Recent Posts by Dominika Szymborska

Czterodniowa tatrzańska wyrypa, na której wszystko było na opak

  • 20211015_053748(1)
  • 20211015_080728(1)
  • 20211015_080728
  • 20211015_081211
  • 20211015_081216
  • 20211015_084441(1)
  • 20211015_101432
  • 20211016_105517
  • 20211016_115916
  • 20211016_155119
  • 20211016_155402(1)
  • 20211016_155402
  • 20211016_155702(1)
  • 20211016_155702
  • AIREVITAL_V1
  • 20211017_123942
  • 20211017_130111
  • IMG-20211018-WA0003
  • IMG-20211018-WA0005
  • IMG-20211018-WA0021
  • IMG-20211018-WA0022
  • IMG-20211018-WA0023
  • IMG-20211018-WA0030
  • IMG-20211018-WA0053
  • IMG-20211018-WA0064
  • IMG-20211018-WA0066
  • IMG-20211018-WA0075
  • IMG-20211018-WA0076
  • IMG-20211018-WA0082

 

 

 

Plan: Grań Tatr Zachodnich 42 km, suma podejść od Wyżniej Huciańskiej Przełęczy 9150 m…

 

Nie każdą wyprawę planujemy. Czasem po prostu jedziemy w góry i idziemy, gdzie nogi poniosą.  Jednak w okresie jesienno-zimowym nie ma miejsca na wielką spontaniczność. Ważne jest bezpieczeństwo, zaplanowanie trasy tak, aby nie zaskoczyła noc, wystarczyło jedzenia i picia oraz dodatkowej ciepłej warstwy odzieży na wypadek załamania się pogody lub przymusowego noclegu w górach.

Planowaliśmy wyjechać w środę po pracy, przenocować gdzieś w Zakopanem. O piątej rano w czwartek byliśmy już umówieni z naszym zaprzyjaźnionym kierowcą na przewiezienie nas do Huty – słowackiej miejscowości położonej 50 km od Zakopanego, gdzie rozpoczynał się nasz szlak. Pierwszą noc mieliśmy spędzić w okolicy Banówki. Kolejnego dnia zamierzaliśmy pokonać słowacką Orlą Perć, czyli Hrubą Kopę, Trzy Kopy i Rohacze. Na trzeci dzień planowaliśmy przejść Wołowiec, Łopatę, Kończysty Wierch, Starorobociański Wierch, Błyszcz, Bystrą do Czerwonych Wierchów, natomiast w niedzielę przez Kopę Kondracką, Goryczkowe Czuby, Kasprowy Wierch dojść do Przełęczy Liliowe, która kończy Grań Tatr Zachodnich (GTZ).

To tyle z planów. Rzeczywistość okazała się zgoła odmienna…

Pakowanie zakończyliśmy w środę późnym wieczorem. Postanowiliśmy noc przespać w domu i wyjechać o czwartej rano. Ostatecznie wyruszyliśmy dopiero o ósmej. Do Zakopanego dojechaliśmy przed czternastą, więc było za późno, aby ruszać w góry. Wynajęliśmy nocleg w Zakopanem i… poszliśmy na Krupówki. Tak zakończył się pierwszy dzień naszej wyprawy. Kolejnego dnia, w piątek o piątej rano wreszcie stanęliśmy na początku szlaku prowadzącego na Grań Tatr Zachodnich. Noc z wolna ustępowała światłu dnia. Powyżej górnej granicy lasu naszym oczom ukazały się tak odmienne od wszechobecnego w Tatrach granitu, wapienne Skały Rzędowe. Mają one charakter dolomitowego miasteczka skalnego. Tworzą labirynt skał, iglic i turniczek. Ich jasny kolor pięknie kontrastuje z gęsto porastającą ten obszar soczyście zieloną kosówką i błękitem nieba. Pogoda była dla nas łaskawa. Prognozy wskazywały na całkowite zachmurzenie. Tymczasem, kiedy wyszliśmy powyżej 1500 m n.p.m., znaleźliśmy się ponad chmurami. I tak zostało do końca naszej wyprawy.

Pomimo pięknej pogody warunki były bardzo trudne. Im wyżej, tym więcej było śniegu. Na zachodnich wystawach zaczęły pojawiać się oblodzenia. Po południu chmury przelewające się przez wierzchołki gór zasnuły całe niebo i zaczął wiać silny wiatr. Temperatura odczuwalna spadła znacznie poniżej zera. Powoli ogarniało nas zmęczenie. Mieliśmy za sobą ponad dziesięć godzin marszu po górach z ciężkimi, 20-kilogramowymi plecakami. Silny, porywisty i wychładzający wiatr skutecznie utrudniał trekking. Około piątej po południu byliśmy już wyczerpani. Nie mieliśmy siły iść dalej. Znaleźliśmy w miarę zaciszne i bezpieczne miejsce na przełęczy. Marcin rozstawiał namiot, ja w tym czasie gotowałam wodę do zalania liofili. Najważniejsze w takiej sytuacji jest, aby jak najszybciej się rozgrzać, zjeść coś gorącego i wskoczyć do śpiworów. Mój towarzysz przed wyjazdem namawiał mnie, abym wzięła długie zimowe buty. Ja jednak uparłam się, żeby iść w lekkich przed kostkę, ze stuptutami. To był poważny błąd. Buty nie miały goreteksu, a śnieg był mokry. Przemokły na wylot. Wiedziałam, że nie ma szans, aby wyschły do rana. Jednak z zaistniałym faktem można było sobie poradzić, wystarczyło założyć suche skarpetki, wsunąć stopy w torebki foliowe, na to kolejna para skarpetek, nawet mokra, i stopy były zabezpieczone. Pojawił się jednak kolejny problem. Całą noc bardzo wiało. Sypał śnieg z deszczem. Wiedzieliśmy, że oznacza to duże oblodzenie szczególnie na skalnych, eksponowanych odcinkach. Do tego rano okazało się, że widoczność nie przekracza kilku metrów. Byliśmy na grani, powyżej 2000 m n.p.m., w miejscu, z którego dojście do jakiejkolwiek cywilizacji zajęłoby nam wiele godzin, pod warunkiem, że nie pogubilibyśmy się w tej mgle. Mieliśmy zapas jedzenia, ciepłe ubrania i puchowe śpiwory, o wodę nie musieliśmy się martwić. Wokół było dużo śniegu, który mogliśmy topić. Podjęliśmy decyzję, że przeczekamy, aż widoczność się poprawi. Rozpaliłam gaz, aby zagotować wodę na śniadanie i… okazało się, że…się kończy. Mieliśmy na ten wyjazd kupić nowy. Ostatecznie zabraliśmy już używany. Większość naszych zapasów żywnościowych to były liofilizaty, do których potrzebowaliśmy gorącej wody. Bez gazu nie mogliśmy tu zostać. Zdecydowaliśmy ruszyć dalej, powoli, ostrożnie i pierwszym możliwym szlakiem zejść w doliny. W tych warunkach do najbliższego zejścia mieliśmy jakieś cztery, pięć godzin marszu. Nie było wyjścia. Zaczęliśmy składać obozowisko i wtedy... chmury zaczęły się rozwiewać, schodzić w dół, by ostatecznie grubą białą pierzyną pokryć doliny. My pozostaliśmy ponad nimi. Nad nami pojawiło się błękitne niebo. Świeciło słońce. Staliśmy oniemiali tą zachwycającą, niezwykle piękną scenerią. Dla takich chwil warto żyć!

Trzeba było ruszać dalej, aby jak najszybciej dojść do wspomnianej przełęczy. Nie wiedzieliśmy, jak długo pogoda się utrzyma. Słońce dodawało energii i otuchy. Weszliśmy na Salatyn, następnie przez Spaloną Kopę i Pachoł doszliśmy do Banikowej Przełęczy, z której szlak prowadził do Doliny Rohackiej.  Pogoda wciąż była idealna, a widoki niezwykłe. Kusiło nas, aby pójść dalej granią. Rozsądek jednak tym razem zwyciężył. Zeszliśmy pięknym szlakiem prowadzącym przez Stawy Rohackie. Późnym popołudniem doszliśmy do schroniska. Tu ogrzaliśmy się, najedliśmy i zaczęliśmy planować kolejny, ostatni dzień naszej wyprawy. Rozważaliśmy zejście do Zuberca i powrót do Zakopanego busem. Byliśmy zmęczeni. Ciężkie plecaki, nieprzespana noc i trudne warunki dnia wczorajszego dawały o sobie znać. Zwyciężyła jednak chęć spędzenia jeszcze jednego dnia w górach,  zwłaszcza że zapowiadał się kolejny piękny dzień. Mieliśmy nadzieję przenocować w schronisku. Niestety, choć były wolne miejsca, z powodu ograniczeń covidowych nie zostaliśmy przyjęci na noc. Trochę przerażała nas wizja kolejnej nocy na zewnątrz. W nocy temperatura spadała znacznie poniżej zera, a ponieważ byliśmy w dolinie, istniało prawdopodobieństwo wizyty niedźwiedzia, który o tej porze roku dużo żeruje, gromadząc zapasy tłuszczu przed zimą. Personel schroniska nie dał się przekonać do udostępnienia nam choćby kawałka podłogi do spania. Wyszliśmy zatem szukać miejsca na nocleg. Dolina spowita była absolutną ciemnością. Wyobraźnia nie przestawała podsuwać nam obrazów obwąchującego nas w czasie snu niedźwiedzia. Nagle ujrzeliśmy drewnianą szopę. Nie posiadaliśmy się z radości, kiedy okazało się, że drzwi były otwarte. Weszliśmy. Była pusta. Rozłożyliśmy śpiwory i otuleni ciepłym puchem, błyskawicznie zasnęliśmy. Wczesnym rankiem ruszyliśmy w dalszą drogę. Szlak zaprowadził nas na Rakoń. Dalej poszliśmy w kierunku Grzesia, bardzo urokliwą, łagodną, porośniętą kosodrzewiną granią z przepiękną panoramą na Tatry polskie i słowackie. Zeszliśmy do Doliny Chochołowskiej, a następnie busem pojechaliśmy do Zakopanego, gdzie czekał nasz samochód. Do Warszawy dojechaliśmy już po północy.

Mieliśmy dużo szczęścia. Pomimo sporego doświadczenia i wielu lat spędzonych
w górach popełniliśmy kilka kardynalnych błędów, które mogły kosztować nas zdrowie,
a nawet życie. Z górami nie ma żartów, a rutyna czasem gubi. Wyciągnęliśmy dużo wniosków z tej wyprawy. To kolejna lekcja pokory, którą dały nam góry. Niech nasza przygoda będzie dla Was przestrogą. Góry są niezwykle piękne, potrafią zachwycić, zapierając dech. Dają dystans do życia, spraw codziennych, problemów, które zostawiamy w dolinach. Jednak zawsze pamiętajmy przede wszystkim o bezpieczeństwie, o dokładnym zaplanowaniu każdego szczegółu, a w razie potrzeby – o zmianie planów wycieczki lub nawet zawróceniu tuż spod szczytu. Nasze zdrowie i życie są najważniejsze, a góry poczekają…

Przeszliśmy 35 km Granią Tatr Zachodnich. Przewyższenia wyniosły łącznie 5632 m. Nie udało się nam zrealizować całego planu, ale zdołaliśmy wrócić wrócić bezpiecznie do domu. Na ten szlak jeszcze wrócimy. Będziemy próbować pokonać go do skutku.

Autor: Gosia Ziontecka

Zdjęcia: Gosia Ziontecka

Baza Ewidency jna Szlaków Turystycznych, czyli BEST

  • 6. art_foto1_MLP_wejsciowa — kopia
  • 5. art_foto2_PK_POI — kopia (2)
  • 4. art_foto3_BEST(1) — kopia
  • 3. art_foto4_apka_mapa — kopia
  • 2. art_foto5_apka_szlak — kopia
  • 1. art_foto6_apka_glowna_GbG(1)

 

 

 

Powstaje nowoczesny system informatyczny, który będzie pierwszym w historii PTTK ogólnopolskim uniwersalnym narzędziem zarządzania szlakami, dostępnym dla wszystkich zarządców szlaków. Dostarczając w postaci cyfrowej aktualne i pełne dane o szlakach baza zwiększy także bezpieczeństwo i komfort wędrówek, odpowiadając na oczekiwania współczesnego turysty.

Centralny Ośrodek Turystyki Górskiej Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego ponad dziesięć lat temu otworzył nowy, cyfrowy rozdział w dziejach polskich szlaków turystycznych, których historia rozpoczęła się jeszcze przed I wojną światową.

COTG PTTK współpracuje z oddziałami PTTK, które sprawują nadzór nad siecią górskich i nizinnych szlaków turystycznych, starając się pozyskiwać środki finansowe na te działania oraz wspierając oddziały w promocji sieci szlaków, głównie ponadregionalnych, oraz tworzeniu zasad ich ewidencji. Znaczącym segmentem tych działań są wysiłki zmierzające do uregulowania zasad funkcjonowania sieci szlaków turystycznych w przestrzeni prawnej. 

Sieć znakowanych szlaków turystycznych PTTK i innych gestorów w Polsce liczy około 90 tys. km,
w tym około 11 tys. km szlaków górskich. Jest to więc bardzo rozległa sieć, a sposób gromadzenia danych o szlakach i infrastrukturze szlakowej, ich utrzymanie i archiwizacja nie zmieniły się znacząco przez prawie sto lat – wszystkie informacje były rejestrowane w formie papierowej, dane były rozproszone i nieustandaryzowane, brakowało również jakiejkolwiek współczesnej, cyfrowej formy zarówno zarządzania szlakami, jak i ich udostępniania turystom.

 

Rozpoczęcie digitalizacji szlaków

W 2008 roku COTG PTTK, dostrzegając potrzebę i okazję do rozpoczęcia modernizacji, uwspółcześnienia systemu udostępniania i zarządzania szlakami, pozyskał środki z Unii Europejskiej
w ramach projektu Szlaki turystyczne w Małopolsce - integracja różnorodnych szlaków i innych atrakcji turystycznych w spójny kompleksowy produkt regionalny o wartości 713 927,84 zł
i przeprowadził w Małopolsce pierwszą cyfrową inwentaryzację szlaków. Za pomocą coraz powszechniejszych odbiorników GPS zdigitalizowano sieć szlaków o długości ponad 6 tys. km. Czynność ta, polegająca na przebyciu szlaku i zarejestrowaniu jego przebiegu za pomocą odbiornika GPS, była i jest pierwszym krokiem w procesie tworzenia cyfrowych narzędzi dla turystów i znakarzy. Z kolei program Rozwój produktu regionalnego turystyki aktywnej „Szlaki Mazowsza” – dzięki rozbudowie i promocji zintegrowanej sieci całorocznych szlaków turystycznych o wartości 491 429,18 zł, zrealizowany w latach 2014–2015 na Mazowszu, umożliwił zdigitalizowanie w zasobach COTG 6200 km szlaków. W obu tych programach głównym zadaniem było stworzenie platformy szlakowej promującej szlaki turystyczne regionów wraz z aplikacją na urządzenia mobilne wspierającą turystę w terenie. 

Podobny projekt „Góry bez granic – integracja sieci szlaków w transgraniczny produkt turystyczny”, zakończony 31 sierpnia 2021 roku, a zrealizowany ze środków programu UE Interreg PL-SK na pograniczu polsko-słowackim, wzbogacił platformę szlakową o nowe funkcje i podkłady mapowe, a także umożliwił dostosowanie bazy szlaków do potrzeb międzynarodowego projektu.

 

Powstanie geoportalu i portalu krajoznawczego

Na bazie pozyskanych danych, wykorzystując środki unijne, COTG rozpoczął w 2012 roku budowę cyfrowej platformy szlakowej. Przy współudziale doktora Mateusza Trolla z Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu Jagiellońskiego, fimy GIS-Online oraz przy użyciu technologii GIS powstał pierwszy szlakowy geoportal, a także zintegrowany z nim portal krajoznawczy, pod nazwą Szlaki Małopolski. Zadaniem geoportalu było udostępnianie turystom w Internecie, w sposób interaktywny, sieci szlaków turystycznych oraz powiązanych z nimi atrakcji turystyczno-krajoznawczych. W geoportalu wykorzystano uprzednio pozyskane wcześniej ślady GPS szlaków, których linie przebiegu poddano bardzo dokładnej korekcie. Odbiornik GPS rejestruje pokonywaną trasę z dokładnością od kilkudziesięciu do kilku metrów, w zależności od ukształtowania terenu, a ściślej, od tego, ile satelitów systemu GPS w danym momencie odbiornik „widzi” nad horyzontem. Przy użyciu narzędzi informatycznych GIS, dokładnych map oraz numerycznego modelu odwzorowania terenu, w trakcie korekty osiągnięto dokładność śladu rzędu dwóch metrów. Jest to kluczowe dla dokładnego odwzorowania przebiegu szlaku w terenie, a więc prawidłowego odczytu śladu przez GPS użytkownika. W taki sam sposób korekcji poddawane  są wszystkie digitalizowane szlaki.

 

Pierwsza aplikacja mobilna

W 2014 roku COTG, dzięki wykorzystaniu funduszy europejskich, rozpoczął digitalizację szlaków województwa mazowieckiego, a także stworzył już pełną platformę szlakową Szlaki Mazowsza, opartą na sprawdzonym wzorze z Małopolski, wzbogaconą o bardzo istotny nowy komponent. Dzięki rozwojowi  smartfonów, z których większość była już wyposażona w odbiornik GPS, większą moc obliczeniową oraz ekran pozwalający korzystać z cyfrowej mapy, można było wprowadzić nową jakość w turystyce – aplikację mobilną. Stanowiła ona istotne uzupełnienie platformy szlakowej, dając turystom możliwość skorzystania w terenie z wszystkich zawartych na niej informacji, do tej pory dostępnych tylko w komputerze. Ze względu na znaczenie dla bezpieczeństwa turystów aplikacja mobilna jest kluczowym elementem platformy szlakowej. Przy jej pomocy turysta zawsze zdoła odszukać szlak, nawet w nocy lub przy bardzo ograniczonej widoczności. W aplikacji także znajdzie pełne informacje o wszystkich szlakach i atrakcjach krajoznawczych regionu, może skorzystać z różnorodnych map, odczytać wysokość n.p.m. lub azymut dla dowolnego punktu, a także nawigować lub zmierzyć odległość do niego. Aplikacja także posiada, ważną dla systemu szlakowego, opcję zgłaszania przez turystów nieprawidłowego lub niezgodnego z mapą (w aplikacji) oznakowania szlaku – chętnie wykorzystywaną przez użytkowników. Aplikacja jest dostępna na obydwa najpopularniejsze systemy operacyjne smartfonów – Android i iOS. Jest systematycznie rozwijana i doskonalona, również z uwzględnieniem uwag i życzeń używających jej turystów. Dodano m.in. możliwości pobrania map do użytku offline, nagrywania własnej trasy, zapisywania jej i udostępniania, można także wykorzystać aplikację do podążania wgranym do niej śladem w formacie .gpx lub trasą uprzednio zaplanowaną na mapie www - w komputerowej części platformy szlakowej.

 

Nowoczesna strona mapowa

2017 rok przyniósł kolejną modyfikację platformy szlakowej – geoportal został zastąpiony nowoczesną, szybką, łatwą i przyjemną w obsłudze stroną mapową. Pozwala ona na bardzo wygodne przeglądanie unikatowego zestawu map (OSM, Compass, ortofoto, topograficzna), planowanie trasy po szlakach, z możliwością eksportu do aplikacji, wczytanie własnego śladu .gpx, a także wygodną wizualizację i lokalizację większości atrakcji krajoznawczych regionu. Niedługo strona mapowa uzyska nową, długo oczekiwaną funkcjonalność – rysowanie i eksport dowolnie narysowanej trasy, zostaną również dodane nowe rodzaje map.

 

Nowoczesne narzędzie cyfrowe do zarządzania szlakami

Dotychczasowy system ewidencji szlaków PTTK oraz infrastruktury szlakowej polega na rejestracji na papierowych kartach, wg ustalonego przez PTTK wzorca, historii prac na szlakach oraz ewidencji zamontowanych na nich urządzeń. Każdy administrujący szlakami oddział PTTK powinien prowadzić taką kartotekę, karty archiwizować, a dane statystyczne przekazywać do Zarządu Głównego PTTK. Metoda ta sprawdzała się przez dziesiątki lat, jednak tradycja to jedno, a postęp drugie. W dobie powszechnej dostępności do Internetu oraz programów komputerowych, dających znacznie większe możliwości dokumentacji, organizacji i udostępniania danych o szlakach, wykorzystanie nowoczesnych narzędzi cyfrowych  jest zarówno naturalnym krokiem w rozwoju, jak i koniecznością, chcąc kontynuować szlakowe tradycje PTTK, jednocześnie sprostać oczekiwaniom współczesnego turysty. Wraz z kolejnymi krokami cyfrowej ewolucji szlaków COTG PTTK zyskało wystarczająco dużo danych cyfrowych oraz kompetencje w posługiwaniu się nimi, aby móc wykorzystać te zasoby do utworzenia nowoczesnego narzędzia do zarządzania danymi o szlakach. System ten otrzymał nazwę Baza Ewidencyjna Szlaków Turystycznych, w skrócie BEST, i jest pierwszym w historii PTTK ogólnopolskim, uniwersalnym narzędziem informatycznym do zarządzania szlakami, dostępnym dla każdego gestora szlaku. Jednocześnie system ten pozwala na integrację danych o szlakach, ich archiwizację, ułatwia przepływ danych między jednostkami terenowymi i koordynującymi, a także pozwala na udostępnianie turystom możliwie najbardziej aktualnych informacji o szlakach. 

Główne cele BEST to :utworzenie centralnego, spójnego, nowoczesnego systemu zarządzania szlakami; uporządkowanie, standaryzacja  i wizualizacja zasobów danych o szlakach; uproszczenie i przyspieszenie planowania, zapotrzebowania i rozliczania prac i materiałów; umożliwienie korzystania z zasobu danych o szlakach przez aplikacje internetowe PTTK dla turystów. BEST połączy wszystkie znakujące oddziały PTTK, a także gestorów wszelkich innych szlaków z jednostkami koordynującymi, nadzorującymi lub finansującymi znakowanie. Połączy także z turystami – dzięki udostępnianiu im przez Internet możliwie najbardziej aktualnych informacji o przebiegach i stanie szlaków. Obecnie umożliwiające to platformy szlakowe dostępne są w trzech regionach: Małopolsce, Mazowszu i Bieszczadach/Beskidzie Niskim. Jeszcze w 2021 r. dołączy do nich platforma szlakowa woj. świętokrzyskiego. Objęcie zasięgiem całego kraju jest priorytetowym celem PTTK, jednak jego realizacja zależy przede wszystkim od woli regionalnych samorządów lub władz państwa.

Gestorzy szlaków otrzymali dostęp do BEST przez stronę www. Każdy z nich posiada konto jednostki oraz indywidualne konta jej członków. Wykorzystując je, gestor otrzymuje  możliwość wyłącznej edycji szlaków i infrastruktury szlakowej, którymi zarządza. Poprzez łatwy w obsłudze, intuicyjny i konfigurowalny interfejs użytkownik otrzymał dostęp do narzędzia pozwalającego na sporządzanie cyfrowej dokumentacji szlaku i infrastruktury szlakowej, przeglądanie i edycję istniejących szlaków, a także planowanie i dodawanie nowych. Głównym sposobem pracy z wirtualnymi szlakami jest praca na mapie, przy użyciu wygodnego interfejsu graficznego, przedstawiającego szlaki na mapach. Zakres dostępnych danych kartograficznych stworzy nową jakość w obrazowaniu szlaków – osoba przeglądająca lub planująca szlak może skorzystać z bardzo dokładnych map topograficznych, lotniczych, rzeźby terenu, Open Street Mapy, a także otwierających wiele nowych możliwości nakładek: granic administracyjnych, mapy katastralnej czy mapy Lasów Państwowych. Na mapie pokazane będą również stanowiska zawierające infrastrukturę szlakową, z możliwością podglądu i edycji ich zawartości (np. obrazów wszystkich tabliczek drogowskazowych w danym stanowisku wraz z informacją o rodzaju nośnika). Baza w przejrzysty sposób pokaże stan zasobów jednostki wraz ze statystykami. Karta szlaku stanie się cyfrowym odpowiednikiem dotychczasowej dokumentacji – zawierać będzie wszystkie dane o szlaku, historię prowadzonych na nim prac znakarskich, a także dane o wszelkiej infrastrukturze szlakowej z nim powiązanej. Ujednolicone zostanie nazewnictwo i symbolizacja tabliczek szlakowych, których projekty graficzne będą automatycznie generowane w postaci pliku graficznego gotowego do druku, zgodnie z treścią określoną przez znakarza. W przyszłości przewidywane jest opracowanie algorytmu obliczającego czas przejścia.

 

Ostatnim z planowanych obecnie etapów rozwoju Bazy będzie stworzenie modułu pozwalającego na uproszczenie i przyspieszenie planowania, zapotrzebowania i rozliczania prac znakarskich. Automatyczne generowanie raportów, zestawień i rozliczeń znacząco ułatwi tę niezbyt lubianą przez znakarzy część pracy, konieczną jednak do wnioskowania o fundusze i rozliczania się z wykonanych prac.

 

Aktualizacja cyfrowych danych w BEST, odzwierciedlająca zmiany przebiegu szlaków w terenie, dokonywana przez ich gestorów samodzielnie, umożliwi bardzo szybkie uwidocznienie tych zmian  na turystycznych platformach szlakowych. Wprowadzony zostanie również system alertów – powiadomień o istotnych wydarzeniach na szlaku: utrudnieniach, zamknięciach, zagrożeniach, itp. Dzięki temu turyści otrzymają aktualne i istotne informacje o szlakach, przyczyniające się do poprawy ich bezpieczeństwa i komfortu wędrówek.

 

Baza Szlaków Turystycznych jest tworzona dla znakarzy i przy ich współudziale. Mamy nadzieję, że już niebawem stanie się dla nich wszystkich powszechnym, wygodnym i niezastąpionym narzędziem w pracy znakarskiej, której efekty dają motywację do aktywności, bezpieczeństwo i radość milionom turystów na szlakach.

 

Autor:  Tomasz Gołąbek

 

 VIII Międzypokoleniowa Sztafeta Turystyczna w Kole Grodzkim PTTK w Krakowi

  • Fot. J. Zbigniewicz
  • Fot. Urszula Łomiec
  • Fot J.Zbigniewicz
  • Fot J.Zbigniewicz (1)
  • Fot J.Zbigniewicz (2)

 

Już po raz ósmy Zarząd Główny PTTK zorganizował Międzypokoleniową Sztafetę Turystyczną. Z tej okazji 25 września 2021 roku Koło Grodzkie PTTK w Krakowie przygotowało dwie interesujące imprezy.

Pierwsza wycieczka – pod nazwą „Kopalnia Wiedzy i Dolina Sztoły” – składała się z dwóch tras: objazdowej i pieszej (do wyboru). Uczestnicy trasy objazdowej, którą poprowadził Henryk Witecki, zwiedzili najpierw Kopalnię Wiedzy o Cynku w Bukownie. W zabytkowym budynku administracyjnym byłej kopalni Ulisses obejrzeli wystawę poświęconą górniczo-hutniczej tradycji ziemi olkuskiej. Z kolei w Sławkowie, miasteczku zawdzięczającym niegdyś swój rozwój występowaniu złóż ołowiu i srebra, grupa zapoznała się ze zbiorami Działu Kultury Dawnej
w Muzeum Regionalnym. Podczas spaceru turyści zwiedzili rynek o średniowiecznym układzie architektonicznym ze stylową studnią i karczmą „Asteria” z 1701 roku, obejrzeli też ruiny zamku biskupów krakowskich, które są jednym z najstarszych murowanych założeń obronnych południowej Polski, sięgających XIII wieku.

Trasa piesza nizinna liczyła 15 kilometrów (Bukowno – zalew Leśny Dwór – Dolina Sztoły – źródło w Żuradzie – Wapiennik – Diabla Góra – Jaskinia w Diablej Górze – Bukowno). Poprowadził ją Krzysztof Szafraniec. Na koniec obie grupy połączyły się i pojechały do miejscowości Klucze, gdzie znajduje się Park Krajobrazowy Pustyni Błędowskiej, największy obszar lotnych piasków w Polsce.  

Druga wycieczka – piesza nizinna, pod nazwą „Skarby doliny Cedronu i Skawinki” – została zorganizowana wspólnie z Kołem Miejskim PTTK nr 27 w Skawinie i Lokalną Grupą Działania „Blisko Krakowa”. 12-kilometrową trasę z Woli Radziszowskiej do Radziszowa poprowadziła Ewa Gawryło. 58-osobowa grupa rozpoczęła spacer od malowniczej Doliny Cedronu, która została objęta programem Natura 2000. Następnie turyści zwiedzili drewniany kościół Wniebowzięcia NMP z przełomu XV i XVI wieku. Ma on charakterystyczną wieżę o konstrukcji zrębowej, z nadwieszoną izbicą. Obiekt został wpisany do rejestru zabytków nieruchomych województwa małopolskiego. Kościół jest bardzo piękny, zapewne dlatego został wyróżniony przez Koło Grodzkie PTTK w Krakowie i jego kształt widnieje na Złotej Odznace Miłośnika Okolic Krakowa. 

Uczestnicy obu wycieczek otrzymali pamiątkowe certyfikaty VIII Międzypokoleniowej Sztafety Turystycznej oraz gadżety przygotowane przez Zarząd Główny PTTK.

Maria Lappe

Urszula Łomiec

 

Alfabet krajoznawcy

  • green-letter-a-1445700103pc0

A jak archeologia w służbie polityki. Nie od dziś wiadomo, że w polityce archeologia obecna była od zawsze. Dobrym tego przykładem jest Santok. Kiedy to przez przypadek odkryto tu pozostałości średniowiecznego grodu, natychmiast podjęto badania archeologiczne (w latach 1932–1935), by osiągnąć cele polityczne i przy okazji rozszerzyć wiedzę historyczną w zakresie nieprzeczącym oficjalnej nauce. Tak, bez zbędnej kokieterii, ujmował to Wilfrid Bade, kierownik referatu zagranicznego Ministerstwa Oświecenia Publicznego i Propagandy Rzeszy: (…) słyszeć chcemy o tym, jak żyli nasi członkowie, a odsłonięcie germańskich grodów warownych Zantocha ważniejsze jest dla nas niż znaleziska w Azji lub Chinach.

 

To, czy są to informacje prawdziwe, nie ma w polityce żadnego znaczenia, bo przecież słyszeć chcemy (…). Wykluczenie Chin z kontynentu azjatyckiego daje też pojęcie o poziomie wiedzy samych ówczesnych decydentów politycznych. By należycie zaprezentować wyniki ówczesnych wykopalisk, wybudowano wieżę widokową („germańską strażnicę”), gdzie zaprezentowano znaleziska. Po zakończeniu II wojny światowej polskim archeologom, prowadzącym tu badania, również dano jasno do zrozumienia, że Santok jest odwiecznie polski, słowiański i nadrzędnym zadaniem jest to udowodnić ponad wszelką wątpliwość. Istnienie Pomorzan, pierwotnych budowniczych, zeszło na dalszy plan, a fakt podejmowanych przez nich przez 300 lat prób odzyskania utraconych ziem traktowano jako niezawinioną agresję na ziemie polskie. Nie zadano sobie wtedy pytania, co robili wojowie Mieszka I pod Cedynią 80 km od Szczecina i 100 km od Santoka w głębi ziem pomorskich?

Krasnoludki są na świecie

  • Wroclovek z herbem Wrocławia w sercu na dłoni
  • Papa Krasnal – pilnuje, żeby krasnale nie rozbiegały się, ale…
  • Krasnal z biletem na pociąg – niby się spieszył, ale…
  • Krasnal z biletem na pociąg – niby się spieszył, ale… (1)
  • IMG_20210617_163641 (1)
  • – Krasnal na walizce – wyjeżdżać z Wrocławia czy nie…._

Czy to bajka, czy nie bajka,

Myślcie sobie, jak tam chcecie,

A ja przecież wam powiadam:

Krasnoludki są na świecie…

Maria Konopnicka

 

Tak, tak, we Wrocławiu też jest ich bardzo dużo. Skąd się wzięły? Stare dzieje...

Dawno, dawno temu miasto otaczały mury obronne i fosa pełna wody, domy były drewniane, a mieszkańcy wiedli pracowite życie. Wszystko trzeba było robić ręcznie: budować domy, rąbać drwa, nosić wodę, mielić zboże, kuć konie, sprzątać domostwa, place i ulice itp. 

W tym znoju, skrycie, pod osłoną nocy starały się pomagać ludziom małe skrzaty – krasnoludki, które żyły w swoim królestwie – w podziemiach miasta. Mijały wieki, nastała era postępu, wynalazków i elektryczności. Ludzi, którzy zamieszkali w swoich wysokich domach, zaczęły wyręczać maszyny... i odtąd pracowite krasnoludki snuły się po nocach smutne, niepotrzebne nikomu. 

Przyszły złe czasy XX wieku. I i II wojna światowa, która zniszczyła Wrocław, miasto legło w gruzach. Przerażone krasnoludki ukryły się w swoich podziemiach na długie, długie lata… Aż nastał wiek XXI i ciekawskie skrzaty wyczuły, że coś w mieście się zmieniło. Zwłaszcza w Rynku słychać było przyjazne, tolerancyjne, wielojęzyczne głosy, czasami muzykę, śpiew i śmiech. Skrzaty zaczęły się wymykać w nocy z podziemi bramką koło kościoła św. Elżbiety. Nawet strażnik Śpioch nie mógł ich upilnować. Krasnoludki zachwyciły się miastem, jego odbudowanymi zabytkami, nowymi domami, ulicami, placami i parkami. W tej euforii zapominały, że powinny wracać do podziemnego królestwa rankiem, przed wschodem słońca. Tak już jest w krasnoludkowym świecie, że pierwszy promyk zamienia je w spiżowe figurki. Jednak krasnoludki przestały się tego obawiać. Te, którym nie udaje się zdążyć do podziemi przed świtem, nawet się z tego cieszą, bo zostają na powierzchni ku radości dorosłych wrocławian i turystów,
a przede wszystkim dzieci.

Ten bajkowy świat splata się z rzeczywistością. Skrzaty w swoim zachwycie zatrzymały się w wielu miejscach, są przed reprezentacyjnymi gmachami, np. Dworcem Głównym, Panoramą Racławicką, Halą Stulecia, Narodowym Forum Muzyki, a także w zoo i Ogrodzie Botanicznym, przywołują wydarzenia z historii miasta, prezentują znane wrocławskie firmy i przedsiębiorstwa, uosabiają sławne postaci związanie z Wrocławiem, np. profesora Jana Miodka, himalaistkę Wandę Rutkiewicz, muzyka Włodzimierza Szomańskiego czy pisarza Marka Krajewskiego. Nie sposób wszystkich wymienić.  Figurki krasnali stały się ciekawymi elementami przestrzeni miejskiej, mającymi swoich sponsorów i opiekunów pośród instytucji publicznych, osób prywatnych i firm.

Początku zdarzeń związanych z krasnalami można upatrywać w ruchu happeningowym „Pomarańczowa Alternatywa”, którego uczestnicy zbierali się przy skrzyżowaniu ulic Świdnickiej
i Kazimierza Wielkiego w latach 1986–1990. 1 czerwca 2001 roku w miejscu tych spotkań stanął spiżowy pomnik krasnala, symbolu „Pomarańczowej Alternatywy”, z czasem nazwanym Papą Krasnalem jako największym i najdostojniejszym ze wszystkich wrocławskich krasnali. W sierpniu 2005 roku pojawiły się pierwsze krasnoludki: Pracz Odrzański, Szermierz, Syzyfki i Rzeźnik, autorstwa Tomasza Moczka, ufundowane przez Urząd Miasta Wrocławia.  8 października 2007 roku pierwszy komercyjny krasnal Pierożnik usiadł przy nieistniejącym już barze STP (SmacznieTanioPrędko) i zaczęło się… Każdego roku w całym mieście wciąż przybywało krasnali. 

W 2018 roku Wrocławskie Wydawnictwo EMKA wydało „Leksykon wrocławskich krasnali” autorstwa Agnieszki Malczewskiej i Józefa Peszki z opisem 517 krasnali. Dostępne są mapki, książeczki i bajki z krasnalami. Wrocławscy przewodnicy oprowadzają wycieczki szlakami krasnoludków, a każdy ma swoją wersję ich historii! 

Obecnie trudno już się doliczyć, ile jest krasnali we Wrocławiu. Miasto się rozrasta, powstają nowe osiedla, przedszkola, szkoły, nowe firmy, rewitalizowane są kolejne ulice
z przedwojenną zabudową, a krasnoludkowe społeczeństwo z zaangażowaniem temu towarzyszy...

 

Autor tekstu i zdjęć: Anna Rotko

„Bitwa nad Bzurą 1939”

  • Na kwaterze wojennej żołnierzy WP poległych we wrześniu 1939 roku na cmentarzu katedralnym w Łowiczu.
  • Izba Tradycji Zespołu Szkół Ponadpodstawowych Nr 1 im. 10 Pułku Piechoty w Łowiczu.
  • III_Ogólnopolski_Rajd_Bzura_znaczek(1) (2)
  • Na kwaterze wojennej żołnierzy WP poległych we wrześniu 1939 roku na cmentarzu katedralnym w Łowiczu. (1)
  • Na kwaterze wojennej żołnierzy WP poległych we wrześniu 1939 roku na cmentarzu parafialnym św. Macieja Apostoła i św. Małgorzaty w Bednarach
  • Spotkanie z rekonstruktorami ze Stowarzyszenia Historycznego im. 10 Pułku Piechoty na terenie Zespołu Szkół Ponadpodstawowych Nr 1 im. 10 Pułku Piechoty w Łowiczu.
  • Spotkanie z rekonstruktorami ze Stowarzyszenia Historycznego im. 10 Pułku Piechoty na terenie Zespołu Szkół Ponadpodstawowych Nr 1 im. 10 Pułku Piechoty w Łowiczu. (1)
  • Spotkanie z rekonstruktorami ze Stowarzyszenia Historycznego im. 10 Pułku Piechoty na terenie Zespołu Szkół Ponadpodstawowych Nr 1 im. 10 Pułku Piechoty w Łowiczu. (2)
  • Uczestnicy rajdu przed Zespołem Szkół Ponadpodstawowych im. 10 Pułku Piechoty w Łowiczu.

Już po raz trzeci, dnia 18 września 2021 r., Wojskowe Koło PTTK przy Klubie 25. Brygady Kawalerii Powietrznej z Tomaszowa Mazowieckiego, wspólnie z Oddziałem Łódzkim PTTK im. Jana Czeraszkiewicza i 7. Batalionem Kawalerii Powietrznej ZORGANIZOWAŁY Ogólnopolski Rajd Pieszy „Szlakiem Bitwy nad Bzurą 1939 im. gen. dyw. Tadeusza Kutrzeby. Patronat honorowy nad rajdem, tak jak w latach poprzednich, objęło Wielkopolskie Muzeum Niepodległości w Poznaniu oraz jego oddział Muzeum Armii „Poznań”.

W tym roku trasa prowadziła po ziemi łowickiej, szlakiem bojowym 10. Pułku Piechoty (10. pp) 26. Dywizji Piechoty Armii „Poznań”. Rajd rozpoczął się rano w strugach deszczu na kwaterze wojennej żołnierzy WP poległych we wrześniu 1939 roku, mieszczącej się na cmentarzu katedralnym w Łowiczu. Uczestnicy odwiedzili tam indywidualną mogiłę ppor. Jana Mioduszewskiego, żołnierza 10. pp, poległego 14 września 1939 roku w bitwie pod Bednarami. Następnie turyści udali się do Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 1 im. 10. Pułku Piechoty przy ul. Podrzecznej, gdzie spotkali się z rekonstruktorami ze Stowarzyszenia Historycznego im. 10. Pułku Piechoty. Zapoznali się z historią pułku, umundurowaniem żołnierzy WP we wrześniu 1939 roku, wojskowym sprzętem łączności, zwiedzili Izbę Tradycji, a na koniec wybili pamiątkową monetę spółdzielni wojskowej 10 pp z okresu międzywojennego. 

Dalej pieszo, ulicami centrum miasta, uczestnicy rajdu dotarli do Starego Rynku, gdzie przy pamiątkowej tablicy, znajdującej się na budynku dawnej przychodni lekarskiej, poznali historię naczelnego lekarza 10 pp płk. Stanisława Rotstada, a przy tablicy umieszczonej przed budynkiem Ratusza Miejskiego – historię II fazy bitwy nad Bzurą, w tym bitwy o Łowicz. Zapoznali się z tablicą ku pamięci ku czci 13 Polaków rozstrzelanych na dziedzińcu Urzędu Miasta we wrześniu 1939 roku. Na koniec udali się do Muzeum w Łowiczu, gdzie obejrzeli wystawę historyczną poświęconą II wojnie światowej i 10 pp oraz Izbę Pamięci Żydów Łowickich.

Po zakończeniu zwiedzania Łowicza planowana była trasa piesza rajdu, prowadząca od samodzielnego cmentarza żołnierzy WP poległych we wrześniu 1939 roku w Kompinie, wzdłuż rzeki Bzury do Bednar, jednakże z przyczyn niezależnych od organizatorów turyści nie wzięli w niej udziału.

Rajd uroczyście zakończono  na cmentarzu parafialnym św. Macieja Apostoła i św. Małgorzaty w Bednarach na kwaterze wojennej żołnierzy WP poległych we wrześniu 1939 roku. Ze względu na panujące tego dnia złe warunki atmosferyczne wręczenie zdobytych przez uczestników kolejnych stopni Odznaki Turystyczno-Krajoznawczej PTTK „Szlakiem bitwy nad Bzurą 1939 im. gen. dyw. Tadeusza Kutrzeby” oraz rozwiązanie konkursu o bitwie nad Bzurą 1939 i wręczenie nagród odbyło się w Zagrodzie Bednarza w Bednarach.

Mamy nadzieję, że za rok ponownie spotkamy się z entuzjastami turystyki militarnej
i historycznej na kolejnym Ogólnopolskim Rajdzie Pieszym „Szlakiem bitwy nad Bzurą 1939 im. gen. dyw. Tadeusza Kutrzeby” w okolicach Sochaczewa. Jego trasa będzie poświęcona miejscom szlaku bojowego II batalionu 18. Pułku Piechoty.

 

Tekst i foto: Marcin Reczycki

 

Kolejowa przygoda – wyniki konkursu plastycznego

Wyniki Ogólnopolskiego Konkursu Plastycznego dla Dzieci i Młodzieży KOLEJOWA PRZYGODA   W dniu 27 października 2021 r. w siedzibie Zarządu Głównego PTTK w Warszawie przy ulicy Senatorskiej 11 odbyło się posiedzenie komisji konkursowej Ogólnopolskiego Konkursu Plastycznego dla Dzieci i Młodzieży „Kolejowa przygoda”. Konkurs przeprowadzony został w dwóch kategoriach wiekowych: I. dla uczniów klas I‒IV szkoły podstawowej, II. dla…
Read more

“Cichy Memoriał” Wyjątkowa galeria sztuki ulicznej Arkadiusza Andrejkowa

 

„Cichy Memoriał”

 

Z czym może się kojarzyć województwo podkarpackie? Zapewne w pierwszej kolejności każdy turysta wymieni Bieszczady, a przede wszystkim bieszczadzkie połoniny. Magiczne, wciąż dzikie miejsce, w którym można się zapomnieć.

 

Jednak w rzeczywistości Podkarpacie to dużo więcej. Będąc w województwie podkarpackim nie można zapomnieć o wyjątkowej galerii sztuki ulicznej, którą stworzył lokalny artysta – Arkadiusz Andrejkow. To właśnie tutaj, w południowo-wschodniej Polsce, znaleźć można niezwykłe, malowane na drewnie dzieła – nazywane „Cichym Memoriałem” − nadające temu zakątkowi Polski niepowtarzalnego klimatu.

 

Mimo że murale kojarzą się głównie ze współczesnością, w rzeczywistości swoje korzenie mają jeszcze w starożytności. Obecnie są to wielkoformatowe dzieła malowane na murach, mające na celu przyciągnąć uwagę. W wielu miastach i miasteczkach na betonowych budynkach powstają uliczne malowidła, które z roku na rok wzbudzają zainteresowanie coraz większej rzeszy fanów street artu. Jednak to, co powstało w województwie podkarpackim, jest czymś wyjątkowym. Zobaczenie jednego dzieła z projektu „Cichy Memoriał” sprawia, że rusza się w niesamowitą podróż przez podkarpackie wsie w poszukiwaniu portretów na drewnie…

 

„Murale”, które powstają na podkarpackich wsiach

Portrety z projektu „Cichy Memoriał” wyglądają jak żywe, jakby osoby namalowane na drewnie miały zaraz wyjść i dołączyć do nas, razem zasiąść do stołu, śmiać się. W oddali czuć ich obecność, słychać ich śmiech… To dzieła artysty z Sanoka – Arkadiusza Andrejkowa. Jeszcze kilkanaście lat temu był grafficiarzem, malował pod osłoną nocy na betonowych ścianach, głównie abstrakcje. W końcu zaczął tworzyć coś absolutnie niezwykłego, co na zawsze miało odmienić obraz podkarpackich wsi. Wędrując, widział wiele drewnianych szop i stodół, dostrzegając ich potencjał. Było ich tak wiele, że mogły stać się doskonałym podłożem dla portretów. Dało to możliwość podarowania drugiego życia drewnianym stodołom, ale również ludziom, których portrety zaczęły się na nich pojawiać. Gdyby tylko deski potrafiły mówić… mogłyby opowiedzieć nam niejedną historię, o której lokalna społeczność może już nie pamiętać. Tak jak i osoby, które zaczęły zdobić drewniane szopy… Pomysł na „Cichy Memoriał” był niezwykły od samego początku!

 

Projekt „Cichy Memoriał”

Projekt ruszył w 2017 roku, kiedy to Andrejkow zaczął malować niesamowite portrety na drewnianych szopach i stodołach. Surowe naturalne podłoże, na którym można było od razu malować, stanowiły idealne połączenie naturalnego surowca z sielskim klimatem podkarpackich wsi. Andrejkow nie chciał malować królów, wielkich bohaterów, znanych postaci – ci mają już tysiące portretów i świat zawsze będzie o nich pamiętać. Chciał malować po prostu zwykłych mieszkańców podkarpackich wsi, lokalnych bohaterów, o których świat pewnie nigdy nie usłyszy. Naszych dziadków, rodziców, nasze dzieci, naszych nauczycieli, rolników – ludzi, którzy również zasługują na pamięć. Na to, by ktoś o nich usłyszał, by ktoś mógł przystanąć przy ich twarzach i spojrzeć im w oczy, zastanowić się nad ich historią, nad dziejami lokalnej społeczności. To także bohaterowie – nasi i tylko nasi, i my nigdy o nich nie zapomnimy. Są częścią nas, a teraz częścią czegoś jeszcze większego – częścią „Cichego Memoriału”, który składa im hołd. Na portretach znajdziemy tych, którzy już dawno od nas odeszli, ale dzięki wspaniałym dziełom Andrejkowa, mogą z nami zostać na dłużej i na wyciągnięcie ręki. Na portretach są także i ci, którzy są wciąż z nami, uchwyceni w wyjątkowych dla rodziny i lokalnej społeczności chwilach, które mogą pozostać na dłużej na drewnianym portrecie.

 

Jak powstają portrety „Cichy Memoriał”?

Do realizacji każdego z portretu Andrejkow wykorzystuje stare, rodzinne fotografie, na których można odnaleźć wyjątkowe chwile dla danej rodziny czy wsi. To niezwykłe pamiątkowe zdjęcia, na których widać emocje i melancholię. I to widać także na każdym z portretów projektu „Cichy Memoriał”. Każda postać wygląda jak żywa, jakby wróciła do nas i już nigdy nie pozwolimy jej odejść. Andrejkow podczas swoich podróży przekonał się, jak wyjątkowi ludzie mieszkają w podkarpackich wsiach. Cechuje ich bezinteresowna życzliwość, „serce na talerzu”, melancholia, niesamowite momenty z historii danej społeczności. W ich życiu trud dnia codziennego przeplata się z wiejską sielanką. Są to ludzie dbający o swoją spuściznę i pamięć o swoich przodkach i członkach rodziny. „Murale” są doskonałym powrotem do korzeni i zwieńczeniem podkarpackiej tożsamości. Ci, którzy odeszli, nie muszą odchodzić na zawsze, mogą z nami zostać na niezwykłym portrecie.

 

Dzieła Andrejkowa zazwyczaj powstają w jeden dzień. Najczęściej sami właściciele szop czy stodół kontaktują się z artystą, wysyłają zdjęcia drewnianej szopy, zdjęcie, które chcieliby zobaczyć na drewnianym podłożu. Dalej artysta ocenia stan szopy, maluje szkic dzieła, które miałoby powstać, przesyła ów projekt rodzinie i tak zaczyna się wspólna, artystyczna przygoda… Andrejkow podróżuje komunikacją publiczną, dzięki czemu ma szansę poznać najróżniejsze zakątki podkarpackich wsi, powolutku, z zadumą. Postaci na portretach maluje szkicowo, transparentnie, by stanowiły integralną część drewnianego podłoża, by naturalnie wtapiały się w otoczenie. Ożywia tych, za którymi tęsknimy. Daje drugie życie tym, których kochamy i chcielibyśmy zatrzymać na dłużej…

 

Murale czy jednak deskale/drewnale?

Projekt „Cichy Memoriał” to niezwykłe dzieła, które powstają na drewnianych szopach i stodołach, dlatego też niektórzy twierdzą, że nie powinny być nazywane „muralami”, bowiem nie powstają na betonowych powierzchniach, na murach, lecz wyłącznie na drewnie. Autor nie spoczywa na laurach, co roku tworząc mnóstwo nowych dzieł na drewnianych budynkach wsi. Dlatego też jego dzieła zaczęto lokalnie nazywać deskalami czy drewnalami. Mimo że nazwa ta jest stosunkowo nowa, nie dziwi już mieszkańców podkarpackich wiosek. Projekt jest na tyle wyjątkowy, że zasługuje na swoją własną nazwę.

 

Dzieła z projektu „Cichy Memoriał” są najpiękniejszą galerią wiejskiej sztuki ulicznej. Nadają duszy podkarpackim wsiom, dają drugie życie drewnianym budynkom, ale przede wszystkim dają drugie życie bliskim, których rodzina chce zatrzymać na dłużej. To jedna z najbardziej niesamowitych, melancholijnych wycieczek. Zobaczenie jednego deskala z pewnością sprawi, że każdy podróżny będzie chciał zobaczyć kolejny z niesamowitych portretów i ruszy szlakiem podkarpackich wiosek w poszukiwaniu naszych przodków, bliskich, ich twarzy i sylwetek malowanych na drewnie. Przystanie pod nimi z zadumą i wyobrazi sobie, jaka była historia tej rodziny i lokalnej społeczności. To nasi bohaterowie, nasi najbliżsi. Być może bez imienia na portrecie, być może obcy dla podróżnego, a jednak po kilku chwilach stają się coraz bliżsi, a serce bije mocniej. Taka jest niezwykła moc tych pięknych dzieł na drewnie w podkarpackich wioskach i wioseczkach. Warto zagubić się w poszukiwaniu kolejnych dzieł, by znaleźć duszę Podkarpacia i jego zwykłych-niezwykłych mieszkańców, którzy są sercem tego miejsca. Ta wyjątkowa wycieczka na zawsze zostanie w pamięci każdego, kto ruszy szlakiem „Cichego Memoriału”, a pamięć o ludziach z portretów na zawsze już pozostanie żywa.

 

Po więcej podkarpackich inspiracji zapraszamy na bloga rudeiczarne.pl, gdzie znaleźć można wiele publikacji stworzonych w trakcie przemierzania Podkarpacia, które cieszy się ogromnym zainteresowaniem turystów i podróżnych, pozwalając szerzej spojrzeć na ten wyjątkowy zakątek Polski, wciąż niedoceniany i nadal przez wielu nieodkryty, a jakże fascynujący.

 

Tekst  i zdjęcia: Karolina Miller i Piotr Andruszko

 

Tatry i Zakopane w ilustracji Walerego Eljasza-Radzikowskiego  

  • Kuty okładka jpg

 

Nareszcie książka na miarę zasług Walerego Eljasza-Radzikowskiego w dziedzinie popularyzacji Tatr i Zakopanego. Dotychczas nie istniała publikacja ukazująca w tak szerokim zakresie dokonania artysty. Większość poświęconych mu prac miała charakter przyczynkarski. A przecież Walery Eljasz-Radzikowski to wybitny krajoznawca i autor sześciu wydań najpopularniejszego w jego czasach przewodnika oraz płodny grafik i malarz oraz – o czym często zapominano – fotograf. Można powiedzieć, iż egzystował na marginesie zainteresowań tatrologicznych.

 

Autor niniejszej książki, Radosław Kuty, po raz pierwszy podjął udaną próbę całościowego opracowania dokonań Eljasza w zakresie jego twórczości ikonograficznej. Kilkuletnie, żmudne, dociekliwe poszukiwania i badania zasobów wszelkich źródeł, a przede wszystkim archiwów muzealnych i kolekcji prywatnych przyniosły imponujący skutek ilościowy
i jakościowy. Przeważającą część prac plastycznych i fotograficznych Eljasza czytelnik ma okazję obejrzeć po raz pierwszy.

Dobór i układ ilustracji pozwala prześledzić proces twórczy artysty od szkicu, impresji akwarelowej zawartej w sztambuchach, do w pełni rozwiniętego malarstwa olejnego, akwaforty czy drzeworytu.

Szczególnie bogaty dział fotografii i dział drzeworytów czasopiśmienniczych w realistyczny sposób dokumentuje wizerunek Tatr i turystyki ówczesnej epoki, to jest drugiej połowy XIX wieku.

Książka świetnie napisana i zilustrowana w pełni zadowoli zarówno początkujących amatorów poznania działalności Walerego Eljasza – Radzikowskiego i poprzez niego poznania historii tatrzańskiej turystyki, jak i zaawansowanych znawców tematu, umożliwiając im pogłębienie analityczne.

Przejrzysta konstrukcja książki łączy w sobie wszystkie cechy historycznej pracy naukowej z wymogami przystępności popularnonaukowej. Bogata bibliografia, liczne i szczegółowe przypisy dopełniają encyklopedycznego charakteru tej książki. Autor sprawnie wyręcza czytelnika z konieczności wyszukiwania dodatkowych informacji rozszerzających.

Wszystkim zainteresowanym twórczością Walerego Eljasza-Radzikowskiego oraz szeroko pojętym tematem sztuki i turystyki tatrzańskiej gorąco polecam książkę autorstwa Radosława Kutego.

Andrzej Petrykowski

 

Radosław  Kuty (1979), historyk, doktorant   w  Instytucie  Historii Uniwersytetu  im. Jana  Kochanowskiego  w  Kielcach, autor  publikacji  naukowych  dotyczących  Tatr  i  Zakopanego  oraz  historii  ziemiaństwa  polskiego. Zainteresowania  badawcze: prasa  polska 1864-1939  ze  szczególnym  uwzględnieniem  tematyki  tatrzańskiej  i  zakopiańskiej, ikonografia  i  fotografia  tego okresu. Przygotowuje  prace: Obraz  Tatr  i  Zakopanego  na  łamach  prasy  warszawskiej  1860-1914 (rozprawa  doktorska)  oraz  Tatry  i  Zakopane  w  reklamie. Od  okresu  autonomii  galicyjskiej  do  1939 roku.

 

O książce

Ponad 500 stronicowy album w formacie A4 z twardą oprawą, łącznie 589 ilustracji (35 w części wstępnej, 362 w dziale ikonografii i 192 w dziale fotografii), ukazujący m.in.  malarstwo olejne, akwarelę, akwafortę, prace z tzw. raptularzy tatrzańskich, pocztówkę, ilustrację prasową i fotografię o szeroko rozumianej tematyce tatrzańskiej i zakopiańskiej; ponad 100 stronicowy tekst omawiający życie i   twórczość Walerego Eljasza z szerokim wykorzystaniem źródeł historycznych

 

Chcesz kupić?... www.antykwariat-filar.pl  Wydawnictwo, Księgarnia, Antykwariat Górski "Filar" Henryk Rączka, ul. Alabastrowa 98, 25-753 Kielce.

 

Dzwoni już 500 lat…

  • Barwny korowód z repliką Zygmunta (1)
  • Barwny korowód z repliką Zygmunta (2)
  • Okno wieży z dzwonem Zygmunta – widoczni dzwonnicy i konopne liny poruszające dzwon
  • Plakat sympozjum naukowego
  • Zawieszenie dwonu Zygmunta na wieży katerdy na Wawelu w Krakowie w 1521 roku. Jan Matejko (1838-1893). Ze zbiorów Muzeum Narodowego w warszawie

 

 

Dzwon Zygmunta – jego majestatyczny głos dochodzi aż do Wielkanocy… Mowa, oczywiście, o położonej niedaleko Krakowa wsi Wielkanoc, w której podobno można go usłyszeć. Wprawiany jest w ruch przez 12 dzwonników, którzy pociągając za konopne liny, mogą rozkołysać kolosa w główne święta kościelne, w rocznice najważniejszych wydarzeń oraz w święta narodowe – 3 Maja i 11 Listopada. Jest jednym z trzech wielkich dzwonów w Europie, poruszanych do dzisiaj siłą ludzkich mięśni (dwa pozostałe to Zygmunt na Hradczanach w Pradze i Tuba Dei w Toruniu). Dzwon Zygmunta – odlany w Krakowie przez Jana (Hansa) Behema z Norymbergii – waży 12 600 kg i ma 450 m wysokości z jarzmem i sercem, a jego słyszalność sięga nawet 30 km. Po raz pierwszy zabrzmiał 13 lipca 1521 roku tuż przed 111. rocznicą bitwy pod Grunwaldem; słuchały go zapewne tysiące ludzi, a także jego fundator – król Zygmunt Stary.

 

Pięćsetną rocznicę tego wydarzenia Kraków uroczyście świętował od 28 czerwca do 13 lipca 2021 roku pod patronatem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy. W auli Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej odbyło się dwudniowe sympozjum naukowe. W czasie tego spotkania z udziałem kilkudziesięciu osób, w tym także gości z Litwy i Czech, zainaugurowanego wysłuchaniem dźwięku Zygmunta, wygłoszono interesujące referaty poświęcone historii królewskiego dzwonu i ukazaniu jego znaczenia w dziejach państwa i narodu polskiego. Wśród autorów referatów znaleźli się m.in. specjaliści z dziedziny akustyki, dendrologii, sztuki ciesielskiej, metalurgii, ukazując mniej znane aspekty historii Zygmunta. Jeden z referatów dotyczył także „brata” wawelskiego Zygmunta z dzwonnicy katedry św. Stanisława w Wilnie.

 

Każdy dzwon kościelny ma w swym życiu trzy momenty inicjacyjne – zaznaczył w powitalnym wystąpieniu prof. Mieczysław Rokosz, inicjator i organizator sympozjum, wawelski dzwonnik – wydobycie odlanego dzwonu z jamy odlewniczej, następnie jego konsekracja i chrzest w uroczystym obrzędzie liturgicznym i wydźwignięcie go na wieżę, zawieszenie i pierwsze dzwonienie. Właśnie zawieszenie dzwonu w 1521 roku było okazją do kilkudniowych krakowskich uroczystości. W ramach sympozjum była także możliwość zwiedzania wawelskiej katedry i Wieży Zygmuntowskiej, gdzie jest zawieszony Zygmunt wraz z kilkoma innymi dzwonami, oraz Wieży Wikaryjskiej, zwanej także Wieżą Srebrnych Dzwonów. Zygmunt odezwał się na koniec sympozjum w dniu 29 czerwca, w uroczystość św. Piotra i Pawła.

 

W ramach obchodów jubileuszu 500-lecia dzwonu, w dniu 13 lipca, odbyła się dźwiękowo-wizualna rekonstrukcja zawieszenia dzwonu (w postaci plenerowej inscenizacji), a zygmuntowski korowód był kulminacyjnym punktem rocznicowych uroczystości. Była to barwna parada od Barbakanu, ulicą Floriańską, przez Rynek Główny pod Wawel, z udziałem aktorów występujących w strojach z epoki, tancerzy, muzyków, Bractwa Kurkowego – wielkie widowisko przybliżające renesansowy świat tańców i zabaw. Głównym elementem korowodu była replika Zygmunta wieziona specjalnie przygotowanym pojazdem na Wawel. Oddzielnie niesiono serce dzwonu. Pod wieżą ratuszową na Rynku Głównym miał miejsce spektakl baletu Cracovia Danza pt. Kiedy tańczą dzwony. W czasie wakacji można było oglądać replikę dzwonu, wyeksponowaną w różnych punktach miasta. Inną jubileuszową atrakcją jest wystawiony na Wawelu obraz Jana Matejki Zawieszenie dzwonu Zygmunta, datowany na rok 1874, wypożyczony z Muzeum Narodowego w Warszawie. Organizatorem rocznicowych uroczystości  było miasto Kraków, Zamek Królewski na Wawelu, Katedra Wawelska, Dom Norymberski w Krakowie i Małopolska Organizacja Turystyczna.

 

Zygmunt dzwoni już 500 lat, jednakże następuje powolne zużywanie materiału, z którego zbudowany jest klosz dzwonu w miejscu uderzeń jego serca. Według najnowszych badań dzwon wytrzyma następne 500 lat, później można go obrócić o 90o, by serce mogło uderzać w nowe miejsca jeszcze przez kolejne 1 000 lat!

 

Tekst Józef Partyka

  

 

Recent Comments by Dominika Szymborska

No comments by Dominika Szymborska yet.