynent na mapie świata, ale również wieś w gminie Żarnów. W niedzielę 23 stycznia br. odbyła się wycieczka piesza pod nazwą „II Spacer dookoła Afryki”, w której wzięło udział 31 turystów.  Pierwsza tego rodzaju impreza miała miejsce w 2021r. w dniu 6 stycznia. Pomysłodawcą i prowadzącym na trasie był Cezariusz Szulc, członek Oddziału PTTK w Żarnowie. Oprócz 16 turystów pieszych z żarnowskiego PTTK , uczestnikami byli także członkowie  opoczyńskiego Klubu Morsów. Trasa o długości 14 km wiodła z Siedlowa w stronę Afryki, przez Ruszenice, Klew Kolonię, Ławki i Młynek do Siedlowa. Po przejściu 11 km była możliwość odpoczynku przy ognisku turystycznym i pieczeniu kiełbasek, a amatorzy morsowania mieli do dyspozycji wody Czarnej Malenieckiej.

W Siedlowie, przed wyjściem na trasę

 

Niedzielna impreza zorganizowana z ramienia Komisji Turystyki Pieszej PTTK Żarnów, stanowiła zarazem otwarcie tegorocznego sezonu turystycznego w żarnowskim Oddziale.  W roku jubileuszowym 25- lecia, od stycznia do grudnia 2022 ogłoszona została też druga edycja  konkursu „Liderzy turystyki pieszej”.

Morsowanie w Czarnej Malenieckiej

 

Włodzimierz Szafiński

Alfabet krajoznawcy

  • green-letter-a-1445700103pc0

A jak archeologia w służbie polityki. Nie od dziś wiadomo, że w polityce archeologia obecna była od zawsze. Dobrym tego przykładem jest Santok. Kiedy to przez przypadek odkryto tu pozostałości średniowiecznego grodu, natychmiast podjęto badania archeologiczne (w latach 1932–1935), by osiągnąć cele polityczne i przy okazji rozszerzyć wiedzę historyczną w zakresie nieprzeczącym oficjalnej nauce. Tak, bez zbędnej kokieterii, ujmował to Wilfrid Bade, kierownik referatu zagranicznego Ministerstwa Oświecenia Publicznego i Propagandy Rzeszy: (…) słyszeć chcemy o tym, jak żyli nasi członkowie, a odsłonięcie germańskich grodów warownych Zantocha ważniejsze jest dla nas niż znaleziska w Azji lub Chinach.

 

To, czy są to informacje prawdziwe, nie ma w polityce żadnego znaczenia, bo przecież słyszeć chcemy (…). Wykluczenie Chin z kontynentu azjatyckiego daje też pojęcie o poziomie wiedzy samych ówczesnych decydentów politycznych. By należycie zaprezentować wyniki ówczesnych wykopalisk, wybudowano wieżę widokową („germańską strażnicę”), gdzie zaprezentowano znaleziska. Po zakończeniu II wojny światowej polskim archeologom, prowadzącym tu badania, również dano jasno do zrozumienia, że Santok jest odwiecznie polski, słowiański i nadrzędnym zadaniem jest to udowodnić ponad wszelką wątpliwość. Istnienie Pomorzan, pierwotnych budowniczych, zeszło na dalszy plan, a fakt podejmowanych przez nich przez 300 lat prób odzyskania utraconych ziem traktowano jako niezawinioną agresję na ziemie polskie. Nie zadano sobie wtedy pytania, co robili wojowie Mieszka I pod Cedynią 80 km od Szczecina i 100 km od Santoka w głębi ziem pomorskich?

Krasnoludki są na świecie

  • Wroclovek z herbem Wrocławia w sercu na dłoni
  • Papa Krasnal – pilnuje, żeby krasnale nie rozbiegały się, ale…
  • Krasnal z biletem na pociąg – niby się spieszył, ale…
  • Krasnal z biletem na pociąg – niby się spieszył, ale… (1)
  • IMG_20210617_163641 (1)
  • – Krasnal na walizce – wyjeżdżać z Wrocławia czy nie…._

Czy to bajka, czy nie bajka,

Myślcie sobie, jak tam chcecie,

A ja przecież wam powiadam:

Krasnoludki są na świecie…

Maria Konopnicka

 

Tak, tak, we Wrocławiu też jest ich bardzo dużo. Skąd się wzięły? Stare dzieje...

Dawno, dawno temu miasto otaczały mury obronne i fosa pełna wody, domy były drewniane, a mieszkańcy wiedli pracowite życie. Wszystko trzeba było robić ręcznie: budować domy, rąbać drwa, nosić wodę, mielić zboże, kuć konie, sprzątać domostwa, place i ulice itp. 

W tym znoju, skrycie, pod osłoną nocy starały się pomagać ludziom małe skrzaty – krasnoludki, które żyły w swoim królestwie – w podziemiach miasta. Mijały wieki, nastała era postępu, wynalazków i elektryczności. Ludzi, którzy zamieszkali w swoich wysokich domach, zaczęły wyręczać maszyny... i odtąd pracowite krasnoludki snuły się po nocach smutne, niepotrzebne nikomu. 

Przyszły złe czasy XX wieku. I i II wojna światowa, która zniszczyła Wrocław, miasto legło w gruzach. Przerażone krasnoludki ukryły się w swoich podziemiach na długie, długie lata… Aż nastał wiek XXI i ciekawskie skrzaty wyczuły, że coś w mieście się zmieniło. Zwłaszcza w Rynku słychać było przyjazne, tolerancyjne, wielojęzyczne głosy, czasami muzykę, śpiew i śmiech. Skrzaty zaczęły się wymykać w nocy z podziemi bramką koło kościoła św. Elżbiety. Nawet strażnik Śpioch nie mógł ich upilnować. Krasnoludki zachwyciły się miastem, jego odbudowanymi zabytkami, nowymi domami, ulicami, placami i parkami. W tej euforii zapominały, że powinny wracać do podziemnego królestwa rankiem, przed wschodem słońca. Tak już jest w krasnoludkowym świecie, że pierwszy promyk zamienia je w spiżowe figurki. Jednak krasnoludki przestały się tego obawiać. Te, którym nie udaje się zdążyć do podziemi przed świtem, nawet się z tego cieszą, bo zostają na powierzchni ku radości dorosłych wrocławian i turystów,
a przede wszystkim dzieci.

Ten bajkowy świat splata się z rzeczywistością. Skrzaty w swoim zachwycie zatrzymały się w wielu miejscach, są przed reprezentacyjnymi gmachami, np. Dworcem Głównym, Panoramą Racławicką, Halą Stulecia, Narodowym Forum Muzyki, a także w zoo i Ogrodzie Botanicznym, przywołują wydarzenia z historii miasta, prezentują znane wrocławskie firmy i przedsiębiorstwa, uosabiają sławne postaci związanie z Wrocławiem, np. profesora Jana Miodka, himalaistkę Wandę Rutkiewicz, muzyka Włodzimierza Szomańskiego czy pisarza Marka Krajewskiego. Nie sposób wszystkich wymienić.  Figurki krasnali stały się ciekawymi elementami przestrzeni miejskiej, mającymi swoich sponsorów i opiekunów pośród instytucji publicznych, osób prywatnych i firm.

Początku zdarzeń związanych z krasnalami można upatrywać w ruchu happeningowym „Pomarańczowa Alternatywa”, którego uczestnicy zbierali się przy skrzyżowaniu ulic Świdnickiej
i Kazimierza Wielkiego w latach 1986–1990. 1 czerwca 2001 roku w miejscu tych spotkań stanął spiżowy pomnik krasnala, symbolu „Pomarańczowej Alternatywy”, z czasem nazwanym Papą Krasnalem jako największym i najdostojniejszym ze wszystkich wrocławskich krasnali. W sierpniu 2005 roku pojawiły się pierwsze krasnoludki: Pracz Odrzański, Szermierz, Syzyfki i Rzeźnik, autorstwa Tomasza Moczka, ufundowane przez Urząd Miasta Wrocławia.  8 października 2007 roku pierwszy komercyjny krasnal Pierożnik usiadł przy nieistniejącym już barze STP (SmacznieTanioPrędko) i zaczęło się… Każdego roku w całym mieście wciąż przybywało krasnali. 

W 2018 roku Wrocławskie Wydawnictwo EMKA wydało „Leksykon wrocławskich krasnali” autorstwa Agnieszki Malczewskiej i Józefa Peszki z opisem 517 krasnali. Dostępne są mapki, książeczki i bajki z krasnalami. Wrocławscy przewodnicy oprowadzają wycieczki szlakami krasnoludków, a każdy ma swoją wersję ich historii! 

Obecnie trudno już się doliczyć, ile jest krasnali we Wrocławiu. Miasto się rozrasta, powstają nowe osiedla, przedszkola, szkoły, nowe firmy, rewitalizowane są kolejne ulice
z przedwojenną zabudową, a krasnoludkowe społeczeństwo z zaangażowaniem temu towarzyszy...

 

Autor tekstu i zdjęć: Anna Rotko

Miasteczka Cittaslow na turystycznych szlakach

  • Goldap Mazurskie Teznie Solankowe
  • Lidzbark Warminski zamek biskupi
  • Na Warminskiej Łynostradzie
  • Olsztynek wieza cisnien
  • Splyw kajakowy
  • Szczytno ruiny zamku krzyzackiego

 

Aby odetchnąć od wielkomiejskiego zgiełku i pośpiechu, podziwiać zadbane zabytki, aktywnie wypoczywać i obcować z naturą, warto odwiedzać polskie miasteczka sieci Cittaslow. Życie w nich płynie naturalnym rytmem, a ich gościnni mieszkańcy chętnie dzielą się z turystami tym, co mają najlepszego: tradycją, kulturą i… dobrym jedzeniem. Miejscowości spod znaku pomarańczowego ślimaka stawiają na promowanie idei dobrego życia w duchu slow poprzez działania na rzecz zrównoważonego rozwoju, dbanie o lokalność i zachowanie niepowtarzalnego charakteru przestrzeni miejskiej. Idea międzynarodowej sieci takich miast wywodzi się z ruchu slow food i narodziła się we Włoszech w 1998 roku. Na polski grunt została przeniesiona w 2006 roku, gdy do sieci przystąpiły: Biskupiec, Bisztynek, Reszel i Lidzbark Warmiński. Do światowej sieci należy obecnie 278 miast z 30 państw. Polską sieć tworzy 35 członków i jest ona drugą co do wielkości po sieci włoskiej. Idea Cittaslow najmocniej zakorzeniła się na Warmii i Mazurach – tutaj do ruchu przystąpiło już 26 miejscowości (w ostatnim roku: Olecko, Morąg, Szczytno i Węgorzewo). Pozostali członkowie są rozsiani od Pomorza po Opolszczyznę i od Wielkopolski po Lubelszczyznę.

 

Rowerem i kajakiem, i nie tylko

Turyści odwiedzający miasteczka Cittaslow mogą korzystać z bogatej oferty aktywnego wypoczynku. Miejscowości są połączone szlakami: pieszymi, rowerowymi, kajakowymi, drogowymi. Pozwala to lepiej poznawać atrakcje przyrodnicze i kulturowe regionu, a także łączyć różne formy aktywności. Przez siedem miast Cittaslow wiedzie warmińsko-mazurski odcinek Wschodniego Szlaku Rowerowego Green Velo (ok. 395 km), rozpoczynający się w Elblągu. Zbiegają się z nim liczne lokalne trasy wytyczone zazwyczaj w formie pętli. Green Velo przecina kolejno: Braniewo, Górowo Iławeckie, Lidzbark Warmiński, Bartoszyce, Sępopol, Węgorzewo i Gołdap. Z Lidzbarka Warmińskiego można wyruszyć do Ornety trasą poprowadzoną nasypem dawnej linii kolejowej albo do Olsztyna Warmińską Łynostradą, która przebiega przez Dobre Miasto.

 

Łynostrada wiedzie wzdłuż największej rzeki regionu – Łyny (196 km), umożliwiając łączenie turystyki rowerowej z kajakową. Łyna przepływa przez Dobre Miasto, Lidzbark Warmiński, Bartoszyce i Sępopol. Spływ najwygodniej rozpocząć na przystani kajakowej w jednym z tych miast albo na jednej z ośmiu innych wybudowanych na trasie. Górnym dopływem Łyny jest urokliwa Marózka, przepływająca w pobliżu Olsztynka. Do Łyny można dopłynąć także z okolic Biskupca rzekami Dadaj, Pisą Warmińską (przez Barczewo) i Wadąg. Do Łyny wpada również Symsarna, nad którą leżą Jeziorany. Śladami wielkiego astronoma prowadzi Szlak Kopernikowski, który ma wersje pieszą i drogową. Pierwsza wiedzie przez Dobre Miasto, Lidzbark Warmiński i Braniewo, a druga sięga dalej – do Nowego Miasta Lubawskiego, Lubawy, Olsztynka i Ornety. Z kolei szlak drogowy o nazwie Pętla Grunwaldzka łączy miejsca związane ze sławną bitwą z 1410 roku. Można dotrzeć nim m.in. do Nowego Miasta Lubawskiego, Lubawy, Lidzbarka, Olsztynka, Działdowa i Nidzicy. Trzy ostatnie miasta, a także m.in. Szczytno, Węgorzewo, Gołdap, Olecko i okolice Wydmin leżą na regionalnym odcinku Szlaku Frontu Wschodniego I Wojny Światowej. W Węgorzewie zaczyna się żeglarski Szlak Wielkich Jezior Mazurskich, liczący ponad 130 km i wiodący m.in. do Rynu.

Dawne piękno zrewitalizowane

W ostatnich latach miasteczka Cittaslow w województwie warmińsko-mazurskim realizowały program rewitalizacji, dofinansowany z funduszy europejskich. Dzięki temu odnowiono liczne zabytki, które zyskały nowe, społecznie użyteczne funkcje, powstały miejsca spotkań, placówki kulturalne i popularyzujące dzieje regionu. Wśród zrewitalizowanych budowli znalazło się gotyckie skrzydło zamku krzyżackiego w Działdowie, gdzie urządzono m.in. ekspozycje Muzeum Pogranicza. W Lubawie nowe życie zyskał zrujnowany zamek biskupi. Odbudowano jego piwnice i odtworzono w nowoczesnej formie dwa skrzydła zabudowy, gdzie siedzibę znalazły m.in. Punkt Informacji Turystycznej i Centrum Aktywności Społecznej, prowadzące działania edukacyjne i kulturalne. W Braniewie zrewitalizowano najstarszy zabytek Warmii – wieżę bramną zamku biskupiego. Można w niej skorzystać z tarasu widokowego oraz zasięgnąć informacji w Punkcie Informacji Turystycznej. Nidzica może poszczycić się największym zachowanym zamkiem krzyżackim na Mazurach. Po odnowieniu budowla nadal jest siedzibą ośrodka kultury, Muzeum Ziemi Nidzickiej i bractwa rycerskiego. Pasym odnowił rynek w centrum miasta, przystosowując go do organizowania spotkań i imprez plenerowych. Pozwoliło to również lepiej wyeksponować ratusz, wzniesiony w stylu angielskiego neogotyku.

 

Więcej informacji o sieci Cittaslow można znaleźć na www.cittaslowpolska.pl.

 

Tekst Rafał   Śliwiak