Noc, latarki i 50 lat tradycji

Wędrówka po ciemnym lesie

W dniach 10–12 października 2025 roku odbył się 50. Nocny Rajd Świetlików, który po kilku latach przerwy powrócił do kalendarza wydarzeń turystycznych Oddziału Warszawskiego PTTK – i to z przytupem. Była to jubileuszowa edycja błądzenia po ciemku w lasach i na bagnach Gór Świętokrzyskich.

Tegoroczną edycję poprzedził konkurs na logotyp Świetlików, który wygrał Michał Krata, członek Oddziału Warszawskiego. Nagrodą były całoroczne, imienne bilety wstępu do Miejskiego Ogrodu Zoologicznego w Warszawie dla zwycięzcy i osoby towarzyszącej.

Październikowe zmagania rozpoczęły się w opactwie cysterskim w Wąchocku. Tam uczestnicy otrzymali pakiet pierwszych wskazówek prowadzących do punktu kontrolnego (PKC 1) oraz pytania dotyczące historii tego miejsca. Choć PKC 1 znajdował się w niewielkiej odległości od startu, niektórym grupom dotarcie do niego zajęło wiele godzin. Taka jest specyfika tego rajdu: podchwytliwe pytania i celowo lakoniczne informacje o dalszym kierunku marszu sprzyjają gubieniu drogi.

Za spóźnienia odejmowano punkty, za zbyt wczesne dotarcie na kolejny punkt – również. Kluczowe było właściwe obliczenie czasu marszu na podstawie narzuconego tempa i wyznaczonej godziny przybycia. Czasem warto było zwolnić, czasem przyspieszyć, a czasem zrezygnować z rozwiązywania zagadek na rzecz dokładniejszego ustalenia azymutu.

Pierwsza trasa liczyła 31 kilometrów i została podzielona na trzy odcinki. Wiodła częściowo przez Wąchock i wiejskie zabudowania, lecz przede wszystkim przez ciemny las i rezerwat, aż do miejscowości Ruda. Tam na strudzonych wędrowców czekała szkoła – cicha, ciepła i czysta. Był czas na umycie się, sen, rozmowy i ognisko z kiełbaskami, po którym uczestnicy wyruszyli na drugą, krótszą trasę. Krótszą – co nie znaczy łatwiejszą. Choć zabłądzić było trudniej, poszukiwanie i rozwiązywanie zagadek ukrytych na drzewach i w krzakach znacznie wydłużało marsz.

Puchary i nagrody dla uczestników jubileuszowej edycji Rajdu Świetlików

Jak to się zaczęło
Tegoroczna edycja Rajdu Świetlików była powrotem do tradycji oraz okazją do wspomnień i refleksji nad zmieniającą się formułą wydarzenia.
– Historia nocnego Rajdu Świetlików sięga lat 50. ubiegłego wieku – mówi komandor tegorocznej edycji, Jacek Trzoch. – Początkowo organizował go Warszawski Klub Górski im. Walerego Goetla. Nie było wtedy telefonów ani maili. Informacje drukowano w formie regulaminów, rozprowadzano ulotki, działała poczta pantoflowa. Zawiadomienia wysyłano także za pośrednictwem Poczty Polskiej do oddziałów PTTK, klubów turystycznych i drużyn harcerskich. Do udziału zachęcały plakaty umieszczane na drzwiach i w oknach siedziby Oddziału PTTK Warszawa-Śródmieście przy ulicy Świętokrzyskiej.
Na początku lat 90. w koordynację rajdu włączył się Klub Turystyczny „Datajana”, który z czasem – po uzyskaniu stosownej zgody – stał się jego organizatorem. Dziś równolegle odbywa się także Nocny Rajd Świetlików „Replika”, przygotowywany przez kilku członków Warszawskiego Klubu Górskiego.

Komandor Rajdu Świetlików Jacek Trzoch i Dariusz Nazarczyk podsumowują edycję i wręczają nagrody

Tylko Góry Świętokrzyskie
Klub Turystyczny „Datajana” działał przez pewien czas w strukturach Oddziału Stołecznego PTTK im. Aleksandra Janowskiego, a od 2015 roku wszedł w skład nowo powstałego Oddziału Warszawskiego PTTK. Niezmienna pozostała specyfika rajdu: zawsze odbywa się w Górach Świętokrzyskich, a pierwsza noc ma podobne założenia. Druga jest dla uczestników zagadką – jej formuła co roku ulega zmianie.
W latach minionych w rajdzie uczestniczyło znacznie więcej osób – nawet około 600 podczas jednej edycji. Korzystając z nieistniejącego dziś dofinansowania, przyjeżdżali uczniowie szkół i drużyny harcerskie. Kiedyś właściwie wszędzie można było dojechać pociągiem, co także ułatwiało decyzję o wzięciu udziału w rajdzie.
– Początkowo nocowaliśmy głównie w stodołach – wspomina Jacek Trzoch. – Dziś trudno je w świętokrzyskich wioskach znaleźć, a jeśli już są, nie ma w nich siana i nie nadają się do noclegu. Tamte czasy już nie wrócą.
Ze względu na dużą popularność rajdu pierwsza noc obejmowała minimum pięć tras o różnych stopniach trudności i z różnymi miejscami startu. Wszystkie punkty kontrolne były namiotowe, a na niektórych przez całą noc płonęły ogniska.
– Któregoś razu na jednym z punktów w środku lasu obsługa spała w małym, dwuosobowym namiocie, ustawionym przy wąskiej ścieżce, którą przechodziły grupy – wspomina dalej. – Namiot był całkowicie ukryty w ciemności, a gęsty las utrudniał odnalezienie punktu. Grupa, której byłem uczestnikiem, znalazła go tylko dlatego, że jeden z nas potknął się o linkę namiotową. Tamtą edycję udało nam się wygrać.
Jeśli chodzi o nagrody – zawsze były to nagrody indywidualne dla uczestników zwycięskich grup. Wśród nich znajdowały się m.in. śpiwory, polary, karimaty czy kompasy.
Dziś w każdej edycji uczestniczy około 120–150 osób, choć zdarzały się takie, w których brało udział ponad 200. Obecnie korzystamy z gościnności szkół, gdzie organizujemy noclegi. Nagrody pozostały stałym elementem wydarzenia. Nagradzamy także najmłodszego i najstarszego uczestnika. Organizujemy różne konkursy, które pomagają integrować środowisko turystyczne, na przykład literacki.

Rajd, który łączy ludzi
Nocny Rajd Świetlików to nie tylko chodzenie po lesie z kompasem i latarką, nie tylko odnajdywanie ukrytych na trasie punktów. To przede wszystkim dobra zabawa połączona z rywalizacją grup oraz okazja do poznania historii i kultury Gór Świętokrzyskich.
– Podczas tegorocznej edycji mieliśmy uczestników, którzy już kilkanaście razy brali udział w rajdzie. Mamy też małżeństwa, które są naszymi „dziećmi”, bo to właśnie tutaj się poznali – mówi Jacek Trzoch. – Dziś wracają razem ze swoimi dziećmi. Takich par mamy już kilkanaście.
Rajd zbliża ludzi o podobnych zainteresowaniach – kochających góry, nocne wędrowanie, przygodę. Tu każdy znajdzie coś dla siebie, tu spełniają się marzenia i rodzą się nowe.
Kolejna edycja Nocnego Rajdu Świetlików odbędzie się jesienią 2026 roku. Termin zostanie podany wiosną, aby każdy mógł zarezerwować trzy dni na przygodę w Górach Świętokrzyskich. Inne będą trasy, zagadki i punkty kontrolne – jedno jednak z pewnością się nie zmieni: szalone błądzenie w gronie miłośników nocy, deszczu i błota.

Uczestnicy jubileuszowego Rajdu Świetlików

Sonda na zakończenie Nocnego Rajdu Świetlików

Na mecie zapytaliśmy uczestników o ich wrażenia. Odpowiadali szczerze i z humorem.  

Co motywowało Cię do wzięcia udziału w rajdzie?
Paweł: Biorę udział już od kilkunastu lat. To bez wątpienia niezapomniana przygoda, ale także możliwość zmierzenia się z własnymi słabościami – bólem nóg, brakiem snu itp. To również znakomita odskocznia od codziennej styczności z cywilizacją. Miło jest dopuścić do głosu atawistyczną żądzę obcowania z naturą.
Justyna: Za każdym razem to przygoda – każdy rajd jest inny. No i spotkania z fajnymi ludźmi.
Kamil: Chęć spędzenia czasu ze znajomymi, męska przygoda, sprawdzenie siebie – stanu umysłu, wytrzymałości, kondycji – oraz powrót do biegu na orientację. 

Z kim byłeś w grupie? Ze znajomymi z pracy, z rodziną itp.?
Agnieszka z grupy Forma Nadświetlna: Z córką, jej chłopakiem i moją koleżanką. Na wcześniejsze rajdy organizowałam grupę sama – córka miała wtedy 15 lat. W tym roku to ona zapytała mnie, czy nie chcę iść. Mieliśmy grupę międzypokoleniową: dwie młode osoby i dwie starsze – ja (55 lat) i najstarsza uczestniczka (63 lata). 

Skąd wzięła się nazwa Twojej grupy?
Agnieszka z grupy Forma Nadświetlna: W tym roku organizatorką naszej grupy była moja córka Paulina. Wspólnie wybieraliśmy nową nazwę spośród propozycji uczestników – tę najbardziej do nas pasującą: Forma Nadświetlna. Biorąc pod uwagę, że niezłomnie szliśmy przez 17 godzin (start o 20.30, przyjście o 13.30), nazwa w 100% odzwierciedliła naszą formę 🙂
Sławek: „Hospital” to nazwa wytwórni drum and bass „Hospital Records”, która zrzesza wykonawców tej muzyki. Kiedyś ta muzyka połączyła mnie i mojego przyjaciela.
Paweł: To historia sprzed paru lat, gdy nasza grupa rozrosła się tak bardzo, że nie mogliśmy już iść w rajdzie razem. Stworzyliśmy nowy team i stąd prosta droga do nazwy „TIM”. Do tego wymyśliliśmy naprędce rozwinięcie skrótu: Towarzystwo Intensywnego Marszu.

Co było dla Ciebie trudne i dlaczego?
Paweł: Z reguły jeszcze przed startem pierwszej nocy zadaję sobie pytanie: „Czemu nie siedzę teraz w domu, w cieple i komforcie?”. I to jest najtrudniejszy etap. Gdy zdam sobie sprawę, że czekałem na ten wypad co najmniej parę miesięcy, od razu wszystko mija.
Karolina: Cała trasa była trudna i wymagająca, jednak największym wyzwaniem było nasze zgubienie się po pierwszym punkcie kontrolnym i ponowne wejście na „szlak”. Może nie powinnam tego mówić, ale to była trasa raczej dla dorosłych, choć do pewnego momentu dzieciaki bawiły się świetnie.

Co motywowało Cię do tego, aby iść dalej i próbować zwyciężyć?
Kamil: Wiara w siebie, w swoje umiejętności oraz chęć, by nie zawieść kolegów z zespołu.
Robert: Chęć ukończenia rajdu. No i nie mogłem poddać się jako pierwszy, idąc w grupie 🙂

Co mogłoby zachęcić nowych uczestników do udziału?
Ireneusz: Najważniejsze są chyba emocje. Jesteś gdzieś tam w nocy, w lesie, i musisz sobie radzić. Co prawda organizator nie zostawi cię na pastwę losu, ale przecież nie zadzwonisz z informacją, że się zgubiłeś. A ta satysfakcja, kiedy uda się rozwikłać wszystkie knucia organizatorów – bezcenna.
Artur: Rajd Świetlików to coś więcej niż wspólna wędrówka – to blask latarek migoczących wśród drzew i ciepło ludzkiej obecności pośród ciemności. To czas, kiedy możemy porozmawiać, pośmiać się i odpocząć od codziennego zgiełku. To na pewno najjaśniejszy rajd w Polsce!
Witold: Rajd Świetlików ma w sobie coś wyjątkowego – specyficzną magię, którą trudno opisać słowami. Kiedy raz się wystartuje, chce się wracać co roku. Dla mnie to nie tylko wędrówka po nocnych szlakach, ale też oderwanie się od codzienności, chwila ciszy i skupienia, a jednocześnie dużo dobrej energii. Przed każdą edycją nie zastanawiam się, czy pójdę, tylko czy uda mi się wszystko tak zgrać, by móc wziąć udział. Bo ten moment, gdy w październikowy wieczór zakładasz czołówkę, słyszysz pierwsze odliczanie i ruszasz w ciemność – to jest coś, czego nie da się zapomnieć.

Czy organizatorzy powinni coś zmienić w organizacji wydarzenia lub przebiegu tras?
Piotr z grupy Dzikie Węże: Od tylu lat wygląda to bardzo podobnie. Mam wrażenie, że niektóre zakątki Świętokrzyskiego znam już na pamięć – po tylu edycjach. Ale chyba właśnie to jest fajne, że wiem, czego się spodziewać. Wszystko stało się tradycją – nawet spanie w szkole na podłodze jest nieodzownym elementem.
Ireneusz z grupy Czarne Jagódki: Organizacja jest OK. Ciemno było. Pogodę też mogliby zamówić lepszą. Ale odmierzanie odległości krokami w deszczu i błocie też ma swój urok.

Tekst i zdjęcia Joanna Malinowska
Prezes Koła Terenowego 777 Oddziału Warszawskiego PTTK, wspierająca działalność Galerii Pamiątek Turystycznych. Miłośniczka zwiedzania oraz pieszych wędrówek, zwłaszcza górskich, w wymagających warunkach atmosferycznych.