Jak Feniks z popiołów – dzieje Teatru Wielkiego

Gmach Teatru Wielkiego – Opery Narodowej według projektu Antonia Corazziego to jeden z najważniejszych symboli architektonicznych stolicy fot. Krzysztof Bieliński TW-ON

Rok 2025 przynosi dwa wyjątkowe jubileusze Teatru Wielkiego: 200-lecie położenia kamienia węgielnego i 60-lecie zakończenia powojennej odbudowy. To doskonała okazja, aby przypo­mnieć historię jednego z najbardziej tajemniczych budynków w Warszawie. Choć dziś powszechnie kojarzony jest z operą, już w XIX wieku w Teatrze Wielkim powstał podział na trzy zespoły: drama­tyczny, baletowy i operowy. Obecnie Teatr Wielki – Opera Narodowa przyciąga artystów i widzów z całego świata.

Do Polski opera trafiła trzydzieści lat po jej naro­dzinach we Florencji, kiedy to w 1628 roku Władysław IV Waza zaprosił do Warszawy pierw­szą trupę operową. W końcu XVII wieku sztukę operową wznowił król Jan III Sobieski, popierali ją potem i kolejni władcy. Prawdziwy rozkwit opery i baletu w Polsce przypadł jednak na okres pano­wania Stanisława Augusta. Od 1774 roku przedsta­wienia odbywały się w Pałacu Radziwiłłowskim (obecnym Pałacu Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu). To tu, rzec by można, 11 lipca 1778 roku narodziła się polska Opera Narodowa, bowiem miała miejsce premiera – w wykonaniu polskich aktorów – komedii Franciszka Bohomolca Nędza uszczęśliwiona w reżyserii Macieja Kamień­skiego z librettem Wojciecha Bogusławskiego.
W kolejnych latach, od 1779 do 1833 roku, przedsta­wienia grane były przy Placu Krasińskich w nowym budynku teatralnym, zwanym Teatrem Narodowym. Na tej scenie, w 1785 roku, rozpoczął działalność polski zespół Tancerzy Jego Królew­skiej Mości, a balet warszawski wkrótce osiągnął europejską renomę.

Nowy gmach dla narodowej sceny
W 1825 roku zapadła decyzja o budowie nowego teatru w miejscu dawnego Marywilu (Marie Ville – obszaru, który swoją nazwę zawdzięczał królo­wej Marii Kazimierze de la Grange d'Arquien, zna­nej również jako Marysieńka). Było to miejsce z dobrymi warunkami do handlu i usług, z maga­zynami, mieszkaniami oraz gościńcami dla tłum­nie odwiedzających miasto kupców. Przedsięwzię­cie nie należało do łatwych, ponieważ teren zajmował powierzchnię porównywalną do tej, jaką zajmuje Bazylika św. Piotra w Rzymie.
Nowy gmach wzniesiony został w latach 1825–1833. Projekt powierzono Antonio Corazziemu z Livorno – włoskiemu architektowi sprowadzo­nemu przez Stanisława Staszica, który jako 27-letni młodzieniec, wychowany w teatrze prowadzo­nym i zarządzanym przez ojca, był najlepszym kandydatem, by stworzyć tak wzniosłe dzieło. Pozostawiony Dom pod Kolumnami, jako lewe skrzydło, został włączony do planów architekto­nicznych, zachowując spójną zabudowę. W swoim projekcie Corazzi zawarł wszystkie potrzebne ele­menty, nie zapominając o klatkach schodowych, podjazdach dla karoc, miejscach wygodnych komunikacyjnie zarówno dla monarchy, jak i dla widowni, przejazdach technicznych, ogrzewaniu gazowym oraz stajniach dla koni biorących udział w spektaklach. Perfekcyjny projekt był kilkukrot­nie przebudowywany i stał się siedzibą działają­cych wcześniej w Warszawie zespołów narodowej opery, baletu i dramatu.

Pod zaborami, powojenne gruzowisko
Okres zaborów spowodował, że władze carskie nie zgodziły się, by nosił on nazwę Teatru Narodo­wego, i dlatego nazwę zmieniono na Teatr Wielki. Mało brakowało, a car zaadaptowałby stojący już w surowym stanie budynek na potrzeby cerkwi. Na szczęście architekt wyznaczony do sporządze­nia kosztorysu adaptacji stwierdził, że inwestycja byłaby zbyt kosztowna. Dzięki temu, choć sytuacja w kraju była trudna, można było dokończyć tak wyczekiwany gmach teatru. Działalność zainau­gurowano 24 lutego 1833 roku operą Cyrulik Sewil­ski Gioachimo Rossiniego.
Aż do czasów II wojny światowej gmach był kilkakrotnie przebudowywany. Ostatnia próba unowocześnienia budynku miała miejsce w 1938 roku. Prof. Lech Niemojewski, wybitny architekt Politechniki Warszawskiej, zamiast realizować zaplanowane prace, późną jesienią 1939 roku zajął się zabezpieczaniem tego, co zostało zniszczone przez niemieckie bombowce.

Po wojnie z Teatru Narodowego pozostało olbrzy­mie gruzowisko. Przetrwała jedynie oryginalna, klasycystyczna fasada gmachu. Bezpowrotnie utracono tysiące rękopisów, nut, utworów, afiszy, dokumentów i akt osobowych. Zniknęły stroje i dekoracje. Zniknął teatr, ale duch teatru nie zginął. Już w styczniu 1950 roku, decyzją ministra kultury i sztuki, powołano przedsiębiorstwo państwowe „Teatr Wielki Opery i Baletu w budowie”. Dyrek­torem został Arnold Szyfman – reżyser i dyrektor teatrów. Był też jednym z założycieli oraz w 1937 roku pierwszym dyrektorem Polskiego Baletu Reprezentacyjnego. Nadzorował przebieg kon­kursu na odbudowę Teatru Wielkiego. Ze względu na swoją wytrwałość i próby wcielania w życie dokonań uznawanych wówczas za niemożliwe, nazywano go Arnoldem Szalonym lub Arnoldem Wytrwałym. Architektem został Bogdan Pniewski – wybitny twórca monumentalnych budowli uży­teczności publicznej, który wygrał dziewiętnaście prestiżowych konkursów architektonicznych. Jed­nym z nich była właśnie odbudowa gmachu Teatru Wielkiego. Niestety, Pniewski zmarł kilka miesięcy przed jego uroczystym otwarciem w 1965 roku.

Teatr Wielki w Warszawie w trakcie odbudowy po zniszczeniach II wojny światowej fot. archiwum TW-ON

Pięciodniowe uroczystości otwarcia
Właściwa odbudowa, według projektu Bogdana Pniewskiego, rozpoczęła się w 1955 roku. Było to największe wyzwanie architektoniczne tamtych lat, trwające aż dekadę, a data otwarcia była prze­kładana trzynaście razy. Prace te stały się możliwe dzięki zachowanym fotografiom projektów Cora­zziego, wykonanym przed 1939 rokiem przez prof. Jana Biegańskiego. Oryginały niestety spłonęły podczas Powstania Warszawskiego.
Wielkie otwarcie odbudowanego gmachu miało miejsce 19 listopada 1965 roku i zapoczątkowało pięciodniowe uroczystości. 19 listopada odbyło się oficjalne otwarcie Teatru Wielkiego, a dzień później – 20 listopada – zaprezentowano pierwszą premierę: Straszny dwór Stanisława Moniuszki. W ciągu pięciu dni publicz­ność obejrzała cztery premiery dzieł pol­skich kompozytorów: Strasznego dworu i Halki Moniuszki, Króla Rogera Karola Szymanowskiego oraz baletu Pan Twar­dowski Ludomira Różyckiego.
W „Przekroju” z 22 listopada 1965 roku tak opisano to wydarzenie: W lożach pierwszego piętra zasiedli przedstawi­ciele partii i rządu, blisko 2000 miejsc widowni zgromadziło przedstawicieli świata artystycznego całego kraju, liczne delegacje gości zagranicznych. 20 listopada o godzinie 19.05 zabrzmiał hymn państwowy w Sali Teatru Wiel­kiego, a potem – rozpoczął się oficjalny, uroczysty spektakl na nowej scenie. (…) Tym, którzy przybyli na otwarcie – sala bardzo się podobała; jest jasna, imponu­jąca a równocześnie – mimo blisko 2000 miejsc, nie przytłacza ogromem, lecz wytwarza jakąś ciepłą, kameralną atmosferę.

I znów odbudowa
Dwa lata później, 25 listopada 1967 roku, odbyła się premiera Dziadów w reżyserii Kazimierza Dej­mka, z Gustawem Holoubkiem w roli głównej. Zdjęcie przedstawienia z afisza przez władze PRL stało się impulsem dla studentów do wydarzeń Marca 1968 roku.
Kolejne wydarzenia, które przyczyniły się do zniszczeń już działającego Teatru, miały miejsce w roku 1985, kiedy to pożar zniszczył scenę. Na szczęście gmach i konstrukcja budowli nie zostały naruszone. Przez pięć lat remont pozostawał jedy­nie w sferze marzeń, a z powodu załamania gospo­darczego kraju – także wyłącznie w planach.
W 1990 roku podjęto realne kroki zmierzające do odbudowy zniszczonej części. Trzy lata później, gdy ministrem kultury został Kazimierz Dejmek temat odbudowy nabrał rozpędu. Działalność Teatru na odbudowanej scenie 19 listopada 1996 roku otworzyło przedstawienie Noc listopadowa Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Jerzego Grzegorzewskiego.

Sekrety ukryte za kulisami
Jak każde miejsce z tak długą historią, Teatr Wielki ma również swoje legendy. Jedna z nich opowiada o „zaginionej scenie”. Krążą pogłoski, że podczas remontów w latach 60. XX wieku odkryto ślady starszej, ukrytej sceny, która miała być częścią wcześniejszych wersji teatru. Niektórzy twier­dzą, że wykorzystywano ją do nieoficjalnych, taj­nych przedstawień, z których żadna dokumenta­cja nie zachowała się do dziś. Do tej pory nie ujawniono, co dokładnie się tam działo, a część tych korytarzy pozostaje zamknięta i niedo­stępna dla publiczności.
Mając na uwadze tajemne przejścia i podziemne zakamarki, można by tu tworzyć kolejne legendy. Mówi się, że w latach 50. XX wieku dochodziło tu do niecodziennych incydentów znikania osób związanych z teatrem, w tym także pracowników technicznych. Podobno przepadali bez śladu pod­czas nocnych prób w okolicach zaplecza sceny, a ciał nigdy nie odnaleziono. Czy istniały tajne przejścia? Któż to wie... Teatr Wielki pozostaje pełen wciąż niewyjaśnionych sekretów.

Monumentalne wnętrze Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie fot. Krzysztof Bieliński TW-ON

Tekst Sylwia Strojnowska
Licencjonowana przewodniczka po Warszawie, pilot wycieczek, varsavianistka i koneser sztuki. Zafascynowana Teatrem Wielkim – Operą Narodową, z którym łączy ją osobiste doświadczenie: śpiewała w chórze i poznała kulisy sceny.