Pałac kielecki w historii i tradycji Legionów Polskich






W 2019 roku na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego turystom pieszym udostępniono nową ścieżkę edukacyjną, przebiegającą północnym podnóżem Łysogór między Świętą Katarzyną a Nową Słupią. Ma ona charakter przyrodniczo-kulturowy, prowadząc głównie wzdłuż starotorzy zagnańskiej kolejki wąskotorowej z lat 1921–1967.
Ścieżka rozpoczyna się obok punktu poboru opłat ŚPN przy rozwidleniu pieszych szlaków: czerwonego (Główny Szlak Świętokrzyski) i niebieskiego (Cedzyna – Wąchock). Znakiem podstawowym trasy jest biały prostokąt z ukośnym pasem koloru zielonego. Wycieczkę rozpoczynamy przed zadaszoną bramą, na której umieszczono tablicę zawierającą ogólne informacje na temat ścieżki oraz regulamin dla zwiedzających. Wkrótce po prawej stronie mijamy pomnik oraz dwie zbiorowe mogiły ofiar egzekucji z 1943 roku. Początkowy odcinek biegnie w kierunku wschodnim wzdłuż tzw. Białego Gościńca razem ze szlakiem niebieskim. Wkrótce docieramy do dawnej linii kolejki wąskotorowej, tzw. Bocznicy Franciszka (jej nazwa nawiązuje do pobliskiej polany ze źródłem i kapliczką pw. św. Franciszka przy szlaku na Łysicę). Znajduje się tu punkt edukacyjny „Kolejka” w formie drogowskazu z tablicą informacyjną oraz szlaban odgradzający starotorze po prawej stronie (stary szlak niebieski). Odcinek linii, na którym się znajdujemy, wybudowano w latach 1921–1923. W 1924 roku powstało odgałęzienie prowadzące wzdłuż Białego Gościńca do stacji Trójkąt (Wola Szczygiełkowa) przy szlaku głównym. Po przedłużeniu w okolice Kakonina (w 1942 roku) bocznica ta okrążała masyw Łysicy, umożliwiając Niemcom rabunkową eksploatację Puszczy Jodłowej na południowych zboczach Łysogór. Jej tor rozebrano przed 1962 rokiem.
Przy wspomnianym drogowskazie skręcamy w lewo (odcinki starotorzy biegnące prosto – do Woli Szczygiełkowej i w prawo – do Kakonina, nie są udostępnione dla ruchu turystycznego). Dalej kierujemy się za znakami szlaku niebieskiego (na odcinku tym poza punktami edukacyjnymi nie naniesiono dodatkowego oznakowania ścieżki). Nasza trasa biegnie przez piękne drzewostany z dominującym udziałem jodły, buka i grabu. Powierzchnia starotorza została odpowiednio przystosowana dla potrzeb ruchu turystycznego; wyrównano nawierzchnię, oczyszczono rowy odwadniające, ułożono nowe przepusty, w miejscach tego wymagających zabezpieczając je drewnianymi balustradami. Za łagodnym skrętem w prawo mijamy punkt edukacyjny „Olcha/Jodła” poświęcony olszy czarnej (słup z tablicą informacyjną). Za kolejnym zakrętem w lewo docieramy do tzw. Słupskiego Weksla, gdzie Bocznica Franciszka łączyła się z główną linią kolejki (wiata „Słupski Weksel”
z drogowskazami i tablicą edukacyjną, ławki, stojaki dla rowerów oraz szlabany). Nazwa tego miejsca wskazywała na odgałęzienie toru (linii głównej) prowadzącego w kierunku Nowej Słupi (wyraz „weksel” w żargonie pracowników kolejki oznaczał zwrotnicę). W miejscu tym szlak niebieski biegnie prosto, opuszczając dawną kolejkę, zaś ścieżka edukacyjna skręca w prawo, prowadząc dalej wzdłuż głównej linii wąskotorówki w kierunku południowo-wschodnim. Wkrótce w lewo odgałęzia się starotorze niedokończonej trasy do Rudek z czasów okupacji. Autorem projektu dalszego odcinka linii głównej z lat 20. był inż. Józef Kubala z Suchedniowa, ojciec niedawno zmarłego architekta Mieczysława Kubali (1925–2021), autora rozwiązania komunikacyjnego dworca autobusowego w Kielcach. Co ciekawe, w okolicy tej podczas budowy kolejki natrafiono na skarb srebrnych monet z czasów powstania styczniowego. W 1925 roku prowadząc roboty ziemne na kolejce, znaleziono też XIII-wieczny miecz (obecnie w zbiorach Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie) oraz dwie średniowieczne ostrogi.
Na dalszym odcinku ścieżka wiedzie przez piękne drzewostany jodłowo-bukowe, pokonując oryginalne murowane przepusty; na wielu z nich jeszcze obecnie odczytać można przedwojenne daty ich budowy. Mijamy miejsce po dawnej mijance (poszerzenie starotorza po prawej stronie trasy), a następnie (również z prawej) ślad jednego z tzw. żeberek – krótkich odgałęzień toru, na których odbywał się załadunek drewna na wagony. Po pewnym czasie docieramy do punktu edukacyjnego „Duży Most” (tablica informacyjna) przy największym obiekcie mostowym dawnej kolejki na trasie naszej wycieczki (przyczółki oddalone są względem siebie o 5 m, dźwigar znajduje się 4,5 m nad podłożem). Ze względu na znaczną wysokość obiekt zabezpieczono balustradami.
Wkrótce docieramy do dawnej stacji Trójkąt położonej przy wsi Wola Szczygiełkowa (punkt edukacyjny, stoły z ławkami, stojaki rowerowe). W miejscu tym z główną linią kolejki łączył się tor biegnący od strony Świętej Katarzyny, którego odgałęzienie widzieliśmy przy punkcie edukacyjnym „Kolejka”. Odcinki te połączone były krótkim torem, tworząc razem tzw. trójkąt (stąd określenie stacji), umożliwiający lokomotywom zmianę kierunku jazdy. Po dawnych zabudowaniach stacyjnych nie zachował się żaden ślad. W latach powojennych, gdy na kolejce prowadzony był ruch pasażerski, wyznakowano stąd krótki szlak pieszy koloru czarnego prowadzący do kapliczki św. Mikołaja na grzbiecie Łysogór (przy Głównym Szlaku Świętokrzyskim).
Dalej linia kolejki biegła wzdłuż północnego skraju Puszczy Jodłowej. Obecnie przylegające do Parku pola są w znacznej mierze zarośnięte, co bardzo ogranicza pojawiające się z rzadka widoki. Mijamy punkt edukacyjny „Łąka”. Dalej trasa dawnej kolejki staje się dość monotonna, prowadząc długimi, prostymi odcinkami, których urozmaicenie stanowią zabytkowe przepusty z zachowanymi datami ich budowy. Po dłuższym czasie docieramy do dawnej stacji Dębno, gdzie zachowało się poszerzenie mijanki (po prawej stronie ścieżki), ślad po drewnianym baraku oraz tkwiący w korycie strumyka krąg betonowej studzienki, służącej niegdyś do nawadniania parowozów. Wkrótce pokonujemy kolejną mijankę (poszerzenie z prawej), po czym docieramy do punktu edukacyjnego „Źródełko”. Pod wsią Hucisko starotorze kolejki rozwidla się; jest to początek dawnego, wydłużonego trójkąta torowego stacji Święty Krzyż. Niebawem docieramy do mijanki, powyżej której na skarpie znajdował się barak stacji osobowej. Wkrótce z lewej mijamy biegnący łukiem odcinek głębokiego przekopu (krótkie ramię wspomnianego trójkąta), docierając na teren stacji towarowej; w pobliżu zarośnięte ślady budynków. W miejscu tym ziemia jest pozbawiona roślinności i intensywnie zabarwiona rudą żelaza. Z linią główną łączył się tu tor z kopalni „Staszic” w Rudkach (obecnie droga). Początkowo dowożony piryt przeładowywano na wagony kolejki z drewnianej rampy, później zaś, po zastąpieniu trakcji konnej mechaniczną, jedynie formowano tu składy towarowe do Zagnańska. W pobliżu znajduje się niedawno zagospodarowany turystycznie punkt edukacyjny „Rampa” (drogowskaz, tablice edukacyjne, ławy, stojaki na rowery). Z miejsca tego prowadzi ścieżka do pobliskiej mogiły dzieci – Ani i Jerzego Pastuszków spalonych żywcem przez Niemców w 1943 roku.
Główna trasa kolejki biegnie w kierunku wschodnim, mijając zarośnięte wyrobisko niewielkiego kamieniołomu (po prawej), do którego odgałęziały się dwa tory; wzdłuż jednego z nich (drogowskaz) prowadzi krótkie odgałęzienie naszej ścieżki, kończące się punktem „Nieczynny Kamieniołom”. Wkrótce za drogowskazem znajdowało się zakończenie głównego toru kolejki. Dalej podążamy ścieżką, która mijając punkt „Wychodnia Skalna”, kończy się obok punktu kasowego przy szlaku niebieskim Nowa Słupia – Święty Krzyż (drogowskaz z tablicą informacyjną).
Bartosz Kozak
Gdyńskie fortyfikacje zabytkami? Czas na decyzje
Pomorska Komisja Krajoznawcza, prowadząc działalność krajoznawczą na Pomorzu, zajmuje się również poznawaniem i popularyzowaniem nadmorskich zabytków.
W szczególności dba o te, które ciągle jeszcze przez wiele osób są pomijane i niedoceniane, czyli o zabytki związane z budownictwem obronnym, a przede wszystkim o obiekty tzw. betonowe.
Historia ich powstania w Gdyni sięga lat trzydziestych XX wieku, gdy zaczęto myśleć o ufortyfikowaniu rejonu portu i bazy morskiej Marynarki Wojennej. Także zaraz po zakończeniu II wojny światowej rozpoczęto planowanie i budowę różnego rodzaju obiektów mających za zadanie zapewnienie właściwej obrony gdyńskiej bazy morskiej i tego rejonu wybrzeża. Dzisiaj w Gdyni możemy spotkać wiele różnego rodzaju obiektów budownictwa obronnego z tamtego okresu, ale wraz z upływem czasu, kiedy stały się nieprzydatne i nikomu niepotrzebne, pozostały zapomniane i są systematycznie niszczone. Zajmowali się nimi tylko społecznicy i pasjonaci fortyfikacji, którzy odnajdywali je w terenie, dokumentowali, zabezpieczali przed dalszym zniszczeniem i popularyzowali o nich wiedzę.
Jednym z przykładów takiej działalności są przedsięwzięcia pomorskich wolontariuszy i miłośników fortyfikacji, w tym zrzeszonych w Pomorskim Stowarzyszeniu Ochrony Fortyfikacji „Reduta”. Piętnaście lat temu podjęto się rewitalizacji stanowisk artyleryjskich po byłej 11. Baterii Artylerii w Gdyni Redłowie. Od tamtego czasu każdego roku powadzone są prace porządkowe zapewniające właściwy stan utrzymania armat i stanowisk artyleryjskich. Od trzech lat prace te kontynuowane są przez Pomorską Komisję Krajoznawczą PTTK, pomorskich krajoznawców i gdyńskich wolontariuszy.
Istniejące tam do dzisiaj trzy stanowiska z armatami B-13 S3 wz. 35, kalibru 130 mm są najlepiej zachowanymi tego typu obiektami w Polsce i unikatowym reliktem z czasów zimnej wojny. Stanowiska ogniowe wzorowane były na stanowiskach przedwojennej baterii im. Heliodora Laskowskiego na cyplu Helu. Ich projekt poddano modyfikacjom konstrukcyjnym, a zbudowane w Redłowie były swoistym poligonem doświadczalnym dla kolejnych powstających na polskim wybrzeżu. Decyzję o budowie w tym miejscu stanowisk baterii nadbrzeżnej podjęto w październiku 1946 roku, a już w 1948 roku ukończono budowę czterech stanowisk artyleryjskich i ustawiono na nich działa.
Bateria redłowska (nr 1) na początku swego istnienia wchodziła w skład 31. Dywizjonu Artylerii Nadbrzeżnej (sformowanego w 1946 roku) i jej zadaniem miała być obrona podejść do portu w Gdyni. Jesienią 1950 roku stała się samodzielną baterią i otrzymała nazwę 11. Baterii Artylerii Stałej (pięć lat później została włączona ponownie w skład dywizjonu, ale tym razem w skład 32. Dywizjonu Artylerii Nadbrzeżnej). W 1974 roku uznano ją za nieperspektywiczną i podjęto decyzję o jej rozformowaniu. W otoczeniu baterii zbudowano w latach 1952–1954 Kompanijny Rejon Umocniony, który miał za zadanie chronić teren przed ewentualnym atakiem desantu. Składał się między innymi z kilkudziesięciu żelbetowych stanowisk ogniowych i schronów drewniano-ziemnych połączonych ze sobą linią transzei o łącznej długości przeszło 3 km.
Innym przykładem dbałości o zapomniane gdyńskie betonowe fortyfikacje jest inicjatywa podjęta w 2020 roku przez dowódcę 3. Flotylli Okrętów. Dotyczy ona rewitalizacji dwóch stanowisk ogniowych 1. Baterii Artylerii Przeciwlotniczej (nazywanej baterią „Wąwóz Ostrowicki”) wchodzącej w skład 1. Morskiego Dywizjonu Artylerii Przeciwlotniczej w Gdyni i zbudowanej na skraju Wąwozu Ostrowickiego w latach 1930–1933. Zadaniem baterii miała być przeciwlotnicza obrona gdyńskich portów, miasta i Kępy Oksywskiej oraz prowadzenie ognia do celów nawodnych, a także wsparcie własnych pododdziałów lądowych (co okazało się we wrześniu 1939 roku istotnym elementem). Posiadała dwa stanowiska ogniowe dla armat L 50 kalibru 75 mm Schnaidera wz. 1922/24 oraz dwukomorowy schron amunicyjny.
Trudnych prac porządkowych i zabezpieczających podjęła się Komenda Portu Wojennego w Gdyni, a ich efektem jest przywrócenie stanowiskom ogniowym właściwego stanu. Obok stanowisk ustawiono trzy plansze informacyjne o 1. Morskim Dywizjonie Artylerii Przeciwlotniczej oraz o przedmiotowej baterii i jej uzbrojeniu. Uroczyste otwarcie tego miejsca odbyło się 14 września 2020 roku. Termin ten nie był przypadkowy, gdyż tego dnia we wrześniu 1939 roku obsługa ciężkich karabinów maszynowych tej baterii zestrzeliła niemiecki bombowiec nurkujący Junkers Ju 87 B „Stuka”. Odsłonięcia tablic informacyjnych dokonał dowódca 3. FO w asyście komendanta KPW Gdynia.
Obecnie dostępne do zwiedzania są tylko stanowiska ogniowe w Redłowie (położone na terenie rezerwatu przyrody „Kępa Redłowska”), gdyż pozostała część baterii i obiekty znajdujące się w Wąwozie Ostrowickim są na terenie użytkowanym przez Marynarkę Wojenną. Redłowskie stanowiska stały się miejscem spacerów gdynian oraz magnesem dla przybywających na Wybrzeże miłośników fortyfikacji. Niewątpliwym atutem ich lokalizacji jest bliskość Polanki Redłowskiej i łatwa dostępność dzięki wytyczonej i oznakowanej trasy wiodącej przez teren rezerwatu. Niestety, ze względu na strome podejścia nie są dostępne dla osób starszych i mających problemy z poruszaniem się oraz na wózkach inwalidzkich.
W 2021 roku w ramach corocznych prac porządkowych i zabezpieczających na stanowiskach artyleryjskich skorzystano z pomocy dorosłych wolontariuszy, między innymi z Pomorskiej Komisji Krajoznawczej, Pomorskiego Kolegium Instruktorów Krajoznawstwa i Oddziału Morskiego PTTK. W trakcie prac uprzątnięto stanowiska armat oraz przygotowano je do letniego sezonu turystycznego. Dokonano też doboru kolorów farb do malowania trzech armat i muru oporowego stanowiska 104 dzięki merytorycznej pomocy eksperta fortyfikacji – kustosza Skansenu Fortyfikacji Ośrodek Oporu „Jastarnia” pana Jerzego Sadowskiego. Zabezpieczono także antykorozyjnie wszystkie niemalowane elementy metalowe i przygotowano armaty do malowania.
Twórcą i dowódcą 31. Dywizjonu Artylerii Nadbrzeżnej, z którego wyodrębniła się później 11. BAS, był kmdr por. Zbigniew Przybyszewski (w 1939 roku jako kapitan dowodził 31. Baterią Artylerii Nadbrzeżnej im. Heliodora Laskowskiego na Helu i walczył z niemieckimi okrętami do czasu kapitulacji Helu). W 1950 roku został aresztowany i oskarżony w procesie tzw. komandorów oskarżony o spisek w Marynarce Wojennej; zamordowano go 16 grudnia 1952 roku. Ciało zostało odnalezione w „Kwaterze na Łączce” Cmentarza Powązkowskiego i zidentyfikowane w 2014 roku. 16 grudnia 2017 roku Zbigniew Przybyszewski został uroczyście pochowany w Kwaterze Pamięci na Cmentarzu Wojskowym w Gdyni Oksywiu.
Należy podkreślić, że tylko dzięki wieloletniemu uporowi i zaangażowaniu społeczników, przy wsparciu miejskiego konserwatora zabytków w Gdyni i pomocy materialnej miasta Gdyni, stanowiska artyleryjskie w Gdyni Redłowie są dzisiaj w tak dobrym stanie i stanowią dużą atrakcję turystyczną. Zrewitalizowanym stanowiskom ogniowym w Wąwozie Ostrowickim nie grozi dewastacja. Jednak te nieużytkowane niszczeją i zachodzi obawa, że mogą być uznane za zbędne i bezpowrotnie zniszczone. Mając na uwadze ich unikatowość, dużą wartość historyczną i kulturową oraz troskę o ich zachowanie w dobrym stanie dla potomnych, nadszedł czas, aby zapewnić im ochronę prawną poprzez wpisanie do Wojewódzkiego Rejestru Zabytków Województwa Pomorskiego. Wnioski w tej sprawie Pomorska Komisja Krajoznawcza PTTK złożyła w 2021 roku do Pomorskiego Konserwatora Zabytków w Gdańsku.
Tekst i zdjęcia: Dariusz Dębski


Epizody z wyprawy Marymontczyków w 1853 roku
Kiedy w 2010 roku kolega Łukasz Kamiński zakładał internetową stronę Oddziału Świętokrzyskiego PTTK im. Stanisława Jeżewskiego w Ostrowcu Świętokrzyskim, zachęcając do wędrówek po naszym regionie, umieścił na tytułowej stronie wyszukany przez siebie cytat Ludomiła Jastrzębowskiego:
Podróż piesza w jakim bądź celu wykonana nader jest pożyteczna nie tylko pod względem ukształtowania moralnego i umysłowego, oraz pod względem zdrowia i umocnienia sił fizycznych, ale i dla samej przyjemności. Dlatego też w różnych celach zazwyczaj puszczamy się w podróż, już to dla zwiedzania miejsc cudownych, świętych lub słynnych z pamiątek, już to w celu skorzystania z różnych wiadomości pożytecznych, wyciągniętych z tego cośmy widzieli lub słyszeli, albo też w celu zwiedzania pięknych i różnorodnych obrazów natury, na koniec przedsiębierzemy czasem podróż w celu polepszenia zdrowia….
Cytat, który nadal zachęca odwiedzających naszą stronę internetową do wędrówek po kraju, pochodzi z publikacji „Wspomnienia z podróży”. Po długich poszukiwaniach udało się dotrzeć do całości tekstu Ludomiła Jastrzębowskiego. Jest to barwna relacja z wakacyjnej wycieczki uczniów Instytutu Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa w Marymoncie odbytej
w lipcu i sierpniu 1853 roku, pod przewodnictwem Wojciecha Jastrzębowskiego, profesora botaniki, fizyki, zoologii i ogrodnictwa, spisana przez syna profesora, uczestnika wyprawy.
Była to piesza, około 400-kilometrowa wyprawa połączona z praktykami zawodowymi. Słuchacze marymonckiej szkoły poznawali po drodze majątki ziemskie, folwarki, ogrody, obory, owczarnie, stodoły, chmielniki, gorzelnie, młyny, fabryki, kopalnie, ale również zwiedzali miasta i miasteczka, zamki, pałace, dwory, oglądali osobliwości przyrody, spotykali i poznawali ciekawe postaci.
Po kilkunastodniowej marszrucie z Marymontu przez Zgierz, Kodeń, Włodawę, Chełm, Rejowiec, Krasnystaw, Lublin, Opole, Kazimierz Dolny, Janowiec, Zwoleń, Iłżę dotarli w okolice Ostrowca. W Bałtowie obejrzeli ruiny pałacu Chomętowskich z XVIII wieku, pałac Druckich-Lubeckich, który od wielu lat na naszych oczach popada w ruinę, został zbudowany dopiero w końcu XIX wieku, nie było również młynów wodnych obecnie włączonych w Bałtowski Kompleks Turystyczny, a także wsi Krzemionki i odkrytych w 1922 roku neolitycznych kopalni krzemienia. Zwiedzili w okolicy Bałtowa wapienniki, piece do wypalania wapna i zwrócili uwagę na kamień wapienny, w którym tkwiły konkrecje krzemienia. Jednak najbardziej młodych wędrowców zachwyciła rzeka Kamienna, której brzegiem wędrowali z Bałtowa do Podgrodzia. W Podgrodziu zatrzymali się na dłuższy odpoczynek w miejscu, gdzie rzeka raptownie zmienia bieg z kierunku wschodniego na północny, tworząc malowniczy przełom w skałach wapiennych, a na wysokim cyplu wznoszą się ruiny rycerskiego zamku z XIV wieku. Tu kronikarz spisał kilka legend zasłyszanych od miejscowych i wykonał rysunek zamku, który wciąż wykorzystywany jest w opracowaniach historycznych i krajoznawczych.
Wędrówka okrężną drogą, z Podgrodzia do Garbacza, zajęła kilka dni. Prowadziła przez Ćmielów, Bodzechów, Opatów, nad Opatówką do Kichar, a dalej przez Sandomierz, Ossolin, Klimontów, Ujazd, Iwaniska, przecinając Pasmo Jeleniowskie Gór Świętokrzyskich doprowadziła do Garbacza od strony Janowic. W Garbaczu słuchaczy marymonckiej szkoły przywitał właściciel majątku Józef Gołuchowski. Historycy zgodnie twierdzą, że był wzorowym gospodarzem. Potwierdzają tę opinię uczniowie Instytutu Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa w Marymoncie, znanej szkoły, przekształconej w 1918 roku w Wyższą Szkołę Gospodarstwa Wiejskiego, którzy skrupulatnie obejrzeli gospodarstwo, pola obsiane pszenicą, żytem, owsem, jęczmieniem, koniczyną, plantacje kukurydzy i ziemniaków, poznali metody nowoczesnego nawożenia, zwiedzili obory, owczarnie, stodoły, gorzelnie, spichlerze. A na koniec we dworze odbyli długą, interesującą rozmowę z gospodarzem, po czym wyruszyli w dalszą drogę. Przed nimi jeszcze długa trasa do przebycia przez Święty Krzyż, Kielce, Chęciny, Sobków, Pińczów, Wiślicę, Ojców, Olkusz, Klucze do Ogrodzieńca.
Majątek w Garbaczu do II wojny światowej pozostawał w rękach rodziny, po wojnie został znacjonalizowany, dwór spłonął, zniszczono wystawione w parku przez spadkobierców popiersie Józefa Gołuchowskiego, ciągłej dewastacji ulegał drzewostan. Resztki parku zostały ocalone przez obecnych właścicieli, ludzi kultury, którzy po wykupieniu części parku zbudowali w nim dom nawiązujący stylem do dawnego dworu, a w głównej alejce wystawili odtworzoną wg starych fotografii kopię popiersia.
Józef Wojciech Gołuchowski, urodzony w 1797 roku w Łączkach Kucharskich, wszechstronnie wykształcony, prekursor romantyzmu w Polsce, wybitny filozof, autor pracy pt. “Dumania nad najwyższymi zagadnieniami człowieka”, profesor Uniwersytetu Wileńskiego, nauczyciel Adama Mickiewicza, który po procesie Filomatów i Filaretów, pozbawiony katedry i wydalony z uczelni, zmuszony do rezygnacji z kariery naukowej osiadł w Garbaczu, gdzie zarządzał wzorowo majątkiem ziemskim, jednocześnie oddając się codziennej pracy naukowej. Zmarł w Garbaczu 22 listopada 1858 roku, pochowany jest w podziemiach renesansowej kaplicy Matki Bożej, przylegającej do gotyckiego kościoła pod wezwaniem świętego Wojciecha w Mominie.
Tekst i zdjęcia: Alicja Mężyk